Ciszej nad tym czytaniem

Ciszej nad tym czytaniem

A może powinienem zatytułować ten tekścik „Ludzie, którzy nienawidzą książek”, „Gutenberg is dead”, „Nie czytasz, idę z Tobą do łóżka albo na pizzę, albo na koncert Zenka Martyniuka, albo obejrzyjmy sobie »365 dni« według Blanki Lipińskiej, film, który został najgorszym filmem roku na świecie”?

Kiedy jak co roku Biblioteka Narodowa ogłasza wyniki swoich badań czytelnictwa, rzeczywiście rozlega się dość powtarzalny i przewidywalny lament, że nie czytamy, że nie mamy w domach książek, że nie są nam już potrzebne, że to upadek, że jak tak można. Ponieważ w tym roku na pytanie „o czytanie w całości lub fragmencie co najmniej jednej książki w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie twierdząco odpowiedziało 42% respondentów”, Biblioteka Narodowa wspomina o ostrożnym optymizmie. W wielu komentarzach pojawia się jednak nowy ton, który odziera czytanie z nimbu czynności niezwykłej, ważnej, godnej polecenia, wyjątkowej. Duża część tych głosów to istotne wątpliwości – sprzeciw wobec fetyszyzacji czytania i posiadania książek (w czasach internetowych platform komunikacji, wszystkich tych youtube’ów, zoomów, teamsów, nieraz spotkałem się z uwagą: tylko nie te cholerne książki w tle…). Rzeczywiście spora biblioteka może być deklaracją kulturowej wyższości (Spora czyli jaka? W co trzecim domu w Polsce nie ma ŻADNEJ książki, w kolejnych milionach – są podręczniki bądź albumy z JP II). Dowodem na to, że książki same w sobie jeszcze nie nobilitują, jest fakt, że kapitalizm sprzedaje tapetę bibliotekopodobną – daje możliwość dumy bez konieczności posiadania realnych księgozbiorów, a tym bardziej sięgania do nich z potrzebą lektury. W zajmującym krytycznym tekście Maja Staśko (wtv.pl/swiatowy-dzien-ksiazki-na-ktorej-nie-mzona-sie-skupic-przez-stres-i-nadmiar-pracy-ms-230421) zwraca – słusznie – uwagę, że bardzo często problem leży gdzie indziej niż fechtowanie statystyką czytelniczą: „Przymuszanie do czytania przez wywoływanie wstydu i poczucia winy, rozliczanie z liczby przeczytanych książek i wartościowanie ludzi na tej podstawie nie jest rozwiązaniem, tylko pogłębianiem problemu”. Ludzie nie czytają, bo: są w kryzysie zdrowotnym, somatycznym lub psychicznym, finansowym, czasowym, dopadł ich brak koncentracji, za dużo i zbyt ciężko pracują, nie mają wsparcia w działaniach opiekuńczych. „Trzeba pamiętać o matkach, opiekunkach, zatyranych rodzicach, babciach analfabetkach, studentach na bezpłatnych stażach i skrawkach etatu, osobach z wypaleniem aktywistycznym, mieszkańcach miejscowości, w których nie ma bibliotek z nowościami, dzieciach z rodzin, w których czytanie było traktowane jak strata czasu”. Równocześnie jednak Staśko stawia mocną tezę: „Książka nie jest lepsza ani gorsza od serialu czy filmu. To po prostu inne sposoby wyrazu i komunikacji. To, że coś jest książką, nie oznacza, że jest dobre i wartościowe. Podobnie z serialami, muzyką, spektaklami i filmami. Są beznadziejne, głupie książki i mocne, ważne seriale. To, że ktoś czyta słabą książkę albo ogląda słaby serial czy program telewizyjny, nie oznacza, że jest jakiś gorszy i nie może wynieść z nich czegoś wartościowego. (…) Powodów czytania może być milion – podobnie jak powodów nieczytania. I nikt nie musi się z nich spowiadać”.

Czytanie jest jednak odmienną formą poznawania świata i dbałości o własny umysł, wyobraźnię, horyzonty i umiejętność poszerzania pola zrozumienia. Czytanie buduje inny gmach wiedzy niż łatwiej przyswajalna dla naszego mózgu nadkultura obrazu. Czytanie stawia wymagania, każe zastygnąć, wyprowadza nas z oczywistości jednego obrazu. Czytanie bywa oczywiście przywilejem i nie powinno stawać się wartościującą dystynkcją. Równocześnie to czytanie pozwala jednak zagospodarowywać większe przestrzenie, złożone zjawiska, wielopoziomowe koincydencje, zagmatwane przesłania i skomplikowaną dramaturgię zdarzeń, losów i poglądów. Jak w wielu dziedzinach dokonujemy dzisiaj redukcji naszych aktywności. I budujemy ich racjonalizację, usprawiedliwienie. Rzadko spotykamy kogoś, kto czytając sporo i wytrwale, jest osobą powierzchowną, trywialną albo zwyczajnie głupią. Żeby potępiać czytanie albo odejmować mu wyjątkowość w całym spektrum ludzkiego doświadczenia, trzeba wyjątkowo dużo wcześniej przeczytać. Ponieważ ten proceder niesie w sobie wymiar nieskończonego, na zawsze pozostawia niedosyt i niespełnienie. Może wtedy łatwiej uznać, że to nic takiego, po prostu sobie obejrzyjmy coś na Netfliksie.

Mam jednak głębokie przekonanie, że czytanie wynosi naszą człowieczość na inny poziom, że nie jest po prostu innym, równorzędnym sposobem spędzania czasu, rozrywką taką jak inne (choć może nią być również) – i krytyka przemysłu napędzającego sprzedaż nowości nie jest adekwatną krytyką samego fenomenu, bez krzewienia którego będziemy tylko trzciną na wietrze. Każda nieprzeczytana jeszcze przez nas książka jest nowością, jak pisał William Hazlitt. A najwyższe wskaźniki czytelnictwa w Polsce od lat wykazują więzienia. Cóż, wikt i opierunek, dach nad głową – zapewnione. Nic, tylko czytać. Może pomoże. A może nie. Ja nie chcę się wstydzić tego, że czytam, książki traktuję jak przyjaciół, a ich lekturę jak wciąż nowe niewymyślalne rozmowy i wyprawy. I tak, oceniam. Bliższy mi człowiek czytający od nieczytającego.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 19/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy