Żyć to znaczy zabijać

„Nowe horyzonty” to ukazująca się od paru lat nowa seria naukowa wydawnictwa Rebis. Bardzo dobra, bardzo naukowa, w miarę przystępna i całkowicie antymetafizyczna. To właśnie jest przykład nieustępliwego, niczym nieprzejednanego darwinizmu, który posiadł formułę wyjaśniającą cały świat. Trudno z nim wojować, bo co zgodne z ewolucją, to oczywiste, a co niezgodne – szkodliwe. Już parę razy pisałem, że to właściwie imponująco piękna i skuteczna, ale przecież pułapka. Mogę tylko czuć, że ta doktryna coś mi jednak odbiera, choćby wątpliwości i niepewność.
Przeczytałem z tej serii książkę Christophera McGowana „Drapieżca i ofiara”. McGowan jest kustoszem Royal Ontario Museum i profesorem uniwersytetu w Toronto, słowem – uczonym na cztery fajerki. Ale książka, którą napisał, jest jakoś szczególnie płaska i jednowymiarowa. Jedyny ludzki rys to wyznanie, że kiedy sobie uświadomił zawartość własnej książki, chciało mu się wymiotować i płakać. Ha, dobre i to.
Książka traktuje o sprawach na ogół dobrze znanych, o rywalizacji między drapieżnikiem i jego łupem, a zarazem o nieuniknionej współzależności obu. Są tu porządnie poukładane ssaki, ptaki, ryby i owady, a następnie dinozaury, żebyśmy nie wątpili, że tak było zawsze, i rośliny, które, jak się okazuje, są z reguły drapieżnikami, tyle że realizują swoją zarazem obronę i agresję całą plejadą różnorakich trucizn. Cały świat jest jednolicie taki sam, czyli zabójcy i straszny. Jeśli nam się wydaje, że cokolwiek jest inne, łudzimy się po prostu. Książka kończy się obrazkiem dziecka, które oglądając w ogrodzie akty gwałtu i przemocy, cieszy się z piękna świata. A w końcu zjada trujące jagody. „Z oddali słychać kościelne dzwony” – to ostatnie zdanie książki. Sapienti sat.
Cóż, neodarwiniści odkryli po prostu, że piekło jest tutaj, a innego świata zwyczajnie nie ma. Trudno się zachwycać taką opinią, a też nie ma komu się poskarżyć. Słowem, żyj, jak ci dobrze, a jak niedobrze – umieraj. Nie mam odpowiedzi na taką propozycję, lecz mam nadzieję, że to jednak nie jest wszystko. Ale na dziś – tak, w każdym razie ze strony najsilniejszej i najbardziej zintegrowanej formy ideologii (duchowości?).
Jest tu jeszcze jedna sprawa, może całkiem uboczna, a może i nie. Otóż kiedy drapieżnik chwyta ofiarę, ta popada w rodzaj szoku, nie czując na przykład bólu. Rzecz jest powszechnie znana, odnosi się także do rannych ludzi, którzy w ferworze walki także bólu nie odczuwają. Mówi się wtedy „dzięki Bogu”, ale można by i wywieść, że to normalne działanie Opatrzności, o ile taka istnieje. Wprawdzie złagodzenie czy nawet nieobecność bólu można by interpretować w zupełnie inny, odwrotny sposób, jako zachowanie ułatwiające napastnikowi ostateczne pożarcie ofiary. (Co prawda, chcąc zachować czystość doktryny, w ogóle o jakiejś celowości, teleologii nie może być mowy). Z tego jednak, nieco przewrotnie, wynika wniosek, że Opatrzność dbając o nas, wyznaczyła nam rolę pokarmu jakiegoś potężniejszego drapieżnika. Rzeczywiście, lżejsza na ogół jest śmierć w wyniku nagłego wypadku niż od choroby. Pewnie, w sumie jedno licho.
McGowan zwracając uwagę na szczelność systemu, dopuszcza jednak wyjątek: od potrzeby jedzenia, czyli zabijania, większa bywa potrzeba rozmnażania się, seksu, miłości. Też to doskonale znamy, mamy też stosowne formuły, jak Lechoniowa: „Śmierć broni od miłości, a miłość od śmierci”. Bo zresztą gatunek ludzki nie różni się wiele albo i nic od innych istot żyjących. Tylko że od tego punktu prowadzą dwie zupełnie odwrotne drogi. Można człowieka sprowadzić do zwierzęcia, a można też na odwrót: przyznać wszystkim istotom ludzkie prawa i podejrzewać, że wszystkie są obdarzone jakąś duchowością. Otóż teraz rzecz zabawna: równocześnie są realizowane obie drogi myślenia. Neodarwinizm reprezentuje redukcję, ale powszechny duch czasu to ekologizm, prawo do istnienia i rozwoju wszystkich istot, nie tylko człowieka. Zresztą widzimy sami, jak niemal z dnia na dzień zmienia się nasz stosunek do zwierząt. Być może, obie tendencje, to znaczy redukcjonizm i ekologizm, w jakiś przedziwny sposób po prostu się dopełniają. Ano, będziemy pożyć, będziemy zobaczyć.

Wydanie: 14/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy