Pegasus

Pegasus

Temat absorbujący umysły i emocje: Pegasus! Odkryto mianowicie, że zakupiony swego czasu przez CBA izraelski system do szpiegowania telefonów komórkowych był używany! Też mi rewelacja! A co, ktoś myślał, że wydano miliony po to, by mieć taki system, ale go nie używać? Ktoś zrobił inteligentnie przeciek, że za pomocą tego systemu śledzono trzy osoby: senatora Brejzę, mecenasa Giertycha i prokurator Wrzosek, i cała opozycja tym żyje. Mówi się nawet o „polskim Watergate”, wszak podsłuchiwany Brejza był szefem kampanii wyborczej Platformy. Opozycja domaga się powołania komisji śledczej. Bez głosu Kukiza i jego dwóch towarzyszy, bez głosu znachora Mejzy komisji nie da się powołać. Kukiz udaje, że myśli, wadzi się z własnym sumieniem, stawia warunki. Tak naprawdę to warunek ma jeden: kto mu obieca, że w najbliższych wyborach weźmie go na listę, będzie miał jego głos. Trwają więc targi i zakulisowe gry.

Szkoda czasu i próżnych dyskusji. Bez żadnej komisji śledczej mogę powiedzieć, że jeśli system Pegasus został zakupiony, a to, że został, nie budzi już chyba wątpliwości, to był używany. Jeśli był używany, to nie tylko do podsłuchiwania tych trzech osób. Nie wiem, jakie są możliwości techniczne Pegasusa, ile osób można nim podsłuchiwać ciągle, a ile wybiórczo, po swoistym trałowaniu rozmów według słów kluczy. Być może podsłuchiwać w sposób ciągły można nawet kilkaset osób, a wybiórczo wielokrotnie więcej. Ale jedno uważam za oczywiste: tyle osób, ile tylko można było podsłuchiwać, było podsłuchiwanych. A bijący się z myślami i wadzący ze swą duszą Kukiz może być pewien, że kto jak kto, ale on – chwiejny i doraźny sojusznik w głosowaniach PiS, często języczek u wagi – podsłuchiwany był jak nic.

I powiem więcej: gdyby nawet powołano komisję śledczą i ta, mimo krętactw i uników służb (one zawsze w ten sposób w takich razach się zachowują, a swoje tajemnice ujawniają nader niechętnie) dotarła do odtajnionego materiału operacyjnego, to okazałoby się, że wszystkie te podsłuchiwania były jak najbardziej legalne, instalowane za zgodą sądu.

Tak. Podsłuchiwanie telefonów komórkowych jest jedną z dopuszczalnych ustawowo form działań operacyjno-rozpoznawczych, zwanych kontrolą operacyjną. Zgodę na zastosowanie takiej kontroli daje sąd okręgowy na wniosek każdej z wielu naszych służb specjalnych. Jak skądinąd wiadomo, przy obecnym trybie postępowania sądy okręgowe, procedując w tajnej kancelarii, wyrażają zgodę na uruchomienie kontroli operacyjnej w ponad 90% przypadków. Sądy mają bardzo ograniczone możliwości sprawdzenia zasadności wniosku, a jak pokazuje praktyka, nawet tych ograniczonych nie wykorzystują. Dlaczego? Z różnych powodów. Z nadmiernego zaufania do służb, z niedojrzałości i przekonania połączonego z dreszczykiem emocji, że uczestniczą w jakiejś poważnej grze operacyjnej, z lenistwa, z obawy, że mogą podpaść służbom, a w konsekwencji władzy, z braku kompetencji, z braku czasu. Wszystkie te powody mogą występować pojedynczo lub łączyć się nawet po kilka.

A służby, jak wiemy z lat ubiegłych, bez skrupułów oszukują sądy, wyłudzając zgody. Powszechnie znany jest przypadek, gdy chcąc uzyskać zgodę na podsłuch telefonu urzędującego ministra, podały we wniosku, że jest to numer NN abonenta. Aby wniosek uprawdopodobnić i uwiarygodnić przed sądem, wystarczy napisać, że figurant jest podejrzewany (nie podejrzany w sensie procesowym, ale właśnie podejrzewany) albo że „przechodzi w materiałach” jakiejś strasznej afery, w sprawie której prowadzone jest śledztwo. Albo nawet jest tylko powiązany (kto wie, o co chodzi?) z jakimś środowiskiem. Gdyby przyszło co do czego, gdyby jakimś cudem komisja śledcza powstała, okaże się zapewne, że wspomniane na wstępie trzy osoby rzeczywiście objęte były kontrolą operacyjną (przepisy nie mówią, jaką metodą ma być ona wykonywana, Pegasusem czy w inny sposób), że były uznane przez sąd powody do zastosowania wobec nich takiej kontroli i sąd zgody udzielił.

Problem nie w tym, czy służby korzystają z Pegasusa, czy muszą się trudzić innymi, mniej wydolnymi metodami, ale w tym, by kontrola operacyjna (podsłuchiwanie i podglądanie ludzi, kontrola korespondencji) była pod rzeczywistą kontrolą niezawisłego, kompetentnego sądu. A sąd miał rzeczywiste możliwości wykonywania takiej kontroli. Aby tak się stało, trzeba w sądach utworzyć specjalne wydziały do nadzoru nad czynnościami operacyjno-rozpoznawczymi i nad postępowaniem przygotowawczym, w szczególności nad tymczasowym aresztowaniem. Powinni być w nich wyspecjalizowani sędziowie, którzy tylko tym by się zajmowali. Obecnie zgody na kontrolę operacyjną (i tymczasowe aresztowanie) wydają sędziowie wydziału karnego w pełni obciążeni prowadzonymi sprawami karnymi i robią to „na pięć minut” przed wokandą lub tuż po jej zakończeniu (czyli przed i po zakończeniu sądzenia na rozprawach).

Krótko mówiąc, rzecz wymaga zmian systemowych. Nie słyszałem jednak, by takie zmiany projektowała opozycja, która ma nadzieję wygrać następne wybory. Ale to wymaga pomysłu i wysiłku. Gardłowanie o potrzebie powołania komisji śledczej jest znacznie łatwiejsze.

Pozostaje mieć nadzieję, że dosiadający Pegasusa współczesny Bellerofont spadnie z niego jak mityczny poprzednik, a nawet, że politycznie skręci kark.

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 3/2022

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy