Mydlenie oczu

Telewizyjna migawka – premier przyjął pielęgniarki. One, onieśmielone, prawie dygają grzecznie. Rok temu strajkowały, rozbiły namioty pod resortem pracy, głodowały, potem urządziły czarny marsz. Też był skwar. Potem coś im obiecano, a one, jak to kobiety, zawahały się, uwierzyły w jakiś tam, po nocach opracowywany, harmonogram prac rządu i wróciły do chorych. Dziś dziesięć tysięcy z nich jest na bezrobociu, te, które przeszły na własny rachunek, nie mają dobrych notowań w kasach chorych, więc nie dostały kontraktów.
Albo trzeba było w ogóle nie strajkować, albo nie rozwiązywać czarnego marszu. Bo to tegoroczne dyganie przed premierem oznacza zaakceptowanie kolejnego mydlenia oczu. Pani minister zdrowia zapewniła, że pielęgniarki dostaną kontrakty za rok. A w ogóle trzeba coś zrobić, żeby nie uciekały z zawodu. Rzeczywiście. Do czasu aż nie zostaną zrealizowane te konkretne plany, można spokojnie wegetować.
Mydlenie oczu przeżywają także nauczycielki. Ale one przynajmniej strajkowały symbolicznie i nie głodowały jak pielęgniarki. Nauczycielki poddały się bez walki, więc premier ich nawet nie zaprasza. Może to i dobrze, bo nie muszą dygać i dziękować za podwyżki. Na przykład stażystka po tych hucznie obwieszczanych podwyżkach dostanie 500 zł, a nauczycielka wykwalifikowana i mianowana, czyli najlepsza, dostanie na rękę około 1100 zł. Naprawdę, tłumy piątkowych uczennic rzucą się, żeby uczyć w szkole.
Oglądanie kobiet w czarnych podkoszulkach, głodujących przed ministerstwem pielęgniarek, czy nauczycielek za 500 zł nie jest budujące dla innych kobiet. Szczególnie, gdy dowiadują się, jak protesty zostały zagłaskane. Ale nawet jeśli widok nie jest budujący, to jest pouczający. W związku z tym kobiety w ogóle przestają dochodzić swoich praw, nie tylko finansowych. Rzecznik praw obywatelskich na zakończenie swojej kadencji stwierdził, że kobiety przestały do niego pisać. Na spotkaniach rzecznik namawiał je, żeby się skarżyły na jawną dyskryminację. A one, że nie, że dziękują. Pisać nie będą.
Podobnie jest w Państwowej Inspekcji Pracy, w której sprawozdaniach wychodzi, że kobiety są szykanowane finansowo z powodu płci. Niestety, jest to także tylko podejrzenie, bo do inspekcji pracownice też nie piszą. Nauczyły się czegoś od pielęgniarek. Stracą siły w dochodzeniu swoich praw, a potem i tak im się oczy zamydli. A, jak wiadomo, mydło szczypie w oczy.

 

Wydanie: 21/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy