Bezpieczeństwo

Kuchnia polska

Nadszedł czas, aby do wielu spraw, które dotychczas przelatywały nam tylko przez głowę, zacząć odnosić się znacznie poważniej. Stało się tak oczywiście na skutek wydarzeń, które zaczęły się od ataku terrorystycznego na Stany Zjednoczone, ale konsekwencje tego zdarzenia stopniowo zaczynają ogarniać cały świat.
Trudno było uważać świat, w którym żyliśmy dotąd, za dobrze urządzony, sporo jednak ludzi uważało go za urządzony jako tako, w którym da się żyć, a nawet przewidywać przyszłość własną i swojej rodziny.
Ostatnie tygodnie pozbawiły nas jednak tych złudzeń .Okazało się , że nikt nad tym nie panuje, a rzeczy niemożliwe – jak choćby zburzenie Pentagonu w biały dzień i bez żadnej wojny atomowej – są możliwe i wykonalne. Wątpliwa jest również dalekowzroczność podejmowanych dzisiaj kroków odwetowych i z tej strony czeka nas jeszcze niejedna niespodzianka. Nakazuje to więc patrzeć nawet na to, co dotąd uważaliśmy za oczywiste, w sposób nieufny i podejrzliwy.
Przemawia zatem do mnie spostrzeżenie Ryszarda Kapuścińskiego, który mówi, że istnieją naprawdę dwie globalizacje, z których jedną jest ta zachwalana obecnie globalizacja kapitałowa i informacyjna, drugą jednak, równoległą – globalizacja świata zbrodni, który posługuje się tymi samymi transferami pieniędzy, tymi samymi komputerami i e-mailami i tymi samymi środkami transportu, co globalny świat kapitału. Ta oczywistość doprowadzi zapewne do całkowicie innego myślenia o naszym bezpieczeństwie i zakresie naszych swobód. Już dzisiaj na dworcach lotniczych nikt nie protestuje przeciw dokładnemu patrzeniu w paszporty ani grzebaniu w bagażu, wolimy bowiem to, niż roztrzaskanie się o jakiś budynek lub rozlecenie się w powietrzu na znak czyjegoś protestu. Cudowny świat wolności osobistej, bez granic i kontroli, będzie się z pewnością kurczył, w dodatku za naszą zgodą i przyzwoleniem. Widać to już od dość dawna w Izraelu, gdzie przejście kontroli granicznej żywo przypomina przejście przez słynny Checkpoint Charlie w podzielonym murem Berlinie.
Bezpieczeństwo jest oczywiście pierwszą sprawą, o której myślimy w sytuacji, kiedy wszystko staje się niepewne .Wie o tym nawet mój pies, który, gdy coś huknie w oddali, stara się wejść pod szafę lub pod kołdrę. Czy wiemy jednak na pewno, co jest bezpieczne? Czy zagwarantują nam to na przykład zaostrzony rygor i penalizacja, o co zabiegają wybrani właśnie do Sejmu bracia Kaczyńscy?
Nie tak dawno Departament Sprawiedliwości rządu USA podał dane, z których wynika, że co 30 dorosły Amerykanin siedzi obecnie w więzieniu. Ponad 3% obywateli w kryminale to wynik, którego nie powstydziłoby się żadne państwo totalitarne. Co ciekawsze, wynik ten nie został ustanowiony już po agresji terrorystycznej, lecz dużo wcześniej, jeszcze w latach 80. i jego skutkiem – jak się uważa – jest to, że Nowy Jork pod rządami burmistrza Giulianiego, nowego bohatera narodowego Ameryki, stał się miastem względnie bezpiecznym.
Ale co to właściwie oznacza? Nowy Jork stał się bezpieczniejszy w zakresie kradzieży torebek lub rowerów, ale w innych sprawach, jak wiemy, nie. Natomiast oznacza to również coś bardzo ważnego, o czym nie wolno zapominać w źle urządzonym i coraz mniej bezpiecznym świecie. Kiedy bowiem zastanawiamy się nad groźbami, wiszącymi nad światem, wiemy, że większość z nich wynika z istnienia świata biedy i bogactwa, Północy i Południa globu. Nie można jednak nie widzieć, że ten sam podział przebiega dzisiaj także wewnątrz krajów bogatych, właśnie takich jak USA, a w każdym kraju sąsiadują ze sobą jakaś Północ i jakieś Południe. Napisał o tym swego czasu sporo przenikliwych uwag Zygmunt Bauman. Jego zdaniem, im wyżej wyrastają w krajach bogatych fortuny elit, tym silniejszy staje się ich pęd do separowania się, barykadowania, odcinania od reszty. Powstają więc – także i u nas – kondominia ogrodzone murem i strzeżone przez rozmaite straże oraz najnowocześniejsze techniki obrony, ponieważ mieszkańcom tych oaz świat zewnętrzny wydaje się niebezpieczny. Obdarty przechodzień, nie mówiąc o włóczędze, widziany jest jako potencjalne zagrożenie, nawet jeśli nie ma zamiaru dokonać przestępstwa czy agresji. Nawet zabarykadowany w swojej fortecy magnat narkotykowy widzi snującego się po ulicy narkomana nie jako swego klienta, dzięki któremu zbił fortunę, lecz jako groźbę dla siebie i swojej rodziny, groźbę, którą dobrze byłoby usunąć jak najdalej. Najlepiej oczywiście do więzienia.
Otóż niesłychana penalizacja, jaką obserwujemy obecnie w Stanach Zjednoczonych – a podobne dane o szybkim wzroście liczby więźniów i osób skazanych napływają także z krajów Europy – jest więc osobliwym „sprzątaniem świata” dobrobytu, w którym nędza, ubóstwo i niedostatek postrzegane są coraz częściej nie tylko jako nieestetyczne, ale i niebezpieczne.
Jednak przecież nie koniec na tym. Ludzie do więzienia nie tylko wchodzą, ale i z niego wychodzą. Nie trzeba żadnej przenikliwości, aby wiedzieć, że człowiek, który raz już przekroczył tę granicę, łatwiej niż inni przekracza ją powtórnie, a będąc na wolności czuje się zmarginalizowany, dlatego też bliżsi mu są tacy sami jak on ludzie marginesu niż z zadowolony ze swego losu establishment. To nie przypadek, że w pierwszych godzinach po ataku na World Trade Center nie wykluczano, że jego źródło może znajdować się w samych Stanach. Okazało się to mylne, ale było możliwe, ponieważ we wnętrzu każdego kraju kryje się jakieś Południe, gotowe do brutalnych aktów zemsty.
Także i Polski dzisiejszej nie można widzieć poza podstawowym podziałem na biednych i bogatych, wygranych i przegranych. W chwili, kiedy to piszę, najczęstszym obrazem w polskiej telewizji jest grupa negocjatorów z SLD-UP, która z coraz bardziej kwaśnym uśmiechem na twarzach spaceruje po korytarzach Sejmu, szukając koalicjantów lub poparcia dla przyszłego rządu. Ciekawe, czy myślą też o naszej Północy i Południu, czego przeoczenie byłoby bardzo niebezpieczne.

Wydanie: 41/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy