Zderzenie biegunów

Zderzenie biegunów

Nie trzeba sokolego wzroku, by dostrzec ludzi, którym przestało wystarczać na życie. Na najprostsze potrzeby. Mam wrażenie, że takich ludzi przybywa. Tylko że my, oczadzeni świątecznymi melodiami i zapatrzeni we własne kłopoty, nie mamy czasu, ale też ochoty, by ich szukać. Naturalną cechą człowieka jest przecież uciekanie od problemów, a czyjaś bieda – jeśli się nią naprawdę zajmiemy – stanie się naszym kłopotem.

Łatwiej niż dawniej udaje się nam usprawiedliwić własną bierność słowami: a co ja mogę? Albo że skoro chcieliśmy kapitalizmu, to go mamy w takiej marnej postaci. Tak jak mamy niewidzialną rękę rynku, która ma bardzo konkretne interesy i realne twarze. Poznajemy je zwykle po czasie. Po kolejnym skoku na pieniądze banków, instytucji finansowych czy giełdy. Coraz bardziej wycwaniona grupa hochsztaplerów grając na kryzysy, oskubuje państwa i społeczeństwa, a politycy są wobec nich zupełnie bezradni. Podobnie zresztą jak rzekomo wszechmocne media, które wolą zajmować ludzi drugorzędnymi sprawami. Do czasu! Kończy się bezkarne okradanie ludzi z podstawowych praw, wykluczanie społeczne i ekonomiczne całych grup oraz pozbawianie, zwłaszcza młodych, perspektyw. Brak nadziei, że coś się może zmienić w wyniku dobrowolnych decyzji obecnej klasy politycznej, prowokuje do działania. Widzimy to w kolejnych krajach. Coraz bliżej Polski. Jeszcze można, choć nie jest to mądre, lekceważyć te próby buntu.

Bo nie mają zbyt wielkiej skali, bo brak im przywódców i konkretnych projektów zmian. No, nie mają. Ale ważniejsze jest to, że nie zgadzają się na dalsze istnienie biegunów. Na jednym są miliardy ludzi niemających nic albo mających niewiele więcej niż nic, a na drugim kilka milionów właścicieli świata. Tego, na szczęście, nie da się obronić. Taki świat się nie utrzyma. Bo nie da się rozwiązać globalnych problemów bez większej solidarności ludzi z ludźmi. To marzenie. Ale jakież piękne. W sam raz na Święta i Nowy Rok.

Wydanie: 51-52/2011

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy