Kłopoty to specjalność PO

Kłopoty to specjalność PO

Mam po ostatnich wydarzeniach dwie niewesołe refleksje. Pierwsza dotyczy emerytury i nieuchronności momentu, w którym dopadnie ona każdego. Niezależnie od systemu jej naliczania i wyniku referendum. A druga, że każdemu premierowi, nawet temu, który nie ma z kim przegrać, bije dzwon. Zobaczyliśmy, że droga od hołdów składanych premierowi przez egzaltowanych pracowników mediów do ich żartów i kpin z niego jest krótka. To, co było miłe w sprawowaniu władzy, premier Tusk ma już za sobą. Może z tym żyć i jeszcze długo rządzić, gdyby nie stało się coś, co podważa sam fundament jego pozycji politycznej. Tusk zbudował ją na zaufaniu do siebie i do swojego sposobu rządzenia. Bardziej technokratycznego niż ideologicznego. Bez zbędnego radykalizmu i wojen. Większość społeczeństwa zaaprobowała ten styl, czego dowodem było wysokie zwycięstwo wyborcze. Mający tak duży kapitał społeczny premier zapowiedział m.in. reformę emerytalną i spodziewał się akceptacji dla niej na poziomie porównywalnym z wynikiem wyborczym. Mógł ulec iluzji takiego poparcia, gdy czytał liczne wezwania płynące ze strony liberalnych polityków i mediów, którzy wzywali rząd do radykalnych reform, dalszej prywatyzacji i cięć w budżetówce. Jednym słowem, do wprowadzenia w życie modelu, który usunie resztki myślenia państwowego w gospodarce i pozostałości rozwiązań socjalnych. Ale gdy niedopracowane i niedomyślane projekty zmiany wieku emerytalnego poszły w świat i spotkały się z ostrą, choć merytoryczną krytyką, wielbicieli skrajnego liberalizmu mocno ubyło. W obliczu kłopotów spowodowanych własnymi błędami premier nie może już na nich liczyć.

Zamiast kompleksowej reformy emerytalnej Platforma Obywatelska pokazała projekt mocno życzeniowy. Sprowadzający się do wiary, że politycy tej partii chcą dobrze, podnosząc wiek emerytalny. A w ogóle to nie ma innego lepszego rozwiązania. I ten, kto ich pomysłu nie akceptuje, jest… (można sobie zrobić wypis różnych określeń, jakie padają pod adresem oponentów). Wymuszona na PO publiczna debata nie pokazała, że partia rządząca ma dopracowany, szczegółowy lub wariantowy projekt. Pokazała za to, niestety, że PO wyznaczyła rubież, czyli 67 lat i emerytura, do której musimy dojść bez względu na to, co o tym myślimy. Gorzej, bo zrobić to musimy bez względu na koszty. Do głosu doszły emocje. Świat polityki zawirował. Pojawili się specjaliści od kryzysu, rozwodów i separacji w koalicji powołanej przez ledwo co wybranych polityków.

Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby ktoś w PO bardziej się przyłożył do pracy nad koncepcją emerytalną. Bo tej, zrobionej na kolanie, nie obroni nawet najzręczniejszy polityk.
Platforma po raz kolejny ma kłopot na własne życzenie. Bardzo źle to świadczy o kompetencji ludzi sprawujących władzę w jej imieniu. Ich umiejętności wyraźnie nie pokrywają się z zadufaniem i przekonaniem o wyższości nad innymi. I to jest najsmutniejszy wniosek z zamieszania wokół emerytur. W bardzo wielu ważnych dla jakości naszego życia miejscach mamy marnych, źle przygotowanych i na dodatek niechętnych do ciężkiej pracy nominatów. System wyłaniania tych ludzi drogą konkursów stał się fikcją. Można tego dowieść na licznych przykładach.

 

Wydanie: 13/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy