Drugą turę racz nam dać, Polsko

Drugą turę racz nam dać, Polsko

Jak dotąd zawsze jest to „jakoś to będzie”. Historia i świat się nie kończą, nawet Polska się nie kończy, choć ma się nie najlepiej. Będzie tak i tym razem. Będzie raczej więc druga tura wyborów prezydenckich, choć jeszcze kilka miesięcy temu wyglądało na to, że najgorszy prezydent III RP ma reelekcję w kieszeni. Jednak pandemia koronawirusa zrobiła w kieszeni dziurę i dzisiaj już nie jest to oczywistością, a co dopiero oczywistą oczywistością. Władza, nie chcąc zdobytej władzy oddać, robi wszystko, żeby te wybory wygrać. Nie trzymając się reguł, naginając je, wykorzystuje wszystkie przejęte moce (media publiczne walczą o jednego, swojego kandydata jak lwica o małe), zaprzęga do tego wysiłku wszystko, co da się uruchomić. Można zrozumieć – ma zbyt wiele nawet nie do stracenia, ale do odpokutowania lub odsiedzenia. Odsunięcie Dudy od Pałacu Prezydenckiego pozbawia PiS wszechwładzy i naraża na realne poniesienie odpowiedzialności za swoje rządy. Bynajmniej nie za prospołeczne decyzje, których kilka zmieniło polską politykę na plus (500+). Samouwłaszczenie, które urosło do monstrualnych rozmiarów, zwykłe przekręty i malwersacje, których nawet nie ma potrzeby wyliczać – to wszystko będzie miało kres w sytuacji utraty bezpośredniego kontaktu z samopodpisującym piórem prezydenta, a de facto taką rolę wybrał, zaakceptował i rozsmakował się w niej Andrzej Duda. Uwierzył zresztą sam, że jest piórem myślącym, samodzielnym, odważnym i wolnym. Psychologowie nazywają ten proces racjonalizacją, pewnie można sięgnąć głębiej, ale nie jesteśmy psychologami. Miał przeciętny polityk swoje pięć lat i je popisowo zmarnował, politycznie nie jest nawet wrakiem, wydmuszką raczej. Ale, ale rzecz jasna – nie mamy pewności, że Rafał Trzaskowski (bo to on ma realne szanse wejść do drugiej tury) ostatecznie wygra. Paradoksalnie to Szymon Hołownia, nie mając realnych szans na drugą turę, ma większe szanse na zwycięstwo w niej. Duda więc jeszcze na deskach nie leży, choć, jak to mówią złośliwi, ciężarna zakonnica (której to ewentualne przejechanie przez pijanego prezydenta Komorowskiego mogło odebrać mu reelekcję w 2015 r.) już wędruje w stronę prezydenckiej kolumny samochodowej, która na razie systematycznie ćwiczy zderzenia na innych obiektach.

Polska scena polityczna ma szansę na mocną, radykalną zmianę po ewentualnej klęsce atrapy prezydenckiej – w tej roli Andrzej Duda, czyli po porażce Jarosława „emerytowanego zbawcy narodu z tylnej kanapy” Kaczyńskiego. Ale czy i jak Polska może na tym skorzystać, tego już nie możemy być pewni. Rafał Trzaskowski, gdyby zdołał pokonać armię PiS, ma szansę na realizację bardzo wielu obiecujących scenariuszy, w moim przekonaniu również w ocenie lewicowego wyborcy, obywatela/obywatelki. Z całego poplatformerskiego establishmentu jest osobą wyróżniającą się sporym potencjałem, dobrym przygotowaniem merytorycznym i nadaje się bardziej do tej roli niż do rządzenia Warszawą. Chyba jednak inaczej niż Robert Biedroń, na którego zapewne oddam głos w pierwszej rundzie, bo tak w PRZEGLĄDZIE zadeklarowałem, kiedy jeszcze nie wiedziałem, że teoretycznie mógłbym oddać głos na prezesa spółdzielni mieszkaniowej im. Hipolita Cegielskiego, Waldemara Witkowskiego z Unii Pracy, który jak deus ex machina objawił się w popandemicznej, nowej odsłonie wyborów. Wolałbym, żeby to kandydat lewicy miał taki moment polityczny na odebranie polskiej prawicy monopolu na władzę i urządzanie Polski, i mam głębokie przekonanie, że osób takiego formatu na lewicy jest więcej niż gdziekolwiek indziej, ale to jeszcze nie teraz.

Pandemia PiS niestety nie doprowadziła nas do podjęcia fundamentalnej rozmowy o Polsce XXI w., Polsce w dobie kryzysu klimatycznego, energetycznego, finansowego, społecznego i uchodźczego. Ale, warto przypomnieć, Polska nie jest samotną wyspą i najmocniej one wszystkie nas dotyczą. Tę rękawicę rzuconą globowi przez ludzkość trzeba podnieść. To w większości lewicowe odpowiedzi niosą szansę na realne zmierzenie się z tymi wyzwaniami. Czyli chciałbym móc wierzyć, że przyjdzie czas lewicy. Dzisiaj zapewne możemy tylko liczyć na lepszego partnera w tym dziele. Nie są nim, nigdy nie były i nie będą ani PiS, ani inna skrajna prawica. Stąd parę ciepłych myśli dla Trzaskowskiego w drugiej turze. Ale o tym może jeszcze napiszę w kolejnym tygodniu, kiedy będzie to ważny i dostępny wybór.

Wydanie: 26/2020

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 29 czerwca, 2020, 10:09

    żeby to się dało posłać w piz…. pis kler i platformę

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy