Ale bomba!

Ale bomba!

Ta wiadomość powinna obiec świat z szybkością błyskawicy. Rządowa komisja w Polsce ma już pewne dowody na to, że samolot z polskim prezydentem, elitą polityków i wojskowych dowódców padł ofiarą zamachu. Ludzie Putina podłożyli bombę termobaryczną. Polski premier mógł brać udział w spisku. Dlaczego media światowe o tym ani mru-mru, czyżby już wszyscy wiedzieli, że Polską rządzą szaleńcy? I dlatego nikt nas nie traktuje poważnie. Dlaczego nie zrywamy stosunków dyplomatycznych z Rosją? Oni też tylko pukają się w czoło. Mamy monstrualną bzdurę i manipulację, która przejdzie do historii polskiej głupoty jako szczególne kuriozum. W końcu podzieliło to nasz kraj na pół, jakby przeciął toporem. Jak kiedyś Francję sprawa Dreyfusa. W tej całej niezwykłej sprawie ważną rolę gra pewne słowo, najczęściej wymawiane w Polsce, za to rzadko pisane. Piloci mieli czas, by je wykrzyczeć. Nie mieliby na to czasu, gdyby samolot rozerwała bomba. Jest wielki postęp techniczny, osiągnięcia w nauce, a rząd pewnego kraju w Europie i miliony jego obywateli wierzą w czary-mary. Inni są cyniczni. Zupełne zdziecinnienie. A i podłość przy okazji, bo w tej złowrogiej bzdurze bierze też udział armia cyników.

Jeśli już mówimy o dzieciach – mam spotkanie w szkole, duża podstawówka i wielu uczniów. Czytam im fragmenty swojej książki. Uderza, jak te „nowe dzieci” są bystre i jak dużo wiedzą. Czy więc rośnie nam pokolenie liberalne i racjonalne? Problem w tym, że fantazja „nowych dzieci” jest opanowana przez gry komputerowe, fikcja miesza się im z rzeczywistością. Jeszcze nigdy dzieci nie wiedziały tak dużo i nie były tak sprawne intelektualnie, a zarazem tak naiwne i pogrążone w fikcyjnym świecie. Dzieci napisały dla mnie krótkie opowiadanka, które miałem ocenić. Cytuję jedno, stworzył je 10-letni Oliwer. Cytat może przydługi, ale to świadectwo, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. „Pewnego dnia szedłem ze szkoły do domu i grałem w Pokemon Go. Po drodze spotkałem Kamila Draiwe (Pepe), razem zbieraliśmy Pokemony. Dwie minuty później Pepe złapał… Rata te (CP123). Ja nie miałem pokeballi i dlatego szliśmy obok pokestopów. Jak miałem wystarczająco dużo pokeballi, spotkałem jego… Pikacha (CP3004). Tam, tam, tam!!! Kolega aż się przestraszył. Po dwóch godzinach walki wygrałem!!! Uczciłem to graniem w Minecraft. Przyszedł do mnie Gruby i Płaski. Wygrałem z nim na Sky wars trzy razy. On wygrał na Speed builders pięć razy. Po wszystkim poszliśmy do KFC i kupiliśmy kubełek za 40 zł. Oczywiście więcej zjadłem ja. Jak wróciłem do domu, czekał na mnie najlepszy przyjaciel – Pies. Następnego dnia po szkole pojechałem pod Pałac Kultury i Nauki. Po powrocie do domu zagrałem w FIFĘ 17. Następnego dnia w szkole miałem sprawdzian z polskiego. Okazało się, że był bardzo łatwy. Czekała mnie jeszcze jedna w deseczkę rzecz – przerwa. Przez całą przerwę grałem na telefonie, rozmawiałem z kolegami. Te trzy dni były dla mnie super”.

Kiedy odczytałem ten tekst na głos, dzieci pękały ze śmiechu, czysty krystaliczny zbiorowy śmiech. (Bodaj Hemingway napisał: „Ze wszystkich zwierząt tylko człowiek potrafi się śmiać, chociaż ma najmniej ku temu powodów”). „Co was tak rozśmieszyło?”, pytam. Jakiś chłopczyk podniósł rękę: „Nas tak to śmieszy, bo pan nic z tego nie rozumie, a my wszystko”. Odniosłem się do tego stwierdzenia z pełną pokorą.

Idę potem korytarzem z dyrektorką szkoły. Przed gabinetem siedzi kobieta i płacze. Dowiaduję się, że to nauczycielka, która w związku z reformą traci pracę. „To jest obłęd, co się dzieje”, mówi dyrektorka. Nie musimy ustalać, jakie mamy poglądy, to oczywiste.

W mieście przypadkiem trafiam na demonstrację. Pierwsza myśl, że jakaś prawicowa, ale to pracownicy poczty, wielu z tych ludzi zarabia 1,5 tys. zł miesięcznie, tę informację niosą na transparentach. Tłum ludzi, profesjonalna organizacja, flagi, plakaty, trąbki. „Żądamy podwyżek. Za te 1,5 tys. zł listonosz obsługuje często po dwa rejony, dźwigając nieludzko ciężką torbę”. Jak im nie przyznać racji? Poczta Polska to niezwykły przykład skamieliny. Kolejki, nawet pachnie dawnymi czasami, urzędniczka przez kwadrans szuka poleconego. W tle plastikowy kwiatek w wazonie i zakurzone radiomaryjne książeczki o cudownej wodzie i o świętych.

Mamy w ogrodzie starą brzozę, która jest częściowo spróchniała. Piękna staruszka, więc szkoda jej ścinać. Problem, że drzewo może w każdej chwili się złamać, kogoś zabić lub narobić szkód. Jak jednak w czasie rzezi drzew dokonać kolejnej egzekucji, nawet jeśli to jest moralnie usprawiedliwione? Myślę, że w wielu dziedzinach jest taki problem. Cała ta sytuacja nas po prostu ogłupia.

Znalazłem cytat na motto do mojej nowej powieści: „Gdybyśmy znali wszystko, co nas czeka, nikt nie zniżyłby się do tego, by przetrwać” (Emil M. Cioran). Ale stoję teraz nad otchłanią, bo nie mam pomysłu na nową książkę. I nic nie zasłania mi tej przepaści.

Wydanie: 16/2017

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Komentarze

  1. biały 56
    biały 56 20 kwietnia, 2017, 13:48

    Las jest plantacją, sztucznym tworem człowieka. Lasy naturalne zostały zawłaszczone i zmienione przez nadmierną antropopresję. W państwowym lesie nie zetniesz neoarch-u nawet jednego drzewa. Ci co ścinają, najczęściej nie sadzili żadnych drzew.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Wit Zentyca
    Wit Zentyca 22 kwietnia, 2017, 12:45

    ——
    „Tygodnik Przegląd” – jeden z ostatnich rezerwatów PRL – teksty p.Jastruna pasują tu jak, za przeproszeniem, ulał.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Radoslaw
      Radoslaw 22 kwietnia, 2017, 13:31

      Zawsze slyszalem, ze dla Polakow wzorem niedoscignionym byl tzw. Zachod. Problem w tym, ze Polacy bardzo niewiele o tym Zachodzie wiedzieli za PRL-u, a jeszcze mniej wiedza teraz. Otoz nie wiem, czy sobie zdajesz sprawe z tego, ze w dziedzinie spolecznej i kulturowej dzisiejsza Polska jest zdecydowanie DALEJ od Zachodu, niz byla za PRL-u (powiedzmy od epoki Gierka). I ciagle sie oddala.
      Pamietam przemowienie pani Teresy May, krotko po objeciu urzedu premiera Wlk. Brytanii. Pani premier wywodzi sie z partii konserwatywnej o ile pamietam, a Wlk. Brytania to kraj znany z liberalnego modelu ekonomicznego. Otoz w swoim przemowieniu pani premier uzyla okreslenia „sprawiedliwosc spoleczna” – terminu, ktory w Polsce uznawany jest za „relikt komunizmu”. Interes spoleczny, awans spoleczny – to sa wyrazenia powszechnie uzywane w debatach politycznych na tzw. Zachodzie i sa one przedmiotem TROSKI politykow – a nie, jak w Polsce, szyderstwa (albo przemilczenia). Dzis w Polsce zaczyna wyszydzac sie np. inteligentow z PRL-owskiego awansu spolecznego (do ktorych zaliczaja sie np. moi rodzice), podczas gdy w swiecie Zachodu taki awans jest przedmiotem szacunku i uznania. A w Polsce? Niedawno przeczytalem artykul poswiecony rocznicy zbudowania w Lodzi Teatru Wielkiego. Jego autor(zyna) podsmiewal sie z wlokniarek, ktorym zachcialo sie za PRL-u chodzic do opery.
      Dzis kryterium wartosci polskiego obywatela staje szlacheckie (no ostatecznie, mieszczanskie) pochodzenie. Jest to tym bardziej zalosne, ze jeszcze 4 pokolenia temu 80-90% Polakow to byla robotniczo-chlopska biedota. Dzis w Polsce dyskretnie rozklada sie powszechny system emerytalny, opieki zdrowotnej i edukacji – wszystko to, co jest bezdyskusyjnym osiagnieciem zachodnioeuropejskiego panstwa opiekunczego – i PRL-u takze.
      Czyzby zatem nalezalo uznac, ze Europa zachodnia to takze „rezerwat PRL”?
      Tylko jak wytlumaczyc, ze miliony Polakow chetnie do tego „rezerwatu” sie przenosza – i to m.in. dla calego tego „komunistycznego socjalu”?
      I jesli Zachod jest „rezerwatem PRL”, to wyglada na to, ze Polska razno zmierza w strone feudalizmu, czego wyrazem jest to rosnacy kult dla (urojonych) herbowych przodkow.

      Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy