„Wykształciuchom” dziękujemy

Lekkość, z jaką państwo Kaczyńscy rozstali się z profesorem Bartoszewskim, zdumiała stołeczne elity umysłu. Paru publicystów zdumiała też pogardliwa wypowiedź wicepremiera Dorna o krytykujących jego formację „wykształciuchach”. Odezwało się echo marca 1968 r., kiedy słowo „inteligencja” brzmiało niczym obraza w ustach ówcześnie rządzących i usłużnych im publicystów. Tej zdegenerowanej, kosmopolitycznej, krytykującej w zachodnich rozgłośniach radiowych władzę robotniczo-chłopską nielicznej „kawiarnianej inteligencji” przeciwstawiano jej zdrowy pień. Inteligencję pracującą.
Marzec ’68 był antyinteligencką, antysemicką ruchawką wykreowaną przez ambitnych aparatczyków pragnących wymiany elit. Zaczęło się od wojska, rozlało się na środowiska nauki, media. Aby wykurzyć stare autorytety, odwołano się do młodych, ambitnych, udolnych i do patriotycznych uczuć spolegliwych. To towarzysz Moczar i jego ludzie, walcząc z „żydowską frakcją” w PZPR, wyciągnęli z cienia kombatantów Armii Krajowej, bohaterów powstania warszawskiego, co z sympatią wspominają bracia Kaczyńscy.
Koniec sierpnia 2006 r. to ciąg wyborczej kampanii Prawa i Sprawiedliwości. Partii, która obiecuje młodym 30-letnim wymianę elit. Nowe miejsca pracy, kariery w miejsce ruszonych z posad łże-elit czy pospolitych prowincjonalnych „wykształciuchów”. Rozbicie korporacji zawodowych, adwokackich, notariuszowskich ma nie tylko obniżyć koszty usług tych zawodów. Także uczynić adwokatami i notariuszami tysiące wykształconych, młodych, sfrustrowanych bezrobotnych prawników. Że poziom usług spadnie, to trudno. To nie jest oferta dla „wykształciuchów”, tylko moherów. Dla Polski biednej. Przywykłej do bazarowych ciuchów, lekarstw. Tani, choć niewykształcony adwokat też może być.
Zatem panu Bartoszewskiemu już dziękujemy, podobnie jak Kuroniowi. Zlustrowanemu pośmiertnie. Za dni parę zlustruje się jeszcze innych nieżyjących, jeszcze poważanych, lecz nie-PiS-owskich. Nad żywymi wisi już ustawa wysmażona przez młodych posłów PiS, LPR, Samoobrony i PO. Nie kryli oni, że celem tej ustawy, oprócz ujawnienia „prawdy”, jest wymiana elit. Teczki puszczone w ruch napędzą karuzelę stanowisk. Wystarczy, że ktoś zostanie posądzony. Tym panom i paniom trzeba będzie podziękować. Zanim oczyszczą się w sądach, dożyją wieku emerytalnego.
„Wykształciuchom” dziękuje się coraz częściej. Prezesem telewizji publicznej został polityk PiS bez wymaganego przy poprzednich nominacjach wyższego wykształcenia. Kandydatów na pożądane stanowiska w administracji rządowej i samorządowej przestały krępować ustawowe wymogi wcześniejszej pracy na kierowniczych stanowiskach. Awanse w Kaczyńskiej dyplomacji nie są już obwarowane znajomością języków obcych. Posady zarezerwowane dla „salonu” za rządów UW, AWS czy SLD teraz kuszą młodych PiS-owców. „Nie matura, lecz chęć szczera”, potwierdza swym urzędem minister edukacji.
W polityce dziękuje się działaczom, parlamentarzystom górującym wykształceniem, erudycyjnymi mowami, przesadnym przywiązaniem do legalizmu i tradycji parlamentarnych. Miejsce prof. Geremka, premiera Jana Marii Rokity zajmują posłowie Gosiewski, Giżyński, Kurski, Bosak. Każdy ze swym PR-owcem niczym aniołem stróżem. Teraz PR-owiec dyktuje, co poseł, lider partyjny ma mówić, jakie problemy eksponować. A ponieważ w kraju mamy prawie 10 mln ludzi w wieku 18-30 lat, warto ich użyć w walce z „wykształciuchami”. Naprawdę warto, bo to oni pójdą na wybory, a te inteligenciki, te „wykształciuchy” znów demonstracyjnie zostaną w domach. Bo uznają, że nie mają na kogo głosować. Bo wydaje się im, że ich demonstracyjną absencję ktoś zauważy. Kimś wstrząsną, nie głosując. I za to też im państwo Kaczyńscy dziękują.

 

Wydanie: 36/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy