Rok Chin

Rok 2008 jeszcze się nie zaczął. Jego nadejście będziemy świętować od początku lutego. Nowy azjatycki rok Szczura.
W naszym nowym, a w azjatyckim nadchodzącym oczy świata zwrócone będą na Chiny. Urządzona z gigantycznym rozmachem, porażająca nowoczesnością olimpiada pekińska złamie obecne jeszcze w Polsce i w Europie stereotypowe postrzeganie Chin. Kraju mundurków i rowerków. Kraju Trzeciego Świata.
Od przynajmniej dziesięciu lat rodzący się Europejczyk wskakuje w chińskie śpioszki, rosnąc, bawi się chińskimi zabawkami, w szkole pierwsze litery kreśli chińskim długopisem trzymanym w chińskim piórniku, a wszystko nosi w plecaku produkcji chińskiej. Na pierwszą randkę umawia się przez wyprodukowaną w Chinach komórkę, pracuje na chińskim komputerze, choinkę stroi chińskimi bombkami. A kiedy umrze, położą go do grobu z importowanego z Chin granitu. Od kilkunastu lat chińska gospodarka rozwija się w tempie 10-11% i jeśli nic się nie zmieni, za 20 lat wyprzedzi USA, o czym marzyli przywódcy ZSRR.
Już dziś w Chinach zużywa się 40% światowej puli cementu i węgla, 30% stali i 12% energii. I nie jest to wcale zużywane na konserwowanie anachronicznej gospodarki. W zeszłym roku większość komputerów na świecie powstała właśnie tam. I każdy, kto widział przygotowywane w Pekinie obiekty olimpijskie, wie, że zachwycą najnowocześniejszymi rozwiązaniami. Na miarę XXII w. Naszych organizatorów Euro 2012 mogą doprowadzić jedynie do depresji.
Pekińska olimpiada, szanghajskie Expo potwierdzą kolosalny, cywilizacyjny skok, jakiego dokonały Chiny. Zmienią pogardliwy stosunek Europejczyków. Białasy przestaną zadzierać długie nosy.
Skok cywilizacyjny Chin zmusza też do przewartościowania eurocentrycznych wyobrażeń o rozwoju. W ubiegłym wieku konkurowały ze sobą dwie drogi rozwoju. Liberalna, wolnorynkowa, kapitalistyczna i radzieckopodobna socjalistyczna gospodarka centralnie planowana. Blok radziecki upadł, bo gospodarka była nieefektywna, nierozwojowa. Ogłoszono wtedy zwycięstwo jednej drogi. Bez wolnego rynku, bez demokracji parlamentarnej, bez przestrzegania praw człowieka postępu gospodarczego być nie może. Chiny i w mniejszym stopniu Rosja pokazały, że wzrost cywilizacyjny może być w gospodarkach absolutystycznie oświeconych. Demokracja, ta powstała w oświeceniowej Francji, rozwinięta w nowo powstałych Stanach Zjednoczonych Ameryki, nie jest warunkiem koniecznym modernizacji współczesnego społeczeństwa. Rozwój Chin może być impulsem do refleksji ludzi lewicy. Zwłaszcza tych, którzy stracili już wiarę w alternatywę dla liberalnego wolnego rynku.
Za plecami lansujących się Chin jest Wietnam. Kolejny kraj, który wskoczył ze ścieżki na drogę szybkiego rozwoju. Startuje z dołów gospodarczych, zatem chińskiego rozmachu jeszcze nie przebije. Ale na ostatniej listopadowej konferencji ASEAN (Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej) w Singapurze dziesięć krajów regionu powołało wspólnotę gospodarczą wzorowaną na UE. Do 2015 r. zredukują cła, ujednolicą przepisy gospodarcze i transportowe, stworzą wspólny rynek pracy. Ani się w polskim grajdołku obejrzymy, a wyrośnie kolejny konkurent na globalnym rynku.
My zaś będziemy się kłócić o dopuszczalność zapłodnienia in vitro. I o ewentualne odszkodowania, jakie powinna zapłacić Rosja za Katyń.

Wydanie: 2/2008

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy