Naiwność

Siedzę od kilku dni na Mazurach, piszę i narzekam na samego siebie, a konkretnie na swój durnowaty łeb.
Bo tak wpajano mi od małego, że najważniejsze w życiu to być uczciwym. Pamiętam, kiedy jechałem do mojej pierwszej pracy, tata mi powiedział: „Najsmaczniejszy chleb to ten zarobiony uczciwie. I postępuj tak, żeby nikomu nie robić krzywdy”. No to człowiek uwierzył i w związku z tym całe życie kombinuję tylko, jak zapłacić z tego, co mam, i komu najpierw oddać. A gdybym powiedział: „Ojciec, a daj mi spokój z takimi radami, idą nowe czasy i uczciwych zjedzą razem z ich skarpetkami!”, to żyłbym teraz jak pączek w maśle.
Przecież sam wymyśliłem żart, że jak w Polsce ktoś ukradnie beczkę benzyny, to będzie siedzieć; jak ktoś ukradnie cysternę, może siedzieć; ale jak ktoś rąbnie cały skład z paliwem po czubek, to dostanie najwyżej rok w zawieszeniu.
No i gdybym się związał z jakąś grupą sprawującą władzę i wszedł w układ ze służbami specjalnymi, które teoretycznie powinny bronić kraju przed złodziejstwem i korupcją, to żyłbym teraz jak król.
Przekręciłbym ojczyznę na 1,2 mln zł, potem, gdyby mnie w ogóle złapali, przyznałbym się, mówiąc, że to tylko odprysk od 350 mln, bo i rzeczywiście od tej kwoty to odprysk, połowę tego odprysku oddałbym służbom i grupie, drugą połowę schowałbym w grubą skarpetę, zapłaciłbym 500 zł grzywny i zgodziłbym się na dwa lata w zawieszeniu na cztery, mówiąc wysokiemu sądowi w ostatnim słowie: „A może mnie wysoki sąd zawiesić nawet na pięć”.
500 zł grzywny i 200 zł koszty procesu za milionowy przekręt, a mnie za „niemanie” świateł skasowano ostatnio na stówkę. W drugiej gazecie albo nawet i tej samej wyczytałem, że doradca wodza Andrzeja L. Kazimierz Zdunowski w roku 2000 został skazany przez sąd w Otwocku na również dwa lata w zawieszeniu i zakaz pełnienia funkcji kierowniczych przez pięć lat za wyłudzenie z banku 3,6 mln kredytu. Jeśli w roku 2000, to znaczy, że za parę miesięcy znowu będzie mógł tak udanie kierować.
A ja… kończę, bo nie mogę się skupić. Sąsiad strasznie przeklina za płotem… albo pies mu uciekł, albo żona wróciła do domu, albo przeczytał w gazecie to samo.

 

Wydanie: 44/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy