Lepperiada

IDŹCIE Z BLOGIEM

Dziś pogrzeb Andrzeja Leppera. Nie był to mój faworyt, jednak żal, że tak skończył. Zbadać sprawę trzeba. Z doświadczenia wiem, bo znałam kilku samobójców, również takich, którzy próbowali i ich odratowano, że to może być nagły impuls. Ma człowiek plany, jest wesoły, chce się bawić, a następnego dnia znajdują go za kulisami w teatrze studenckim. Miał się z kimś spotkać.
Lepper był twardy. Uchodził za takiego. Jednak kogoś lub czegoś się bał.
Andrzej Lepper to największa metamorfoza Rzeczypospolitej. Ulubionym zajęciem dziennikarzy telewizyjnych było, i chyba nadal będzie, pokazywanie go w gumiakach i w bereciku z antenką, z fryzurą ŕ la Piast Kołodziej – jak postać z Mrożka. A w kolejnej odsłonie ukazywał się w drogim garniturze i butach od Kielmana, z włosami zaczesanymi na pawiana. Takie metamorfozy przechodzą prawie wszyscy, którzy wywodzą się ze wsi, a robią karierę w mieście, ale często także ci z miasta, bo pracują nad nimi sztaby stylistów. Nawet gdy patrzymy na dziennikarzy, zauważamy zmiany. Monika Olejnik ze zwykłej dziewczyny zmieniła się w damę w ekstraciuchach i butach, które stały się jej znakiem firmowym.
Teraz, gdy na szyi Leppera widać pręgę wisielczą i nie może on już nikomu odpyskować ani się obronić, zawłaszczają go politycy. Może uda się ugrać na nim kilka procent? Wybory blisko, programu brak, trzeba jechać na emocjach. Odezwał się Kaczyński, co było jasne, bo przecież Lepper to był jego koleś z rządu. Jarosław Kaczyński wziął go na wicepremiera do swojego gabinetu osobliwości. Potem, gdy już Lepper spełnił swoją misję popierania kaczego rządu i trzeba było się go pozbyć, prezes zrobił to po swojemu, opluł, oskarżył i chciał wtrącić do pierdla. Nie twierdzę, że wicepremier był bez skazy. Miałam go dość za to, co robił, mówił, za Balcerowicza i prostytutkę, której nie można zgwałcić. Jednak ta afera, robiona z pomocą sił spec. znaczenia, była po prostu obrzydliwa. Metody prezesa PiS są różne i powszechnie znane, on może dla kariery zrobić wszystko. Piszę to z podziwem dla jego cynizmu i talentów aktorskich. Jednego dnia jest wujkiem głaszczącym dziatwę Elżbiety Jakubiak, drugiego wywala ją z partii, potem pełen bólu chwyta nas za serca, bo stracił brata, łagodnieje, a my wierzymy, gdy chwali przyjaciół Moskali, a nawet Oleksego. Potem znów rzuca błotem albo gównem. Taki urok. Nie dziwi mnie, że Jarosław Kaczyński się wypowiedział.
Owszem, mówi, chętnie stanę przed prokuratorem w tej sprawie, bo Andrzej Lepper chciał się ze mną spotkać kilka miesięcy temu. Nie spotkał się, mało wiem, ale stanę przed obliczem prokuratora.
Jasne, że stanie! Nic nie wie, ale będzie miał darmową reklamę przed wyborami. Jadem poleci w Tuska i ok.
Niesamowite jednak, że odezwał się Ziobro, który chce wyjaśnienia sprawy, bo niejaki Sakiewicz ma nagranie, na którym słychać, jak Lepper kogoś obciąża, jakiegoś K. Chyba nie Jarosława, bo Sakiewicz, zakochany w Jarosławie, raczej zjadłby nagranie, niż opublikował. Wciąż jesteśmy na etapie: wiem, a nie powiem.
PiS to partia nagrywaczy. Mają wszystkie nagrania, filmy, haki, oprócz tego, co mieć powinni: nagranie i film z wizyty u Barbary Blidy.
Ziobro bohater wykańcza ludzi. Umie to robić. Doktor G. wie dobrze, jak go zrobił na perłowo.
Przy okazji także transplantację.
A pamiętacie ten uśmieszek, z jakim prezentował gwóźdź do trumny Andrzeja Leppera z jakimś nagraniem, którego nie było, bo laptop został zniszczony…
I to Ziobro staje w obronie dawnego kolegi z rządu, domaga się wyjaśnienia sprawy! Ludzie! Trzymajcie mnie sto, bo jeden nie ma co! Przypomina mi się ponury żart: facet staje przed sądem oskarżony o morderstwo, zabił rodziców. W ostatnim słowie prosi o łagodny wymiar kary, bo przecież jest sierotą!

Wydanie: 23/2011

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy