Przemoc nasza powszednia wobec kobiet

Przemoc nasza powszednia wobec kobiet

Ujawnienie, a raczej upublicznienie skali i długotrwałości molestowania aktorek (i być może innych kobiet ze świata hollywoodzkiego filmu) przez producenta Harveya Weinsteina oraz oskarżenia go o gwałty uruchomiły światową akcję w mediach społecznościowych pod hasztagiem #metoo, a po polsku #jateż. Setki, tysiące, dziesiątki tysięcy kobiet dzielą się pod tymi hasłami swoimi doświadczeniami upokorzeń, molestowania, zaczepek, obłapiania, obmacywania, prób gwałtu czy samych gwałtów. Robią to pod własnymi nazwiskami. Skala ujawnionego procederu jest nie tylko ogromna, jest porażająca – bo powszechna. Nawet kobiety i dziewczyny, które w pierwszej chwili uznały, że ich to może nie dotyczyć, potem pisały, że jednak i one, i to od lat, na różne sposoby, od znanych sobie i bliskich mężczyzn, ale też przypadkowych i obcych, podobnej krzywdy doznały.

Czytamy o zaczepianych dziewczynkach, nastolatkach, kobietach. Zaczepianych, napastowanych, molestowanych wszędzie: w szkołach, domach, na ulicach, w kościołach, klubach sportowych, sklepach, kinach. O słowach komentujących wygląd, budowę ciała, o propozycjach seksu od nieznanych mijanych na ulicy czy ze strony napastników „udomowionych”: wujków, kuzynów, księży, nauczycieli, policjantów. Nie zawsze kończy się na słowach i dotyku. Przeważnie raczej są „dalsze ciągi” tych „niewinnych zaczepek”. Są wyznania zgwałconych kobiet.

Sprawców łączy jedno. Wszyscy są mężczyznami. Jak ja, jak my, którzy najchętniej powiedzielibyśmy: to nie ja, to nie my, to jakaś patologia, margines, odosobniony incydent. Ja nigdy, ja zawsze, ależ skąd, ale jak, a nawet jeśli, to był to niewinny żart, próba flirtu, przytulenie, byłem pewny, że to dotyk chciany, mimo słyszalnego, zauważalnego NIE.

W dyskusji uruchamiają się natychmiast wszystkie taktyki samoobronne, strategie wyparcia, przerzucenia winy, odwrócenia uwagi, przekierowania rozmowy, wskazania „naprawdę” ważnych kwestii. Napisałem bezosobowo. To błąd. Mężczyźni uruchamiają. Jesteśmy w tym momencie odzywającymi się nożycami. Nie będę teraz się zajmował technikami udawania, że to „przesada”, nadwrażliwość, „nic takiego”, że „nie ma co histeryzować”.

Za przemoc wobec kobiet odpowiedzialni są mężczyźni.

Mali, duzi, starzy, młodzi, bogaci, biedni, wykształceni, niedouczeni, przystojni i zaniedbani, ci na stanowiskach i ci na dole drabiny, utytułowani i wykluczeni, prawicowi i lewicowi, i ci ze złotego środka. Wszyscy my. Ja też, a jakże, dlaczego akurat ja miałbym się uchować? Dzięki tej akcji kobiet dostaliśmy wielką szansę: możemy się skonfrontować z przemocą, której nadużywamy, którą stosujemy nagminnie, która przynosi nam korzyści, która w naszych oczach jest i naturalna, i niewidoczna.

Nadszedł moment, kiedy możemy przestać udawać, że wszystko jest w porządku, że przecież nas to nie dotyczy, że to nie o nas, nie o mnie. Tysiące wyznań kobiet, wśród nich naszych sióstr, żon, partnerek, koleżanek, znajomych, przeciwniczek, współpracowniczek. I kolejne tysiące wyznań tych, których dotąd, a może nigdy, nie spotkaliśmy i nie spotkamy. Tu nie ma przestrzeni na udawanie, że nie wiem, nie pamiętam, nie znam się, to nie ja. Już nie. Ogrom przemocy, o pełnej skali intensywności, natężenia, mówi jedno: to się dzieje cały czas, od zawsze, dotyka wszystkie kobiety. I to jest tak niewiarygodnie bolesne, że przyszedł czas wysłuchania przez nas, mężczyzn, tego zwielokrotnionego głosu i oskarżenia, choć nie wszyscy z nas są przecież przestępcami seksualnymi czy gwałcicielami w myśl Kodeksu karnego. Ale wszyscy lub niemal wszyscy jesteśmy z tej kultury, z tego języka, z tych zachowań, które – jak dziś, a w rzeczywistości od dawna, słyszymy – naprawdę dogłębnie krzywdzą i uprzedmiotawiają kobiety. Możemy teraz posłuchać, przyjąć, przetrawić. Przez chwilę pomilczeć, nie dyskutować, nie bawić się w retoryczne gierki, sofistyczne heheszki. Wyobrazić sobie najbliższe nam osoby, kobiety, które są w taki sposób atakowane i nagabywane. I nauczyć się czegoś, czego nasza maczystowska maniera nigdy nas nie uczyła: wyobraźni, empatii, czujności wobec własnych zachowań, gestów, spojrzeń, żarcików, dotyków.

Możemy się zmienić. Możemy zmienić swoje zachowania. Poczucie wszechobecnej opresji, które właśnie wyrażają kobiety, stawia przed nami takie oczekiwanie. Jestem głęboko przekonany, że choć się nie nauczymy, nie nauczę tego z dnia na dzień, to nie ma już nawet dnia, żeby to odkładać. Żeby prawdziwie być mężczyzną, człowiekiem – musimy stać się inni. Musimy zauważyć dotąd niezauważalne, zmienić oczywiste, przepracować nasze nawyki i wziąć odpowiedzialność za traktowanie kobiet. I stanąć za nimi murem. I umieć reagować. Zatrzymać rechot, który jest krokiem w stronę gwałtu. Wierzę, że mogę być inny. Wierzę, że tego wyznania nie zlekceważę, nie zracjonalizuję, nie wyśmieję, nie ominę łukiem. I że na początek będę umiał powiedzieć przepraszam. I jak bardzo jest mi przykro.

Przepraszam.

Wydanie: 43/2017

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Komentarze

  1. toto
    toto 26 listopada, 2017, 10:16

    W tekście jest dużo prawdy, ale dlaczego autor nie wspomina o przemocy kobiet w stosunku do mężczyzn ? Wiem, że ma znacznie rzadziej miejsce, ale jednak ma i jest wciąż pomijanym tematem…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy