Honor na niby

Honor na niby

Reforma oświatowa uchodziła dotychczas za najlepiej przygotowaną z całego pakietu reform rządu Buzka. Tak było do ubiegłego tygodnia. Przyjmujący te oceny za dobrą monetę statystyczny Polak przestał mieć złudzenia. No bo jeśli w najlepiej przygotowanej reformie dzieją się takie rzeczy jak niedoszacowanie wydatków o 800 mln zł, to jak jest gdzie indziej?

Minister edukacji, Mirosław Handke, po wielu tygodniach lekceważenia sygnałów płynących z kuratoriów i szkół, oraz zapewniania, że wszystko jest w najlepszym porządku, przyznał się do błędu. Okazało się, że nowelizacja Karty Nauczyciela była wadliwie skonstruowana i na tej podstawie MEN źle obliczył wysokość podwyżek dla nauczycieli.
Były już as atutowy obecnego rządu dowiódł tym samym ponad wszelką wątpliwość, że czego jak czego, ale niefrasobliwości tej ekipie nie brakuje. Coraz wyraźniej widać, że start z reformami w 1997 r. był operacją typowo polską. Dużo chciejstwa, mało realiów. Najważniejszą przesłanką podejmowanych decyzji okazała się być chęć zrobienia czegoś wielkiego! Bardzo wielkiego! A cóż jest bardziej nośne propagandowo niż głębokie reformy państwa.
Niestety, projekty propagandowe rzadko wytrzymują konfrontację z realnym życiem. Rychło okazało się, że trudno o sukcesy, gdy wprowadza się reformy, nie mając niczego. Ani rzetelnej koncepcji. Ani pieniędzy. Że o braku kompetentnej ekipy realizatorów tylko wspomnę.
Skala błędu ministra Handkego pokazuje, z jaką nonszalancją traktuje się społeczeństwo. Jak łatwo eksperymenty społeczne nazywa się reformami. I obrzydza to piękne słowo nawet najbardziej zagorzałym reformatorom.
A na dodatek nie kończące się eksperymenty, mimo licznych i coraz bardziej skandalicznych wpadek, traktowane są przez samego premiera Buzka, a jeszcze bardziej przez przewodniczącego AWS, Mariana Krzaklewskiego, jako dowód dalekowzroczności, odwagi i poczucia odpowiedzialności AWS za państwo. Takie wypowiedzi przypominają historyjkę ze starego dowcipu. Panowie, co innego widzę, a co innego słyszę.
Czyż jest bowiem coś bardziej rozbieżnego niż codzienna praktyka rządów AWS-u, a sposób, w jaki opisują swoje rządy?
Ileż w ich wystąpieniach patosu? Ileż pompatycznych słów, nieustającego nawiązywania do dziedzictwa Sierpnia i wierności ideałom z 1980 roku!
Słowa są piękne. I jeśli czegoś w tych wystąpieniach brakuje, to przyzwoitości.
Minister Handke podał się do dymisji. Koledzy z partii chwalą go więc za odwagę i poczucie honoru. Za to, że zachował się jak prawdziwy polityk. Zgoda tylko na to ostatnie. Zachował się jak polityk. Prawda. Kluczył i zaprzeczał, dopóki tylko mógł. W tej rezygnacji nie widzę niczego honorowego. A że jest to rzadki przypadek, by minister nawet złapany na gorącym uczynku przyznał się do wpadki? W Polsce tak. Ale chyba nigdy w Europie minister z taką wpadką nie miałby wątpliwości, co zrobić. Minister Handke długo się wahał. I tym właśnie różnimy się od Europy.

Wydanie: 30/2000

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy