Samo się nie zrobiło

Samo się nie zrobiło

Jak dobrze zacząć nowy rok? Najlepsze, co mi przyszło do głowy, to zderzyć się ze sławną w świecie polską szkołą narzekania i znaleźć plusy wśród wydarzeń w roku, który dopiero co się skończył. Nie jest to łatwe. Nie dlatego, że nie było osiągnięć, bo jest ich wystarczająco wiele, by wypełnić długą listę, a co dopiero ten krótki tekst. Ale z przyzwyczajenia, że dzień bez krytyki, psioczenia i ogólnego jękolenia jest jakiś niepełny. Dużo łatwiej przychodzi nam przecież krytykowanie, zwłaszcza ad personam – i tu biję się we własne, a nie cudze piersi – niż pochwalenie, powiedzenie dobrego słowa i zwykłe podziękowanie. Na początek więc słowo o gospodarce i jej kondycji. Bo to ona rzutuje na wszystko inne w naszym życiu. Fakty są takie, że jako jeden z bardzo nielicznych krajów skończyliśmy rok na plusie. I tego nie kwestionują nawet najwięksi malkontenci i oponenci rządu PO i PSL. Ale czy ktoś głośno powiedział, że w tym wyniku jest też duża zasługa premiera Tuska, wicepremiera Pawlaka, ministra Rostowskiego, rządu i wysokich rangą urzędników branżowych, Rady Polityki Pieniężnej i NBP? Mówią o swoich sukcesach mniej czy bardziej bezpośrednio sami zainteresowani. A pozostali? W większości co najwyżej bąkają pod nosem, że mamy niezłą sytuację w gospodarce, bo rządowi nie udało się wszystkiego zepsuć. A wynik to zasługa przedsiębiorców i całego społeczeństwa, które na przekór władzy jakoś się obroniło. Dobro, jak wiadomo, samo się robi, a rząd, co też powszechnie wiadomo, jest prawie wyłącznie sprawcą nieszczęść rodaków i producentem afer. Tak mówi o obecnej władzy PiS, choć nie tylko z ław tego klubu parlamentarnego można słyszeć tak pogłębione myślowo oceny. Bo przecież nie tak znowu odległa koalicja PiS z Samoobroną i LPR była niekończącym się dobrem tak niesprawiedliwie odrzuconym przez niewdzięczny naród.
Dziś łatwo o oceny decyzji rządu. Ale gdy w czasie galopującego kryzysu trzeba było podejmować strategiczne decyzje, niewielu było wystarczająco zdeterminowanych, by nie ulec pokusie naśladowania pomysłów krajów starej Unii Europejskiej. A te wpompowały miliardy euro w fatalnie zarządzane banki i w dotacje do zakupu samochodów. I gdyby polski rząd poszedł wówczas tą drogą, miałby mocne alibi nawet w przypadku klęski. Wiadomo, że skoro pomylili się Niemcy czy Francuzi, to my też mogliśmy. Pójście pod prąd ówczesnego myślenia w UE wymagało z pewnością odwagi. I choć nie wykluczam, że mógł to być i łut szczęścia, to jasno trzeba powiedzieć, że wówczas premier i jego najbliżsi współpracownicy podjęli ryzykowną, ale słuszną decyzję. I to pierwszy plus roku.
Drugim jest to, co się zaczęło dziać w infrastrukturze drogowej. Mamy wreszcie realne decyzje i sporo porozstrzyganych przetargów na budowę autostrad, dróg ekspresowych i obwodnic. Z pewnością jeszcze długo polska droga będzie przedmiotem żartów za granicą i udręką dla kierowców. Ale każdy, kto więcej jeździ po kraju, widzi, że szybko przybywa placów budów. Trzecim plusem jest stan przygotowań do Euro 2012. Supernowoczesne stadiony powstają w europejskim tempie. Żeby jeszcze tylko miał kto na nich grać. Ale o to może zadbają wychowankowie coraz liczniejszych Orlików, których budowę też zapisuję na plus 2009 r. Warto o tym wszystkim pamiętać, bo doceniając własne sukcesy, nie będziemy tak bardzo przywaleni bublami, których i tak zawsze jest wystarczająco dużo.

Wydanie: 1/2010

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy