Gra z czasem

Gra z czasem

Kolejny raz awantury w czasie święta 11 Listopada przypominają, że w Polsce trwa zimna wojna domowa, która czasami ma ochotę być gorąca. Bojkot oficjalnych obchodów przez polityków PiS tworzy przesłanie: „To nie nasz premier, nie nasz prezydent, nie chcemy takiego państwa. Nie uznajemy jego reguł i praw”. Czy nie otwiera to drzwi do przemocy?
Zdarza mi się w krytyce przesadzać i mieć potem z tego powodu wyrzuty sumienia. Od lat piszę okropne rzeczy o Adamie Hofmanie, ale nigdy nie drgnęła mi powieka. PiS ma talent w kreowaniu supercyników, jak choćby Jacek Kurski. Byłem już pewien, że Kurskiego nikt w cynizmie nie przebije. I nie miałem racji.
PiS produkuje dwa typy psychofizyczne. Pierwszy to fanatyk, jak Macierewicz, Mariusz Kamiński, Brudziński, Błaszczak. Drugi gatunek to cynicy: Hofman i Czarnecki. Jedni i drudzy są przerysowani jak karykatury. Z jednej strony jest zapiekłość fanatyków, z drugiej – służalczość cyników. Ma to nawet swój wyraz fizjonomiczny. Zapiekli z reguły są chudzi i mają zacięte twarze, końce ust zmierzają im do dołu. Pochlebcy i cynicy cierpią na lekką skłonność do tycia, lubią pojeść, popić itp. Zapiekli mają problemy z przewodem pokarmowym, ale w sprawach finansowych są uczciwi.
A mnie jest żal, że Hofmana wyrzucono z PiS. Był niezwykle pożyteczny. Swoim zachowaniem i obliczem ukazywał, jak bardzo prawicowa ideologia jest podszyta cynizmem i troską o własny interes. Ale czy młodzi we wszystkich partiach nie bywają cyniczni? Od kiedy media są wielkim śledczym, kolekcjonerzy luksusu źle kończą.
Jeżeli prezes ma pecha, to pechowi bardzo pomógł. Przecież wiedział, kim jest Hofman. Mrugał do nas okiem: gałgan, ale patrzcie, jaki spryciarz, aż nie mogę się z nim rozstać.
Media w rocznicę nie miały czasu na historię, czekały w napięciu na rozróbę i spełniło się. Więc kilka migawek sprzed 96 lat. 17 listopada 1918 r. Piłsudski mianował Jędrzeja Moraczewskiego na urząd premiera. Chociaż socjalista, mniej drażnił prawicę niż poprzedni kandydat, Ignacy Daszyński, który nie dał rady stworzyć gabinetu. Moraczewski pisał: „Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską (…) ogarnął. Po 120 latach prysły kordony. Nie ma »ich«. Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili. (…) Cztery pokolenia nadaremno na tę chwilę czekały, piąte doczekało (…)”.
Pierwszy premier RP nie przewidział, że pod dostatkiem jest u nas ojczystych łobuzów. A pierwszy prezydent wolnej Polski zostanie zamordowany.
Mało kto ma dzisiaj świadomość, jak karkołomnym zadaniem było połączenie w jeden organizm trzech zaborów, czterech administracji i siedmiu różnych walut. Kierowany ciekawością sprawdzam, jakie były dalsze losy pierwszego premiera RP. Będzie ministrem w wielu rządach. Ojciec czwórki dzieci dożyje śmierci wszystkich. Pierwszy syn, Tadeusz, zmarł w niemowlęctwie, drugi, Kazimierz, zginął w 1920 r. w czasie wojny polsko-bolszewickiej pod Nowogrodem. Trzeci syn, Adam, zginął w 1941 r. w Auschwitz, a córka Wanda w 1942 r. na Pawiaku. Polskie losy.
Dwa lata później, w 1944 r., Moraczewski zginie w Sulejówku, w swoim dworku sąsiadującym z dworkiem marszałka, trafiony przypadkowym pociskiem.
Następnym premierem zostanie słynny w świecie muzyk Ignacy Paderewski, związany jednak z prawicą (za mało dzisiaj mówi się o Paderewskim, a był niezwykłym artystą i wielkim patriotą). Gdy Piłsudskiemu zarzucano, że muzyk związany jest z prawicą, złościł się: „Nic nie rozumiecie mojej sytuacji i całej sytuacji w ogóle. Nie chodzi o lewicę czy o prawicę, mam to w dupie. Nie jestem tu od lewicy i dla niej… jestem od całości”.
„Całość” zaczęła szybko zawodzić Piłsudskiego do tego stopnia, że zrobił zamach na demokrację w maju roku 1926. Przyznać jednak trzeba, że zawsze będzie odrzucać oferty i możliwości, by zostać dyktatorem, chociaż nikt nie powiedział tylu strasznych słów o Polsce i Polakach, ile marszałek. „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”. Czy nie bardziej elegancko ujął to Norwid: „Jesteśmy żadnym społeczeństwem. Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym (…) Polska jest ostatnie na globie społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród (…). Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł (…)”?
Konflikt marszałka z endecją przybierze formę wzajemnej nienawiści. Po zabójstwie Narutowicza dawni legioniści chcieli w odwecie wymordować przywódców endecji. Zablokował to jednak Piłsudski, ale też Daszyński. Fascynujące, że dzisiejszy konflikt rozciągnięty jest na tych samych słupach i drutach wysokiego napięcia.
A w roku 2014 mój przyjaciel z żoną i synkiem poszli popatrzeć na marsz narodowców. I przeżyli szok na moście Poniatowskiego, mniej więcej w miejscu, gdzie 12 maja 1926 r. o godz. 17 Piłsudski spotkał się z prezydentem Wojciechowskim i doszło między nimi do awantury. Tak to się wszystko splata, o czym może więcej za tydzień.

Wydanie: 47/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy