Kultura niesforna

Kultura niesforna

Alergia; co myśli się zbiorą, kichnięcie je rozgania, tak to już zawsze wiosna mi się wszczyna. Tytułem usprawiedliwienia o tym wspominam, bo dystrakcja wpływa na formę tekstów: rwaną, wymiętą i porozrzucaną jak chusteczki higieniczne wokół mnie. Nie ma co się wysilać na spojenie, uspójnianie, mógłbym od tego dostać zapalenia spojówek, i tak podrażnionych światłem; płaczę, jak to piszę. Płaczę ze śmiechu, kiedy słyszę o kolejnych zmaganiach państwa kaczystowskiego z ludźmi kultury – czego się ta władza nie tknie, wychodzi jej na opak. Nawet ja, kinofil z zamiłowania i filmoznawca z wykształcenia, nie znalazłbym natchnienia, by obejrzeć etiudy młodych reżyserek w ramach przeglądu „HerStorie”, gdyby z ich powodu nie podniósł się w ministerstwie raban zakończony zwolnieniem szefa Narodowego Instytutu Audiowizualnego. Filmiki zgrabne, na poziomie zaliczeniowym, a przy tym całkiem niewinne, jak dłonie pracownic węgierskiej fabryki wibratorów z filmu „Vibrant village”, które najprawdopodobniej dotykają tego rekwizytu wyłącznie w ramach czynności zawodowych. Dildo wyjeżdżające z taśmy obsługiwanej przez zupełnie nim niezgorszone gospodynie wiejskie; estetyczne, nieco tylko falliczne, nieepatujące kształtem, ot, przedmiot codziennego użytku, pomieszkujący w damskiej kosmetyczce obok szminki i kremu do twarzy – to jest właśnie skandal w prawackim mentalu.

Nie masz ci dla strażników moralności nic gorszego niż dekonstrukcja występnej otoczki, z tych samych powodów bredzą ciągle o tym, że nie mają nic przeciw gejom, o ile ci się ze swoją orientacją nie „obnoszą” – czytaj: domagają równouprawnienia. Nie żadna masturbacja, ale samogwałt: wstydliwy i pokątny grzech, który obciąża sumienie znerwicowanych ofiar katolickiej ideologii – tylko w ten sposób może funkcjonować w prawackim imaginarium; homoseksualizm takoż ma pozostać w szafie jako choroba, występek przeciw naturze, niechże więc nie próbuje wychynąć z darkroomów i klubów gejowskich, niech go obejmuje porządek wiecznej nocy. Na porządku dziennym zaś tylko to, co pan Bóg przykazał. Funkcjonariusze władzy są coraz bardziej bezradni wobec niesfornej kultury, która im wierzga, wymyka się, harcuje przeciw wszelkim napuszonym doktrynom, zwłaszcza religijnym. Im bardziej kaczyści chcą ją wygumkować, wyciszyć, zdewaluować, tym grubszą czcionką ją piszą, tym głośniej ją nobilitują.

Jeden z wielu pisarzy regularnie pomstujących na pisowską dyktaturę ciemniaków, ani szczególnie nieudolny, ani też wybitnie utalentowany, niepotrzebujący promocji ani dotacji, zadomowiony w branży telewizyjnej, nagle stał się najsłynniejszym polskim literatem na świecie, bo prokuratura wyjęła mu z Fejsbuka posta, w którym nazwał Dudę debilem. Od Hawajów po Sachalin we wszystkich językach świata powtarza się teraz jego nazwisko jako dysydenta, którego autokratyczna władza w Polsce zamierza wtrącić do lochu – nie będzie niczym dziwnym, jeśli jego książki wylądują teraz na półkach wszystkich księgarń świata obok tomów Sołżenicyna i Babla.

Z innej beczki: choćby nie wiem jak Marcin Koszałka się starał, nie byłby w stanie wypromować lepiej swojego filmu o Goralenvolku jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć, niźli uczynił to Prokurator Generalny w utarczce z Ministrantem Dziewictwa Narodowego, podobnie ma się rzecz z planowaną adaptacją „Lubiewa” autorstwa Pawła Maślony. Człowiek właściwie nie musi już zupełnie starać się być au courant, wystarczy, że zajrzy raz na tydzień na jakiś kaczystowski portal propagandowy i ma jak w banku, że najważniejsze wydarzenia kulturalne w kraju go nie ominą. Antypolska literatura, kino szkalujące naród, teatr obrażający uczucia religijne, zdeprawowane sztuki plastyczne, piosenkarze wyszydzający władzę – nic nam nie umknie. Sygnaliści reduty dobrego imienia z benedyktyńską cierpliwością śledzą wszelkie wydawnictwa, spektakle i wystawy, wszędzie chodzą na podsłuchy i uprzejmie doniosą o każdej haniebnej inicjatywie. Jeśli tylko nagłówki prawackie krzyczą o „skandalu” i „absurdzie”, wiadomo, że jakaś pyszna strawa duchowa się pojawiła; jeśli zaś szukają uwagi epitetami w rodzaju „ważna wystawa”, „piękny gest” lub też „mocna wypowiedź”, wiadomo, że chodzi o nowy tekst w antologii tromtadractwa lub jeszcze jednego papieża w sadzawce.

w.kuczok@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 14/2021

Kategorie: Felietony, Wojciech Kuczok

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy