Kłótnia sług wielkiego pana

Kłótnia sług wielkiego pana

Pamiętam Romana Kuźniara jako interesującego analityka stosunków międzynarodowych, mającego swoje zdanie, nieraz niebanalne i obiektywne. Gdy międzynarodowe dziennikarstwo okrzyknęło monachijskie wystąpienie prezydenta Rosji Władimira Putina (rok 2008) jako wrogie wobec Zachodu i niemalże zapowiadające powrót zimnej wojny, Roman Kuźniar słusznie uznał je za „krzyk rozpaczy”. Niestety, nie ma już takiego Kuźniara; gdy został doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego, zaraz potem Komorowski stał się jego doradcą.

W artykule „Zachód? A po co nam to?” („Gazeta Wyborcza” 25 października) zarzuca rządom PiS odwracanie się od Zachodu, lekceważenie Zachodu, a nawet wrogość do niego. Rządy pisowskie mają wiele wad, w niektórych dziedzinach jest to operetka z elementami horroru, ale nie są wrogie wobec państw zachodnich, naszych sojuszników. W ogóle jest nie do wyobrażenia utrzymanie się w Polsce rządu antyzachodniego z tej syntetycznej przyczyny, że nie miałoby to sensu. Zachód nie jest tak doskonałą jednością, za jaką może w Polsce uchodzi, dzieli się na część – mówiąc krótko – demoliberalną i konserwatywną. Dlaczego zwolennikom zachodniego konserwatyzmu przypisuje się intencje antyzachodnie? To pytanie nasuwa następne: czy partia obecnie rządząca jest konserwatywna? Czy może jest prawicowa? Ani jedno, ani drugie. Przedstawia ona sobą polityczną jakość typowo polską, połączenie anarchii z autorytaryzmem, z dodatkiem religijności z piekła rodem, nie mieści się w zachodnioeuropejskim podziale na lewicę i prawicę. Określanie jej nazwą „endecja” także jest błędne, ponieważ nie ma w niej nic z realizmu Romana Dmowskiego. Połączenie wzniosłości i podłości jest zdumiewająco podobne do tego zespołu poglądów, emocji i stereotypów działania, jaki ukształtował się już w połowie XIX w., zwłaszcza w latach poprzedzających powstanie styczniowe, i który później okresowo się odradzał. Obserwatorzy zachodni nie mogli zrozumieć, czy ruch kulminujący w 1863 r. jest rewolucją socjalną, czy konserwatywnym narodowym powstaniem w imię przeszłości, i bp Feliński zabierał głos, żeby oddalić podejrzenie o socjalizm. Z całą pewnością jednak był to ruch prozachodni i przez niektóre rządy zachodnie wykorzystywany. Nie mówię, że to będzie analogia doskonała, ale przy swojej ideologicznej nieokreśloności partia PiS jest prozachodnia, zwłaszcza oddana Ameryce, i w swoim proamerykańskim serwilizmie nie da się wyprzedzić platformersom.

Roman Kuźniar staje na głowie, żeby wykazać, że PiS jest prorosyjskie, albo że zaraz takie będzie. Przytacza na to różne niedorzeczne argumenty. Na przykład taki: charakterystyka rosyjskiej tradycji politycznej, jaką daje Richard Pipes, „jak ulał pasuje do mentalności i sposobu sprawowania władzy przez obecny obóz rządzący u nas”. Skąd się to wzięło w Polsce? Zabory wyjaśniają wszystko. Jestem prawdopodobnie jedynym autorem, który reaguje na twierdzenia w rodzaju: „gen samodzierżawia przejawia się nie tylko w postaci Jarosława Kaczyńskiego doktryny państwa i prawa, ale też w mentalności kierownictwa PiS – postpeerelowskiej, tkwiącej korzeniami w moskiewskiej Europie”. Propagandyści i inni obrońcy partii rządzącej nie reagują na takie twierdzenia, słusznie sądząc, że ośmieszają tych, którzy je głoszą.

Kuźniar stosuje tzw. łańcuszek utożsamień: Kaczyński spotyka się z Orbánem, Orbán jest przyjacielem Putina, ten trzyma wrak tupolewa, podkomisja Macierewicza „wprasza się do Anodiny”, a więc będzie sojusz z Moskwą. Taki poziom rozumowania do tej pory znajdowali ludzie w „Gazecie Polskiej” i słyszeli w Radiu Maryja. Zaraza mentalna przeszła na doradzających i doradzanych w obozie rzekomo liberalnym. Skąd Roman Kuźniar wie, że Orbán jest przyjacielem Putina? Nie tak łatwo zaprzyjaźnić się z Putinem, jak się politologom wydaje. Premier Japonii chciał się zaprzyjaźnić i zwracał się do Putina po imieniu, ale odwzajemnienia nie było. Orbán jest przyjacielem interesów gospodarczych swojego kraju. Wicepremier Mateusz Morawiecki też próbuje być przyjacielem interesów swojego kraju i z taką intencją pojechał do Mińska. Kuźniarowi oczywiście to się również nie podoba. Brnąc w absurd, widzi w tym nową zapowiedź orientacji prorosyjskiej Kaczyńskiego. Dlaczego nie widzi rzeczy tak oczywistej, jak kompletne fiasko dotychczasowej polityki rządów warszawskich w stosunku do Białorusi? Nie jestem pewien, czy ta nowa polityka nie skończy się tak samo, bo jej nieeksponowanym, ale też nieukrywanym celem jest próbowanie odciągnięcia Białorusi od Moskwy. Nie wchodząc w sprawy ciemne, widoczną stronę tej nowej polityki trzeba jednoznacznie uznać za słuszną. Białoruś, nawiasem mówiąc, to najbardziej przyjazny z krajów, które nas otaczają, jako byłe Wielkie Księstwo Litewskie przyznaje się chętnie do wspólnej z nami przeszłości w ramach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czego nie czyni Litwa.

Sprzeczki Platformy Obywatelskiej i PiS o to, kto jest bardziej prozachodni i kto więcej zrobił dla sprowadzenia wojskowych baz, przypominają spory lokai w dawnych czasach o to, kto jest sługą większego pana.

Wydanie: 44/2016

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. robotnik56
    robotnik56 11 listopada, 2016, 13:59

    Ja również lubiłem oglądać i słuchać Pana profesora przed pójściem na służbę do Pana Prezydenta, od kiedy został sługą zaczął opowiadać takie banialuki szczególnie na temat Rosji że zacząłem się zastanawiać czy tytuł profesora jest prawdziwy czy dostał go za masło. Porównując to co mówił przed i w trakcie służby odnoszę wrażenie że jest Człowiekiem który za pieniądze powie wszystko nawet największą bzdurę.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy