Populiści są, ale w zarządach

Populiści są, ale w zarządach

Okazało się, że nawet oglądanie telewizji może mieć sens. Nie myślałem, że zderzenie dwóch rozmów może być aż tak pouczające. Z jednej strony górnik z Jastrzębia, a z drugiej pani z zarządu biura turystycznego Sky Club, które upadło w atmosferze skandalu, oszukując tysiące ludzi. Jakiż ogromny był kontrast między wypowiedzią związkowca z Jastrzębskiej Spółki Węglowej, który precyzyjnie i logicznie wyłożył powody, dla których jego koledzy zorganizowali strajk ostrzegawczy, a tym, co mówiła pani prezes. Robotnik potrafił uczciwie i spokojnie przedstawić postulaty załogi i opisać sytuację w spółce. Trudno było nie przyznać mu racji, gdy mówił, że po wejściu na giełdę zarząd dostał po 400% podwyżki, dyrektorzy kopalń po 200%, a robotnicy muszą strajkować, bo chcą podwyżki w wysokości 7%. A pani Agnieszka Dral, członek zarządu Sky Club, czyli firmy, która bezczelnie okpiła ludzi? Pani prezes zaprezentowała się jako osoba niepotrafiąca sensownie powiedzieć paru zdań. Niezbornie, nielogicznie i bardzo słabą polszczyzną plotła androny. Jeśli taka kadra kierowała tym biurem, to cud, że upadło dopiero teraz.
Pokazałem, jak duża może być różnica między robotnikiem i zarządcą. I wbrew stereotypom wcale nie na korzyść zarządców. Jest też różnica jeszcze bardziej wymierna. Różnica w zarobkach. W Polsce te nożyce są coraz bardziej rozwarte. Prawie wyłącznie przez ogromnie szybki wzrost płac zarządów. Złośliwie można by zauważyć, że jest w tym pewna logika. Coraz lepiej wykształceni pracownicy są mizernie opłacani w stosunku do nadzoru i, by ich utrzymać w ryzach, trzeba ten nadzór dobrze opłacać. I skądś te środki na apanaże zarządów i dywidendy dla właścicieli brać. W Polsce najpopularniejszą i najbardziej ulubioną metodą jest obniżanie płac. Pytanie, które nurtuje właścicieli i zarządy, to jak obniżyć płace. Jak przyciąć koszty, bo przecież mamy kryzys. Bo maleje popyt na nasze usługi. Bo produkty leżą w magazynach i nie mogą znaleźć odbiorcy. I tych powodów jest wiele. O czym można się przekonać, słuchając wyspecjalizowanych w lobbingu licznych organizacji zrzeszających przedsiębiorców. Jak pięknie reprezentanci polskiego biznesu potrafią łkać z ekranów telewizyjnych. Jak sugestywnie opowiadają o poświęceniu, z jakim wykuwają zręby kapitalizmu. Jak do wszystkiego muszą dokładać. Tak się w tych opowieściach wyspecjalizowali, że dojdzie do tego, że emeryci zaczną wpłacać po parę złotych na poratowanie polskiego biznesu.
O przyczynach, dla których trzeba załogom obniżać płace, napisano tysiące tomów i teraz przyszła pora, by dla równowagi pisać o obniżaniu płac zarządom. W Polsce nie ma niestety naśladowców prezydenta Hollande’a. Nikt z wielkiego biznesu nie potraktował poważnie decyzji multimiliarderów amerykańskich, którzy pojęli, że najwyższy czas zacząć się dzielić z ludźmi pieniędzmi. Tu i teraz. Podwyżki płac dla menedżerów w wielu branżach są horrendalnie wysokie i to mamy uznać za słuszne. W przeciwieństwie do podwyżek o 100-200 zł, które są populizmem rujnującym gospodarkę. Ten trik już nie działa. Gowin zdereguluje te zawody, które nie potrafią się postawić, a za jakiś czas polityk X wygra wybory, proponując sprawiedliwszy i sensowniejszy podział dochodów wypracowanych przez ludzi.

Wydanie: 28/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

  1. niebzdet
    niebzdet 22 lipca, 2012, 15:25

    Za 100 lat Polska przestanie istnieć – wyrokuje prof. Staniszkis, a ja wyrokuję, że dużo wcześniej. Nie trzeba być profesorem, ale zwykłym robotnikiem j.w., by logicznie myśleć. Logicznie kłamać potrafi tylko Hofman – rzecznik prasowy PIS-u a to duża sztuka. Ludzie zarabiający w zarządach i spółkach skarbu państwa oraz inni milionerzy zwykle nie kupują w sklepach osiedlowych, nie korzystają z usług gospodarstw agroturystycznych ani z szewca, krawca czy pobliskiego ksero. Oni nie wspierają rodzimych drobnych przedsiębiorców. Ich dzieci kształcą się za granicą a sami na zakupy jeżdżą do Paryża i odpoczywają w znanych zagranicznych kurortach. Logicznym jest, że pospolity biedak polski kupi tylko to co niezbędne do przeżycia, więc nie wesprze kosmetyczki, restauracji, ani żadnej galerii – zaczynają bankrutować. I metodą łańcuszkową biedoty przybywa. Przy tym tempie podwyżek cen, czeka nas albo anarchia albo koniec Polski, bo wszyscy wyjadą – zostaną tylko emeryci i renciści.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy