Polska, Rosja, nic

Wydarzenia krajowe, zmiana Marcinkiewicza na Kaczyńskiego, zmarginalizowały szczyt G-8 w Petersburgu. Krajowe media skupiły się na drwinach z Putinowskich aspiracji do potęgi. Raz jeszcze udowadniano, że Rosja to kolos na glinianych nogach. Imperium na lotnym gazie.
Media krajowe, ale nie wszystkie i marginalnie, wspomniały o liście prezydenta Kaczyńskiego do prezydenta Putina, a jednocześnie do przywódców grupy G-8, w sprawie europejskiej polityki energetycznej. Ów list nie został jednak podczas szczytu odczytany. Prezydent Putin nie chciał być listonoszem prezydenta IV RP. I taką korespondencyjną porażkę polskiej dyplomacji można by zapomnieć, jak kilka wcześniejszych ważniejszych. Przecież nowa władza iskrzy sukcesami. Zatrzymano detektywa Rutkowskiego, dwóch koników w PZPN, a premier uroczyście otworzył autostradę, którą mu łże-elity zbudowały. Warto jednak przypomnieć, że prezydent Kaczyński zaraz po objęciu stanowiska, a także prezes-premier Jarosław Kaczyński po zdobyciu władzy zapowiadali przełom w stosunkach polsko-rosyjskich. Nową politykę. Opartą na twardym, partnerskim stanowisku IV RP. Dowodem tego przełomu miał być szczyt Kaczyński-Putin. Spotkanie polityków nowej generacji, zwłaszcza z polskiej strony. Szczyt zapowiadała wizyta specwysłannika Siergieja Jastrzębskiego. Nagłośniona w krajowych mediach niczym aresztowanie detektywa Rutkowskiego.
Bez większego echa za to przeszła deklaracja nowego ambasadora Rosji w Polsce, Władimira Grinina. Współpraca gospodarcza tak, ale polityka bez historii. Na roztrząsanie, czy zbrodnia katyńska była ludobójstwem, czy nie, na polskie historyczne pretensje, zwłaszcza te podszyte roszczeniami finansowymi, żądaniami odszkodowań zgody nie ma. Dialog zamienia się w monolog.
Nowi władcy Polski zamierzają uroczyście, medialnie obchodzić rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. Przy okazji znów przypomnieć Rosji, kiedyś ZSRR, odpowiedzialność za klęskę powstania. Za straty narodu, za spalenie milionowego miasta. Nowe władze Polski nie poczuwają się do dziedzictwa PRL. Czemu zatem wciskają nowym władcom Rosji dziedzictwo ZSRR? Czemu nowa polityka polska wobec Rosji musi się zacząć od upokorzenia naszego wielkiego sąsiada?
Nowi władcy Polski usiłowali obalić prezydenta Łukaszenkę. Nie udało się. Teraz nasz nowy ambasador w Mińsku ma proceduralny problem. Jak uwierzytelnić się u nieuznawanego przez rząd i parlament prezydenta. Tygodnie mijają, a Polska nie ma tam ambasadora. Nie ma ambasadora w Moskwie. Jest w Kijowie, ale tam za to posypała się propolska koalicja rządząca. Jeśli wygra Janukowycz, to wszystkie misterne krajowe intrygi i starania o stworzenie antyrosyjskiego bloku byłych państw ZSRR można o kant Krymu potłuc.
Wzdęcia pana prezydenta Kaczyńskiego odwołały szczyt weimarski. Polska nie ma sojuszników w Unii Europejskiej w sprawie wspólnej polityki energetycznej, a kolejne uchwały polskiego Sejmu krytykujące Parlament Europejski pogłębiają tylko naszą izolację.
Każdy rozsądny obserwator rosyjskiej sceny politycznej już wie, że prezydent Putin nie spotyka się z innymi przywódcami, jeśli owo spotkanie nie łączy się z podpisaniem dokumentów o współpracy.
Czyli do przełomowego szczytu Kaczyński-Putin szybko nie dojdzie. O tym rzecz jasna krajowe, już podporządkowane PiS media nie poinformują. Ważniejsze będą informacje o kolejnym zatrzymaniu byłego posła albo drobnych geszefciarzy.

Wydanie: 31/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy