Tyle się dzieje…

Tyle się dzieje…

Kalifat dysponuje bronią, którą u kogoś kupuje. Od nich ktoś kupuje ropę. Odcięcie Państwa Islamskiego od źródeł finansowania wydaje się najlepszą i najprostszą drogą do pokonania go. Czy największe wywiady świata nie są w stanie ustalić, kto im tę broń sprzedaje i kto kupuje od nich ropę, ewentualnie za czyim pośrednictwem? Może nie chcą?

A swoją drogą, czy ktoś zrobił bilans opłacalności obalenia arabskich dyktatorów w Libii i Iraku? Kiedy było więcej trupów? Za ich rządów czy teraz? Czy życie ludzkie i inne prawa człowieka są tam teraz bardziej szanowane? Kiedy było tam więcej bezpieczeństwa i wolności? A jaki był nasz interes w udziale w tej awanturze?

Zamiast tego mamy popisy naszych rodzimych ksenofobów. Gowin, miłujący bliźniego inaczej, zaleca w radiu selekcję imigrantów według wyznania i niewpuszczanie do Polski (do Europy?) muzułmanów. Prawicowy publicysta, Polak i katolik, a jakże, porównuje uchodźców do odpadów radioaktywnych, a jego kolega, katolicki fundamentalista, uznaje za najgroźniejszą broń islamistów „macice ich kobiet”. Być może Polska jest, zgodnie z wezwaniem Jarosława Kaczyńskiego z Jasnej Góry, coraz bardziej katolicka, ale polski katolicyzm ma coraz mniej wspólnego z chrześcijaństwem.


Ziobro, którego niegdysiejszy zastępca niebawem obejmie najwyższy urząd w państwie, w telewizji mówi pogardliwie o sędziach, których wyroki mu się nie podobają. Wali po nazwiskach. Szef ABW z czasów IV RP, Święczkowski, zwany Godzillą, mówi, że sędziów trzeba będzie badać na wariografie i badać ich mocz na zawartość alkoholu i narkotyków. Można by na te wypowiedzi, które same przez się aż nadto dobrze prezentują możliwości intelektualne i mentalność ich autora, machnąć ręką, gdyby nie to, że ten człowiek stał już kiedyś na czele najpotężniejszej ze służb specjalnych i istnieje poważne niebezpieczeństwo, że po jesiennych wyborach znów wróci do czynnej służby państwowej. Poza tym prezentuje on poglądy obozu politycznego, który szykuje się do przejęcia władzy. Te poglądy wpisują się również w kontekst tego, co wyrabiano w IV RP, kiedy niezawisłe sądy stawiały pewną tamę szaleństwom i łajdactwom opanowanej przez PiS prokuratury, a Jarosław Kaczyński z melancholią, ale i niecierpliwością mówił, że „sądy jeszcze nie są nasze”. To wszystko brzmi groźnie.

Tymczasem nie było żadnej reakcji ministra sprawiedliwości na te obrażające wymiar sprawiedliwości wypowiedzi, żadnej reakcji środowisk prawniczych! I to jest jeszcze bardziej przerażające i smutne.

Obrażanie wymiaru sprawiedliwości, podważanie autorytetu sądów zapewne podoba się gawiedzi. Sądy karne wydają blisko milion wyroków rocznie. Prawie wszyscy skazani uważają, że zostali skazani niesłusznie, choć rację mają tylko nieliczni. Podobnie uważają na ogół ich najbliżsi. W sprawach cywilnych czy gospodarczych z natury rzeczy musi przegrać połowa sądzących się. Większość uważa oczywiście, że niesłusznie. Tych obrażonych na wymiar sprawiedliwości jest każdego roku ogromna rzesza. Oplucie wymiaru sprawiedliwości, zapowiedź rozprawy z nim jest łatwym chwytem demagogicznym, przynoszącym od razu popularność. Jednak odpowiedzialny polityk, nawet opozycyjny, nie będzie próbował administrować niezadowoleniem z wymiaru sprawiedliwości, bo wie, że w ten sposób w dłuższej perspektywie demoluje państwo. Trzeba naprawiać wymiar sprawiedliwości, usprawniać go (i naprawdę jest tu wiele do zrobienia), ale trzeba też budować jego autorytet i szacunek dla prawa. Tego wymaga dobro państwa.

Trzeba mieć świadomość, że za plecami Dudy i Szydło kryją się, coraz mniej starannie, różni Święczkowscy, Ziobrowie, Macierewicze. Kiedy dorwą się do władzy, chyba szczerze będziemy śpiewać w kościołach „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”!

Wiele się dzieje, ale w Polsce największym problemem ostatnich dni są dopalacze. Podobno ostatnio zatruło się nimi ponad 200 osób. Nie lekceważę tego problemu, ale proponuję widzieć go we właściwych proporcjach. Przypuszczam, że w tym samym czasie liczba zatrutych alkoholem (nie mówię już o zatrutych denaturatem, płynem do mycia okien itp. „zamiennikami” alkoholu) była nie mniejsza. Przypuszczam, że w ostatnich dniach zdarzyło się również niejedno zapicie się na śmierć. I nikt z tego nie robi problemu. W przypadku dopalaczy mamy typowe, po wielokroć opisane w socjologii i kryminologii zjawisko paniki moralnej. Media stale aktualizują liczbę zatrutych. Dziennikarze wypytują polityków, jakby ci znali się na toksykologii albo chociaż na socjologii. Z góry wiadomo, co który powie. Polityk opozycji będzie chciał ratować naród (a już szczególnie młodzież, polską młodzież) przed tą straszną klęską, jaką są dopalacze, i będzie wieszał psy na rządzie, który do tej klęski doprowadził. Polityk obozu rządzącego też będzie wykazywał troskę o naród, mówił, że rząd właśnie pracuje. Pani minister spraw wewnętrznych właśnie odbyła w tej sprawie konferencję z komendantem głównym policji i wszystkimi komendantami wojewódzkimi. Rząd intensywnie myśli, czego by tu jeszcze zakazać.

Zjawiska używania dopalaczy (także narkotyków i alkoholu) nie rozwiąże się żadnymi zakazami, żadnymi działaniami policji, prokuratury czy sądów. Nie da się wszystkich potencjalnych dopalaczy wpisać na listę artykułów zakazanych. Odurzyć się można czajem (paczka herbaty zalana wrzątkiem) czy pastą do zębów rozpuszczoną w szklance wody. Wiedzą to i praktykują od lat więźniowie. To co, zakazać sprzedaży herbaty i pasty do zębów? Z braku dostępu do innych środków na przełomie lat 60. i 70. nasi hipisi inhalowali się dostępnym w sklepach gospodarczych rozpuszczalnikiem Tri, który na bieżąco odurzał, a w perspektywie nieodwracalnie niszczył korę mózgową, czego skutki u niektórych byłych hipisów widać do dziś. Z używaniem dopalaczy trzeba walczyć inaczej. Przez szeroką profilaktykę i akcję uświadamiającą ich szkodliwość. To rola szkoły, rodziny, Kościoła i mediów. Trzeba też zadać sobie pytanie, jakiej potrzebie młodego człowieka czyni zadość zażycie dopalacza? Może te potrzeby można wyeliminować, a może podpowiedzieć inny sposób ich zaspokajania? Czy któryś z plotących w mediach dziennikarzy lub polityków próbował się nad tym zastanowić?

W walce z patologicznym zjawiskiem społecznym, a takim niewątpliwie jest używanie dopalaczy, jest też miejsce dla policji i sądów, ale jest to rola zupełnie marginalna.

Wydanie: 30/2015

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy