Bezpardonowa pochwała eutanazji

Bezpardonowa pochwała eutanazji

Tak, nie ukrywam, jestem fascynatem eutanazji. Od dawna uważam prawo do wybrania przez każdego człowieka momentu opuszczenia tej formy egzystencji, jaką jest życie, za nasze niezbywalne prawo. W tym wyznaniu nie będę się zajmował problemem samobójstwa jako takiego, chcę się podzielić kilkoma refleksjami na temat samej eutanazji, czyli wyboru momentu i sposobu własnej śmierci, w sytuacji ciężkiej (być może dobrze dodać – nieuleczalnej) choroby, ale też starości i związanych z nią niedogodności, cierpienia czy utraty woli życia. Będąc ateistą, nie jestem związany z poglądem, że nasze życie zawdzięczamy jakiejkolwiek „istocie” innej niż nasi rodzice. Tym bardziej z przekonaniem, że ktokolwiek lub cokolwiek (prawa, uzurpacje, ideologie, wiary) miałoby decydować za mnie, czy żyć, czy odejść. Nie podzielam potężnie obecnego w kulturze chrześcijańskiej (choć nie tylko w niej) przesłania, że „cierpienie uszlachetnia”, owego nakazu poddania się cierpieniu, bólowi, uznania samego fenomenu życia w tej odsłonie za wartość najwyższą. Mam prawo żyć, kiedy chcę. Jeśli zechcę – mogę wybrać sposób i chwilę na odejście. Jeśli fizycznie byłoby to niemożliwe – chciałbym, żeby były osoby i warunki, które mi to nawet wówczas (a nawet szczególnie wówczas) umożliwią, pomogą. Jestem głęboko przekonany, że decyzja „żyć czy raczej już nie” powinna być niekwestionowanym składnikiem naszego świadomego samodecydowania.

Do tej zdawkowej refleksji nad eutanazją wróciłem akurat teraz bynajmniej nie z osobistych powodów, ale po doniesieniach ze świata technologii i medycyny, konkretnie o dopuszczeniu w Szwajcarii do użytku „maszyny wspomagającej samobójstwo”, kapsuły Sarco. Oczywiście skorzystanie z kapsuły, która może równocześnie pełnić funkcję trumny, nawet w Szwajcarii jest obłożone różnymi warunkami: że tylko dla „nieuleczalnie chorych”, że trzeba wypełnić specjalną ankietę, przejść procedurę uwiarygodnienia własnej woli i powodu podjęcia decyzji o wejściu do kapsuły i uruchomieniu procesu „odejścia”, kiedy zacznie ona napełniać się powoli azotem, usypiając, a potem doprowadzając do śmierci. Sama kapsuła jest stosunkowo łatwo transportowalna, można wybrać miejsce i przedagonalny widok (kto chciałby sobie uzurpować prawo do odebrania komukolwiek takiej możliwości, wszak od stuleci szanowano ostatnią wolę skazańców, częstując ich papierosem, wódką czy obiadem – zwykły śmiertelnik nie miałby prawa do ostatniego widoku?). Konstrukcja jest prosta, przewidziana została technologia produkcji przez drukarkę 3D plus niezbędne oprogramowanie. Można w ostatniej chwili się wycofać.

Obawiam się jednak, że ta forma wyboru kształtu własnej śmierci dostępna będzie raczej zamożnym i dobrze zamieszkałym zamiast stać się czymś w rodzaju ostatniej usługi publicznej, czego ja osobiście byłbym zwolennikiem. Z drugiej strony boję się powstania podziemia eutanazyjnego (które i tak już istnieje) i prób ingerencji państw, ich policji, służb, Kościołów. Ale co miałoby być karą za próbę niezarejestrowanej, nielegalnej (???) eutanazji? Więzienie? Kara śmierci? Grzywna? Mandat? Prace społeczne w hospicjum?

Szwajcaria, obok takich krajów jak Holandia, Belgia, Kanada czy Luksemburg, już teraz dopuszcza procedurę eutanazyjną, w 2020 r. skorzystało z niej tam ok. 1,3 tys. osób. Exit International, organizacja non profit zajmująca się wspieraniem samobójstw, która stoi za projektem upowszechnienia kapsuły Sarco, równocześnie pracuje nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji do oceny stanu zdrowia psychicznego osób chcących odejść na swoich warunkach. W tych i innych pojawiających się szczegółowych wątpliwościach powinniśmy móc wziąć udział w globalnej być może, a na początek europejskiej dyskusji. Z potwornością biurokratycznej, antyeutanazyjnej przemocy, która zapewne pojawi się z mocą nieuchronności samej śmierci – należy się zmierzyć z całą odwagą i determinacją.

Polska jest tu oczywiście skrajnie trudną, zideologizowaną przestrzenią do podjęcia nawet samego tematu, a co dopiero zalegalizowania kapsuły Sarco. Wciąż pogarszające się warunki życia, słaba opieka nad seniorami, niedobory lekarzy gerontologów i opieki hospicyjnej nie zatrzymają pochodu „obrońców życia”, którzy za wszelką cenę, bez liczenia się z wolą chorych i chcących odejść na swoich warunkach, będą chcieli ich pozbawić możliwości samodecydowania. Bitwa o prawo do aborcji jest modelem tej batalii.

Jest jeszcze gigantyczny wymiar niekontrolowanego biznesu funeralnego Kościoła katolickiego. Dlatego jestem głęboko przekonany, że o godną eutanazję, o śmierć na własnych warunkach przyjdzie nam stoczyć poważną walkę polityczną. Na szczęście fakt, że Polska jest światowym liderem procesów laicyzacyjnych, napełnia nadzieją. W tym tempie powszechna dostępność (i refundacja!) kapsuły Sarco czy jej podobnej chińskiej wersji z AliExpress może być bliżej, niż moglibyśmy się spodziewać. Równocześnie życzymy sobie jak najdłuższego, szczęśliwego, pozbawionego bólu, cierpienia i niedostatku – życia. Wolność, tak ważna w życiu, jest równie istotna, kiedy na scenę wkracza śmierć. Nasze życie – nasza śmierć.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 51/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy