Droga na szafot

W ostatnich latach moją biblią stała się książka „Rare Earth” napisana przez Petera D. Warda i Donalda Brownlee’ego. Dzięki współpracy wybitnych uczonych, jakimi są bez wątpienia jej autorzy – astronom i paleontolog, powstał rzeczowy i udany na miarę naszych dzisiejszych możliwości przegląd dziejów Ziemi i powstania na niej życia. Aby mogła powstać technologicznie zaawansowana cywilizacja typu ziemskiego, musi zostać spełnionych szereg niezwykle rzadko spotykanych w kosmosie warunków – stąd przekonanie, że glob nasz należy do wyjątków w skali kosmicznej. Jeżeli wolno zawartość tego dużego tomu bardzo zwięźle streścić, powiada on, że według dostępnego nam rachunku prawdopodobieństwa życie w postaci najprostszej, to znaczy bakteryjnej, pojawia się w miarę często na innych planetach. Natomiast wielokomórkowce, a zatem rośliny i zwierzęta, są wielką rzadkością we wszechświecie.
Tę książkę z pewnością warto by przełożyć na język polski, ale nie biorę się do jej reklamowania, lecz tylko powiedziane stanowi wstęp do recenzji, która się ukazała w naukowym amerykańskim piśmie „Nature” w roku bieżącym. W recenzji tej astrofizyk Donald Brownlee, a więc jeden ze współautorów wspomnianej wyżej pozycji, omówił pracę, którą napisał Martin Rees. Zwie się ona „Nasza ostatnia godzina”. Zgodnie z dotychczasowymi poglądami, możemy liczyć na miliardy lat bytowania ziemskiego, aż po czas, w którym Słońce zmieni się w czerwonego olbrzyma i spali naszą biosferę, zaś jej oceany ulegną wygotowaniu. Tymczasem Martin Rees, który jest brytyjskim astronomem królewskim, twierdzi, że ludzie mają pięćdziesięcioprocentową szansę zniknięcia z powierzchni Ziemi już z końcem nowego wieku. Królewski astronom prognozuje, że ziemskie ssaki przeżyją nas, ponieważ nie znają ani nauki, ani technologii i tym samym brak im środków samozagłady. Apelujemy: „ratujcie wieloryby”, gdy tymczasem my sami wymagamy ratunku. Autor ten pokazuje, jak bardzo zbliżamy się do unicestwienia własnymi rękami – już niebawem będziemy umieli tworzyć sztuczne wirusy, nanoroboty, a także wiele rozmaitych niebezpiecznych urządzeń, pochodnych wielkiej fali komputeryzacji. Tym samym niewielka ilość fanatyków będzie zdolna do szerzenia powszechnej zagłady.
Krytyk, jakim jest Brownlee, potraktował czarne przewidywania kolegi astronoma poważnie, aczkolwiek nie pozostawił nas bez nadziei, że wszystko u końca nowego wieku musi być stracone. Pozycje w rodzaju „Naszej ostatniej godziny”, firmowane przez naukowe autorytety, nie są wcale rzadkością: uwagę tę dedykuję osobom biorącym mnie za czarnowidza.

Wydanie: 46/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy