Nadzieja nadal aktualna

Od kilkunastu dni trwam w szpitalnej izolacji od wydarzeń politycznych i dopiero wiadomość z „Gazety Wyborczej” wyrwała mnie z tego swoistego uśpienia. Cytuję: “Zgromadze­nie Parlamentarne skupiające 41 państw Rady Europy rozpoczęło proces wykluczania Rosji z Rady, pozbawiło delega­cję rosyjskich parlamentarzystów prawa głosu i zaleciło eu­ropejskim rządom, by oskarżyły Rosję o łamanie praw człowieka”.

Odebrałem tę informację jako osobistą klęskę. To nie jakaś megalomania przemawia przeze mnie. Byłem jednym z tych parlamentarzystów działających w Radzie Europy, którzy włożyli wiele pracy, aby do tej Rady przyjęto Ukrainę i Rosję. Dla Ukrainy była to kwestia umocnienia jej suwerenności, gdyż nie była ona całkiem pewna. Przeszkadzała jednak kara śmierci wykonywana po kilka razy tygodniowo, co zachodni prawnicy uwa­żali za rzeź. To samo dotyczyło Rosji. Tam też masowo wykonywano wyroki. Społeczeństwo ukraińskie odrzucało myśl o zniesieniu kary śmierci, toteż władze bały się reakcji, tym bardziej że okrutne zbrodnie były tam chlebem codziennym. W Rosji w tym czasie, kiedy podejmowaliśmy starania o jej przyjęcie, toczyła się pierwsza wojna czeczeńska, ale nie ona była kamieniem obrazy dla zachodnich prawników. Zachód miał własnych terrorystów w Irlandii i Hiszpanii. Toczył się już dramat jugosłowiański, więc Czeczenia nikogo zbytnio nie animowała. Na przeszkodzie stała głównie kara śmierci.

Zwolennicy przyjęcia obu tych państw rozumowali inaczej. Należy za wszelką cenę wciągnąć te kraje w obręb europejskiej cywilizacji prawnej, a przede wszystkim uzy­skać wpływ na stanowienie prawa w tych krajach. To działanie przynosiło konkretne rezultaty. Po raz pierwszy w historii Rosjanie zgodzili się, by prawnicy europejscy grzebali się w wewnętrznych sprawach Rosji i dyktowali, co należy szybko zmienić, aby Rosja mogła się znaleźć w Radzie jako pełnoprawny członek cywilizacyjnej wspólnoty w Europie.

Z Rosji nadeszły stosowne zapewnienia, kiedy i jakie przepisy prawa ulegną zmia­nie – podpisane przez przedstawicieli najwyższych władz tego państwa – jednakże po­stępowanie akcesyjne było nadal zamrożone. Rozpoczęła się wtedy inna gra. Który z tych dwu krajów ma być przyjęty wpierw. Ukraina alarmowała i drżała, że to jednak będzie Rosja. W komisjach Rady, decydujących o tych sprawach, przychylność dla Rosji była wyraźnie większa. Swoistym majstersztykiem umiejętności dochodzenia do kompromisu była niepisana umowa między nami, że ci, co są przeciw Ukrainie, wstrzymają się od głosu w jej sprawie, zaś my – zwolennicy dania pierwszeństwa Ukrainie – też uchylimy się od głosowania w sprawie odmrożenia postępowania wo­bec Rosji. W ten sposób oba te kraje zostały przyjęte w odstępie kilku miesięcy na kolejnych posiedzeniach Rady.

Skutki były widoczne. Jelcyn zawiesił wykonanie wyroków śmierci, na co Kuczma tłu­maczył się, że konstytucja nie daje mu tak wielkich uprawnień, ale po pewnym czasie parlament ukraiński też się ugiął i egzekucje przerwano, zostawia­jąc karę w kodeksie. Także w in­nych obszarach prawa wiele uda­ło się zmienić. Zakończono rów­nież wojnę w Czeczenii.

Uważałem udział w tym skom­plikowanym dyplomatyczno-prawnym przedsięwzięciu za najlepsze, co wżyciu zrobiłem, chociaż władze Ukrainy nigdy nie wykonały w moją stronę choćby minimalnego gestu wdzięczności.

Niestety, teraz w posowieckich krajach nadal wrze. W Czeczenii pojawili się fanatycy muzułmańscy i zaczęli wojnę na nowo. Ten element konfliktu jest u nas systematycznie przemilczany. Pisze się o tych sprawach, jakby nie było zamachów i bezpośredniego ata­ku zbrojnych terrorystów na teren Rosji. Reakcja była okrutna, gdyż zlały się w niej róż­ne, ważne dla Rosji czynniki. Po pierwsze, przegrana kolosa z małym karłem. Tę pierw­szą wojnę Rosjanie wszak wyraźnie przegrali i musieli dać wolność Czeczenom, którzy nie spisali się pięknie. Ich samodzielne państewko stało się “jaskinią zbójców”.

Armia rosyjska doznała jednak upokorzenia, więc zagrało uczucie zemsty. Potem nadeszły wcześniejsze wybory i pokonanie Czeczenii stało się ważnym czynnikiem gier wyborczych. Ro­syjska armia zaczęła się dopuszczać – chyba za zgo­dą polityków – wielkich okrucieństw wobec ludności cywilnej. Bojownicy czeczeńscy też postępowali ha­niebnie. Pokoju nie widać na horyzoncie. Świat mu­zułmański wspiera bojowników czeczeńskich pie­niędzmi i bronią a także fanatycznymi religijnie ochotnikami. Putin musi tę wojnę wygrać, gdyż z ta­kim zapewnieniem Rosjan wygrał bez problemów wybory.

Jawne wsparcie walk przez fanatyczny mahometanizm daje mu argument walki w obronie nie tylko Rosji, ale i Europy, przed terroryzmem. Tego rozumowania nie można tak całkiem lekceważyć, bo jest w tym coś z prawdy. Najgorzej wyjdą na tym konflikcie nasze, parlamentarzystów z Rady Euro­py, nadzieje na włączenie Rosji w krąg europej­skiej cywilizacji prawnej. Stąd moje poczucie klę­ski. Usunięcie Rosji za wojnę na Kaukazie zlikwi­duje okazję pilnowania zmian w rosyjskim syste­mie prawnym.

Mimo tego nadal ufam, że kiedyś Rosja, bogata w wielkie talenty i zasoby przyrodnicze, znajdzie się w rodzinie europejskich społeczności. Zapewne na­sze tryumfalne uczucie, że to my – posłowie do par­lamentu z kilku krajów, prowadzący inkorporację te­go potężnego państwa i budując pod tę świetlaną przyszłość mocne fundamenty – dokonaliśmy wiel­kiego dzieła, okazało się mocno przedwczesne. Trochę jest mi gorzko. Pozostaje nadzieja. Gdybyż jeszcze nasze media nauczyły się rozumnie i prawdziwie naświetlać rosyjskie dramaty i problemy, gdyby ide­ologiczną antyrosyjskość przestano szerzyć – moja nadzieja byłaby pewniejsza.

Wydanie: 17/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy