Jaja wielkanocne

Jaja wielkanocne

Kilka scen i parę fraz z ostatnich dni zostanie ze mną na dłużej. Zasadniczo, jeśli nasz przeciążony mózg decyduje się coś przechowywać dłużej, winno to dobrze albo bardzo dobrze świadczyć o materiale źródłowym; taka pamięć to jakby uhonorowanie, nagroda, docenienie. Ale w przypadku tych kilku historyjek chyba tak nie jest. Zwycięża ich potencjał negatywny, przesłanie-ostrzeżenie, raczej dzwonek alarmowy niż szczypta zachwytu.

Na początek krótka historia przesłuchania dziennikarza dokumentalisty Roberta Kowalskiego, od kilku lat pracującego dla OKO.press, niezależnego portalu systematycznie i na świetnym poziomie patrzącego władzy na ręce. Przed kilkoma miesiącami Kowalski postanowił zadać parę pytań sędzi Trybunału Konstytucyjnego prof. Krystynie Pawłowicz (wcześniej walecznej posłance PiS). To było w dniu ogłaszania przez tzw. TK Julii Przyłębskiej orzeczenia w sprawie niekonstytucyjności przepisów dopuszczających aborcję w niektórych przypadkach, de facto odbierającego kobietom w Polsce jakiekolwiek prawa i zmuszającego je np. do donoszenia martwego płodu. Kowalski, wysłuchując w mediach głosu odrębnego sędziego Kieresa do tego orzeczenia, postanowił zadać pytanie Krystynie Pawłowicz i pojechał pod jej dom. Widząc go i słysząc, Pawłowicz odegrała marną szopkę z ucieczką do warzywniaka i głośnym wołaniem o pomoc, apelem o wezwanie policji. Kowalski był obok, cały czas usiłując zadać pytanie, zdobyć komentarz, uspokoić sytuację. Na nic. Przyjechał patrol. Sędzię radiowóz odwiózł 30 m pod klatkę bloku, gdzie mieszka. Kowalskiego spisano, patrol pojechał. Po kilku miesiącach Kowalski dostaje wezwanie do prokuratury, nie ma pojęcia, w jakiej sprawie, bywa tam często, bo dokumentując manifestacje, zeznaje na temat naruszenia praw przez policjantów. Na miejscu okazuje się, że przesłuchanie dotyczy właśnie tamtego epizodu z Pawłowicz. Prowadzona jest sprawa o „stosowanie przemocy wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania”. I chociaż Kowalski może być jedynym oskarżonym, wezwano go jako świadka (świadek ma mniej praw niż podejrzany i można go np. oskarżyć o składanie fałszywych zeznań).

Samo przesłuchanie – z całą świadomością naruszenia prawa Robert Kowalski ujawnił jego przebieg na portalu OKO.press – było kuriozalne. Trwało cztery godziny. Pani prokurator często się śmiała z dowcipów Kowalskiego, który apelował: „Proszę, niech mnie pani posadzi, niech pani ma na względzie czystość moralną naszego kraju, który po latach błędów i wypaczeń doczekał się dzięki dobrej zmianie wolnej Polski. Wielu patriotów się o to modliło, wielu krew przelało”. Potem kazała mu narysować szkic sytuacyjny i kiedy Kowalski jak dziecko z przedszkola rysował dom, drzewo, panią sędzię, a na koniec niebo – wyrwała mu kartkę z ręki. Pani prokurator Ewa Kiec nie była osobą przypadkową. To stosunkowo świeżo awansowana prokurator, która – jak opisywał – „pracowała w prokuraturze na Woli w Warszawie i awansowała do Prokuratury Okręgowej po tym, jak umorzyła sprawę Cezarego Gmyza, który nazwał prof. Małgorzatę Gersdorf, kiedy była I prezes Sądu Najwyższego, szlampą, czyli mówiąc inaczej kurwą”. Czyli pani prokurator z zasługami i osiągnięciami.

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Przecież tyle ważnych rzeczy wydarzyło się w tym czasie! Papież Franciszek, symbolicznie, bo symbolicznie, ale ukarał abp. Sławoja Leszka Głódzia za krycie nadużyć seksualnych w Kościele (de facto przeprowadzką z jednego pałacu do drugiego, ale przeprowadzki, choć może nie są torturą, stanowią sporą uciążliwość, kara więc surowa i adekwatna). Szybują w górę statystyki zachorowań na brytyjski wariant covidu (prawie 90%) w wyniku wpuszczenia bez jakiejkolwiek kontroli i kwarantanny kilkudziesięciu tysięcy Polaków wracających na święta bożonarodzeniowe z Wielkiej Brytanii, bo władza „bała się hejtu”. Tomasz Lis pisze wielostronicową obronę polskich, prześladowanych katolików. Dominikanie zaczynają się mierzyć z tuszowanym przez kilkanaście lat skandalem przemocy i gwałtów, których dopuszczał się jeden z nich. Zakłady fryzjerskie, przedszkola zamknięte – kościoły pozostają otwarte. Sędzia Tuleya, mimo immunitetu, ma być doprowadzony siłą do prokuratury. Daniel Obajtek ze swoją pisowską karierą godną Nikodema Dyzmy imponuje zgromadzonym w kilka lat niewyobrażalnym majątkiem.

A my w tym czasie oglądamy przemoc władzy w wydaniu niby krotochwilnym, ale bardzo groźnym – kiedy pani prokurator Ewa Kiec wyrywa przesłuchiwanemu Robertowi Kowalskiemu kartkę ze szkicem nieba rozpościerającego się po kantowsku nad sędzią Pawłowicz, premier Morawiecki wysyła do usłużnego Trybunału Konstytucyjnego pismo (czyli w tej konwencji podkładkę pod orzeczenie) o uznanie wyższości polskiego prawa nad legislacją unijną. Po cichu opuszczamy zatem Unię Europejską. A wszystkie te puzzle układają się w spójny, pełny obraz. Dobrze go zobaczyć.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 15/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy