Daszyński, Kaczyński, pterodaktyle

Daszyński, Kaczyński, pterodaktyle

Polityczne boje o historię to zawsze walka o teraźniejszość i rząd dusz w przyszłości, kształtowanie, choć czasem bardziej adekwatne byłoby określenie manipulowanie, i konstruowanie opowieści o tym, co minione. To legitymizowanie, potwierdzanie i utrwalanie władzy decydentów politycznych. W polityce historycznej nie bierze się jeńców. Im mocniej naruszony zostaje uznany i akceptowalny układ odniesień, zależności, zasług i realnych osiągnięć, tym bardziej można oczekiwać, że to zadziała. Małe kłamstwa działają w ograniczonym polu, potężne i nieskrępowane mają moc atomowego niszczenia.

Obecny 2018 r., jak żaden inny od dawna, idealnie nadaje się do starcia o historię. Religia rocznic dziesiętnych, a najlepiej po dziesięć dziesiętnych, „wymiata” wszystko, co naprawdę istotne: sens, rzeczywiste cykle, porównywalne okresy. Mamy więc wysyp „niepodległościowych setek”, których orgiastyczne apogeum nadejdzie jesienią w rytm tarabanów wszystkich instytucji państwowych. Tarabany mają to do siebie, że są instrumentem wojskowym, potwierdzają rozkazy, wzmacniają natężenie i nadęcie szturmowe. Naszym wtórują, innych zagłuszają, tamtych walą po głowie swoim marszowym, automatycznym rytmem. Nawałnica historyczna ruszyła niczym lawa na Hawajach, niszczy i pokrywa wszystko, co nią samą nie jest (oczywiście trzeba pamiętać, że prawdziwie polska lawa byłaby jednak biało-czerwona, a nie czarna czy – o zgrozo – czerwona). W jej żarze ogrzewa się już endecka fałszywa legenda Dmowskiego, który do pociągu niepodległość wskoczył dopiero na stacji, gdzie sprawdzano bilety i planowano dalszą podróż. Zapewne przeżyje jeszcze chwilę Piłsudski, ale tylko dlatego, że już się go przygotowuje do podmianki na Jarosława Kaczyńskiego. Poseł PiS Suski, przygotowując grunt, rzekł był: „To jest polityk (Jarosław Kaczyński), który swoje dokonania, jeśli mówić o niwie politycznej, ma większe od Józefa Piłsudskiego”. Uzurpacyjność polskiej prawicy w interpretowaniu wydarzeń sprzed 100 lat, wspierana setkami milionów złotych, przy wsparciu instytucji publicznych, od IPN do TVP, przez gotówkodajne koncerny państwowe, jest trudna do naruszenia.

W tym sensie warto zauważyć i docenić próbę przeciwstawienia się zawłaszczeniu tej rocznicy przez Społeczny Komitet Lewicy 100-lecia Odzyskania Niepodległości, który ukonstytuował się ostatnio pod przewodnictwem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Dość szeroko uformowany komitet próbuje dzisiaj mocnym głosem upomnieć się o tradycję lewicy niepodległościowej. To próba przypomnienia o niezbywalnej roli w odzyskiwaniu przez Polskę niepodległości takich działaczy i działaczek, bojowców i bojowniczek, polityków jak m.in.: Romuald Traugutt i jego najbliżsi współpracownicy, a później Ludwik Waryński, Józef Montwiłł-Mirecki, Marcin Kasprzak, Henryk Baron, Stefan Okrzeja, Filipina Płaskowicka, Władysław Kowalewski, Maria Bohuszewiczówna, Stanisław Kunicki, Piotr Bardowski, Michał Ossowski, Józef Piłsudski i dziesiątki innych kobiet i mężczyzn, związanych z polską lewicą, „którzy w walce o niepodległość Polski ponieśli ofiarę najwyższą” (daszynski2018.pl).

Sam fakt, że jednym z zamierzeń komitetu jest doprowadzenie do wzniesienia i odsłonięcia pomnika Ignacego Daszyńskiego, premiera Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej, który powstał w Lublinie 7 listopada 1918 r., jest znakiem, w jak dziwnych czasach przyszło nam się spierać o historię. Jeden z filarów trudu odzyskania przez Polskę suwerenności być może zostanie uczczony wysiłkiem obywatelskiej inicjatywy, nie mogąc się doczekać od lat zasłużonego uznania ze strony państwa polskiego. Cóż, nie był endekiem, narodowcem czy biskupem lub papieżem, a to oni dzisiaj pędzą szybką ścieżką upomnikowienia. Nie chciałbym być czarnowidzem, ale być może to ostatnia rocznica, kiedy trwa jeszcze w jakiejś formie spór o Daszyńskiego, Piłsudskiego lub Dmowskiego. Wszyscy oni zaraz mogą skończyć w nowopatriotycznej zupie rodu Kaczyńskich, których brak dokonań – albo ich lichość – przekuwana jest właśnie w potęgę. Na Podkarpaciu już to się dzieje. W konkursie dla uczniów „Warto być Polakiem” dla uczczenia 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, któremu patronuje marszałek Sejmu Marek Kuchciński, poseł PiS z Przemyśla, same pytania nie pozostawiają już nawet nie tyle złudzeń, ile żadnej innej możliwości niż uznać Lecha Kaczyńskiego za najważniejszą polską postać polityczną XX i XXI w. Bo co innego napisać, mając do rozwinięcia takie tematy: Działalność Lecha Kaczyńskiego w opozycji antykomunistycznej; NSZZ „Solidarność”, Lech Kaczyński, św. Jan Paweł II – wspólna rola w odbudowie Polski po 1989 r.; Prezydent Lech Kaczyński jako lider państw Europy Środkowej i Wschodniej; Polityka historyczna prezydenta Lecha Kaczyńskiego; Życiowa postawa prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Czy warto być wiernym do końca?

Nawet chwilami szkoda mi Lecha Kaczyńskiego, kiedy to widzę. Ale cóż, brata bliźniaka człowiek sobie nie wybiera, a ukształtować i ucywilizować, kiedy było można, nie dał rady. Zapłacimy surrealizmem w historii. My.

Wydanie: 20/2018

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy