Nieuctwo i populizm

Nieuctwo i populizm

Jak wiadomo, uszczęśliwianie narodu należy do ulubionych zajęć polityków. Ostatnio posłowie PiS postanowili uszczęśliwić naród szczególnie. Postanowili mianowicie uwolnić go od plagi pijanych kierowców. Uwolnienie narodu od tej plagi to rzeczywiście zadanie ambitne i godne najwyższej pochwały. To posłowie PiS doskonale wiedzieli. Sądzili jednak w swej poczciwości, że jest to zadanie tyleż chwalebne, co proste. Wystarczyło ich zdaniem zmienić kodeks karny, a nawet tylko dwa jego artykuły. Zaproponowali więc, żeby w przypadku, gdy pijany kierowca spowoduje wypadek, w którym będą ofiary wśród ludzi, sąd musiał pozbawić go prawa jazdy dożywotnio. W przypadku zaś, gdy ktoś zostanie złapany na prowadzeniu po pijanemu po raz drugi, aby podlegał karze jak za zbrodnię.
Propozycja ta, tyleż naiwna, co szkodliwa, okraszona była nader patetycznym sosem. Mówiono o tym, że liczba ofiar pijanych kierowców jest zastraszająca, że każdy pijany za kierownicą to morderca (nawet nie potencjalny, ale jak najbardziej kinetyczny), że życie jest największą wartością etc. Wszystkie te zdania są bezwzględnie prawdziwe. Dodawano też, tradycyjnie już dla tej formacji, że kara ma przede wszystkim odstraszać. Ten ostatni pogląd pochodzi ze średniowiecza, a jego trzymanie się konsekwentnie prowadzić powinno do stosowania kar odstraszających, takich jak publiczne ćwiartowanie, łamanie kołem albo szczególnie widowiskowe i tym samym zapewne odstraszające „ciągnienie jelit”, których wprowadzenia na razie jednak posłowie nie postulowali. Zadawali też tradycyjne pytanie, co jest ważniejsze: prawa ofiar czy prawa morderców. Tu odpowiedź wbrew pozorom nie jest prosta ani tak oczywista, jak sądzili. Ważne są prawa ofiar i ważne są prawa morderców. Jedni i drudzy mają jakieś prawa i wcale nie jest tak, że trzeba stanąć przed wyborem: albo prawa ofiar, albo prawa morderców. Każda z tych kategorii ma swoje, a prawa te niekoniecznie muszą być antagonistyczne. Gdyby mordercy nie mieli żadnych praw, zbędny byłby sąd, każdy mógłby ich zlinczować (stosując dowolne metody, łącznie z wymienionymi wyżej, takimi jak ciągnienie jelit czy ćwiartowanie albo palenie na stosie). Czy od tego przybyłoby praw ofiarom?
Ostatnim argumentem posłów PiS, który zrobił wielkie wrażenie także na posłach Platformy i SLD, było to, że społeczeństwo domaga się podwyższenia kar dla pijanych kierowców.
Aby wszystko to spokojnie ocenić, trzeba uświadomić sobie kilka spraw. Sprawa pierwsza to taka, że ci pijani kierowcy, od których proponowana regulacja prawna miała uwolnić naród, to nie jacyś najeźdźcy, Hunowie czy chociażby Ruscy, którzy najechali nas po pijanemu i zabijają na drogach, ale synowie (i córy) tegoż narodu. W dodatku w liczbie niemałej. Ostatnio policja rocznie łapie ok. 50 tys. pijanych kierowców. Uwzględniając fakt, że kontroli podlega zaledwie jeden kierowca na kilka tysięcy, łatwo sobie wyobrazić „ciemną liczbę” tego rodzaju przestępstw. Po naszych drogach regularnie jeździ co najmniej kilkaset tysięcy pijanych kierowców. Jeśli do tego dodać liczbę osób, które namawiały kierowcę do picia („wypij jednego, jeden ci nie zaszkodzi, no ewentualnie jeszcze może drugiego…”), liczbę tych, którzy świadomie wsiedli do auta z pijanym kierowcą, oraz tych, którzy taką postawę tolerowali, to mówić już trzeba o milionach. Można odnieść wrażenie, że ten naród sam dla siebie domaga się surowego karania. Sprawa druga, już dziś sąd może pozbawić pijanego sprawcę wypadku dożywotnio prawa jazdy i do tego nie trzeba zmieniać kodeksu. Może, ale nie musi. Wychodząc z założenia, że nie ma dwóch takich samych przestępstw, dwóch takich samych sprawców, dwóch takich samych okoliczności popełnienia przestępstwa, dziś obowiązujący kodeks daje sądowi możliwość wyboru sankcji, poprzestając na określeniu „widełek kary”, a w przypadku odebrania prawa jazdy, daje sądowi możliwość zabrania prawa jazdy na rok, na parę lat ale także dożywotnio. Propozycja PiS dawałaby sankcję ściśle oznaczoną. Na dobrą sprawę to ustawodawca wymierzałby karę, a nie sąd, wszystkie, jakże nieraz różne sytuacje spotykałyby się z jednakową karą. Mało tego. Prowadzenie pojazdu mechanicznego bez ważnego prawa jazdy to zaledwie wykroczenie karane mandatem lub grzywną. Prowadzenie pojazdu po pijanemu to przestępstwo. Cóż komuś, kto decyduje się na przestępstwo (jazda po pijanemu), szkodziłoby dodanie do tego przestępstwa jeszcze wykroczenia (jazda bez prawa jazdy)? Skąd ta wiara, że pozbawienie kogoś prawa jazdy uniemożliwi mu faktyczne korzystanie z samochodu, w dodatku po pijanemu?
Uczynienie z popełnionego po raz drugi przestępstwa prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości (bez spowodowania jakichkolwiek skutków) zbrodni, karanej obowiązkowo bezwzględnym pozbawieniem wolności, po pierwsze, czyniłoby z tego przestępstwa, które jeszcze całkiem niedawno było zaledwie wykroczeniem, przestępstwo karane surowiej niż rozbój, po drugie, w ciągu kilku lat zwielokrotniłoby liczbę więźniów w zakładach karnych, już dziś przeciążonych do ostatecznych granic.
Po trzecie wreszcie, przekonanie, że za pomocą zaostrzania kar zmniejszy się liczbę pijanych kierowców na polskich drogach, jest naiwne. Rzeczywiście zastraszająca liczba pijanych kierowców, specjalność Polski i całej Europy Wschodniej, nie jest wynikiem łagodnego prawa. Jest wynikiem społecznego przyzwolenia na wsiadanie za kierownicę „po kielichu”! Policja jest w stanie kontrolować jednego kierowcę na kilka tysięcy. Najbliższe otoczenie jest w stanie skontrolować grubo ponad 90% kierowców! Do wyjątków należą sytuacje, że ktoś pije w samotności, potem nic nikomu nie mówiąc, wsiada do samochodu i odjeżdża. Zwykle przy kimś takim są koledzy, rodzina, znajomi, postronni świadkowie. To od ich reakcji w dużej mierze zależy, czy pijany siądzie za kierownicą, czy nie.
Co zatem należy robić? Konieczny jest wielki ogólnonarodowy program edukacyjny. Ogromna tu rola mediów, szkoły, Kościoła. Bierności tych instytucji nie nadrobi się surowością sankcji karnej. Ta jest tylko jednym, i to wcale nie najważniejszym czynnikiem kształtującym ludzkie i społeczne postawy. I o tym trzeba pamiętać.
Wprawdzie Sąd Najwyższy, Krajowa Rada Sądownictwa i Naczelna Rada Adwokacka w swych opiniach zdyskwalifikowały ten projekt, Platforma ani SLD, choć na projekcie nie pozostawiły – i słusznie – suchej nitki, nie miały odwagi, aby go odrzucić w pierwszym czytaniu (z uwagi na te 80% społeczeństwa, które rzekomo chce, aby surowiej go karać), i skierowały projekt do dalszych prac legislacyjnych…

Wydanie: 35/2009

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy