Wolne media w niewoli

Wolne media w niewoli

Już żadnych odniesień do Euro. Reprezentując cichą większość, mam już dość newsów dotyczących tego, co jedli na obiad polscy piłkarze, kiedy poszli spać, gdzie siusiali i co mają lub raczej czego nie mają do powiedzenia na różne tematy. Koniec. Nie interesują mnie losy milionerów biegających od niechcenia po boisku.
Polskie media elektroniczne, które, kierując się wyłącznie wskaźnikiem oglądalności, popadają na co dzień w brukowe klimaty „Faktu”, w czasie turnieju piłki kopanej pobiły wszelkie rekordy infantylizmu i kretynizmu. Za wszelką cenę chcąc wywołać euforię i stan zbiorowego podniecenia, nie pokazywały już dosłownie nic poza zbieraniną plotek związanych z Euro. „Fantastycznie”, „absolutnie doskonałe”, „niesamowite”, „wspaniałe” to zaklęcia, które miały opisywać nie tyle sam turniej, ile polską rzeczywistość i stan ducha Polaków. Wyrażenia wyciągnięte ze słownika reklam telewizyjnych miały zaczarować rzeczywistość wokół nas i zbudować atmosferę spontanicznego karnawału pod flagą biało-czerwoną. Jednak czym innym są spontaniczne emocje wolnych jednostek, a czym innym presja medialna narzucająca sposób odczytywania rzeczywistości przez tłum konsumentów informacyjnej papki. Wykorzystywanie dużej imprezy sportowej do budowania atmosfery hiperoptymizmu i patriotycznego uniesienia w czasach głębokiego kryzysu społecznego i gospodarczego to projekt kuszący dla każdej władzy. Media polskie jednak przesadziły w jednostronnym i monotematycznym przekazie. Można było mieć wrażenie, że nastąpiła jakaś zmowa milczenia elit władzy i służących jej masowych środków przekazu. A świat realny za oknem został zastąpiony przez starannie zaprojektowany spektakl, grany na wszystkich kanałach i wlewający się do najbardziej prywatnych zakamarków życia człowieka.
Ale właściwie nic nowego się nie stało – to samo możemy obserwować od wielu lat, nie tylko podczas turnieju Euro. Żadnych trudnych tematów. Blokada informacji o wszelkich protestach społecznych. Brak związku pomiędzy zjawiskami na poziomie systemowym a troskami i problemami zwykłych ludzi. Wszelkie niekomercyjne informacje są skazane na niebyt. W czasie Euro możemy jednak zaobserwować to zjawisko w bardziej wyostrzonej formie. Tylko gdzie jest ten komitet centralny, tworzący oficjalne wersje prawdy?
Kiedy moi studenci zastanawiają się, jak to się stało, że w XIX w. prości ludzie potrafili organizować się w obronie swoich praw w masowe ruchy społeczne, a robotnicy mieli większą wiedzę o sprawach polityki i regułach rządzących życiem zbiorowym niż dzisiejsi posiadacze dyplomów magistra, zazwyczaj wskazują, że w XIX w. nie było telewizji. Można dodać, że we współczesnej Polsce poza ogłupiającymi programami telewizyjnymi ludzie nie mają żadnej innej alternatywy. Prasa lokalna została właściwie skutecznie zlikwidowana w czasach przemian systemowych. Ta, która się uchowała na poziomie powiatów, jest zazwyczaj tubą propagandową lokalnej władzy. W dużych miastach media lokalne przestały istnieć – np. we Wrocławiu z czterech dzienników, które kiedyś działały, dziś nie został żaden. Obecnie istnieje tylko regionalna mutacja „Polska The Times” oraz lokalny dodatek do „Gazety Wyborczej”, ale nie są to niezależne, miejscowe tytuły. Muszą żyć w zgodzie z władzą, aby móc liczyć na jakiekolwiek reklamy i płatne ogłoszenia w tych trudnych czasach. W innych miastach jest podobnie.
Internet – wbrew niektórym opiniom – dla dużej części społeczeństwa nie stanowi żadnej alternatywy wobec telewizji. Jeżeli większość zatrzymuje się na plotkarskich portalach i nie jest w stanie sięgnąć dalej, to ich wiedza o świecie jest jeszcze mniejsza niż konsumentów papki telewizyjnej.
Czytelnictwo w Polsce spada gwałtownie, a wtórny analfabetyzm zaczyna się stawać zjawiskiem powszechnym. W takich warunkach manipulacja społeczną świadomością jest łatwiejsza niż w reżimach autorytarnych, w których była większa kontrola oficjalnej władzy, ale też większy krytycyzm, wyższa świadomość i aktywniejsza postawa samych obywateli.
Bez aktywnych obywateli nie ma silnych i niezależnych mediów publicznych. Bez niezależnych mediów trudno jest jednak się przebić z jakąkolwiek oddolną inicjatywą obywatelską. Niezależność w czasach „realnego kapitalizmu” bardziej jest ograniczona przez presję finansową i nacisk rynku niż przez administracyjną kontrolę państwa. Ale sfery publicznej jako przestrzeni wolnych ludzi nie da się zupełnie utopić w morzu sensacyjnych newsów ani w zalewie komercyjnego chłamu. Po zakończonym Euro zamiatane pod dywan i zakrywane korporacyjnymi reklamami nierozwiązane problemy społeczne przypomną o sobie ze zdwojoną mocą. Życie na szczęście toczy się dalej w sposób, którego nie da się kontrolować.

Wydanie: 25/2012

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy