Malaryczne powietrze

Malaryczne powietrze

Polacy, o czym wiadomo całemu światu, są narodem bardzo religijnym, pobożnym; gdy znajdują się w kościele, robią ofiarę ze swoich ulubionych słów k…wa, ch…, p…ić i dopóki nie wyjdą poza ogrodzenie kościelne, wcale ich nie używają. Życie duchowe Polaków jest najwyższej próby, bo zostało przeniesione w rejony niesprawdzalne i przejawia się głównie w modlitwach. O co się modlą Polacy? O różne rzeczy. Babcia daje na mszę w intencji zdania matury przez wnuczka. Góralka prosi Matkę Boską o szczęśliwy lot męża do Chicago. Jeśli chodzi o rolników, to nic nowego od wieków, modlą się na przemian to o deszcz, to o pogodę. Msze w intencji Ojczyzny miały różne cele, najpierw żeby komunizm upadł (i upadł!), później żeby Unia Wolności przegrała wybory (i przegrała!). Laikat katolicki kilka miesięcy temu modlił się głośno, żeby w Instytucie Pamięci Narodowej znalazły się nowe papiery na arcybiskupa Wielgusa, i może się znajdą. Intelektualista katolicki w swoim czasie wyrażał na piśmie życzenie, żeby Aleksandra Kwaśniewskiego szlag trafił, i zapewne o to się modlił. Religijność polska polega głównie na kierowaniu do Boga próśb, żeby stało się po naszej myśli – zdrożnej lub pobożnej. Polski lud boży najwięcej swojego serca wkłada w wypraszanie u Boga różnych potrzebnych sobie korzyści raczej ziemskich i doczesnych, bo zbawienie duszy to kwestia zbyt abstrakcyjna. Jak tu zaimponować bliźnim zbawioną swoją duszą? Polacy na tym, co wymodlą, budują swoją przyszłość.
O co modlili się premier i jego dwaj zastępcy podczas meganabożeństwa na Jasnej Górze odbytego pod patronatem Ojca Dyrektora? Wicepremier Lepper miał powody, żeby szukać i prosić Matkę Boską, aby pomogła mu wybrnąć z matni, jaką zastawił na niego premier. Możliwe, że wcale się nie modlił, bo wygląda na kogoś, kto ma dość cynicznego rozsądku, żeby własnymi siłami się ratować. Premier Kaczyński jednak się modlił, to było widać, i w tej uroczystej chwili, i w tym świętym miejscu o polityce w ogóle nie chciał mówić. Modlił się zatem i ciekawe, o co prosił Boga? Bez ryzyka większej pomyłki można domniemywać, że błagał Matkę Boską albo Chrystusa Króla, albo samego Boga Ojca, aby wicepremier Lepper dotknął jednak swoimi palcami walizeczkę z trzema milionami złotych, co chłopcom z Ligi Republikańskiej, dziś CBA, dałoby okazję do chwycenia go za ręce, zakucia w kajdanki, rzucenia ewentualnie twarzą do ziemi i sfilmowania tej scenki rodzajowej na użytek telewizji.
Pobożny jest nasz lud, pobożni jego pasterze świeccy i duchowni, świetlana musi być przyszłość narodu tak głęboko przenikniętego duchem chrześcijańskim.
Coraz więcej ludzi w kraju i za granicą dostrzega alarmujący stopień deprawacji polskiej polityki przez świadomość religijną i wpływy Kościoła. Jeszcze wyraźniej widzimy oddziaływanie odwrotne: polityka, w której kler się tak rozsmakował, nawzajem deprawuje Kościół. Przejawia się to w splotach zależności nie do rozwikłania. Kościół i środowiska zawodowych katolików są głównymi czynnikami pobudzającymi lustrację i Kościół jest największą ofiarą tejże lustracji, czego stara się nie przyjmować do wiadomości i dalej brnie w tym samym kierunku. Kler wmawia w siebie, że taki spektakl poniżania osoby ludzkiej i wysokiego urzędu kościelnego, jakim było barbarzyńskie, w najwyższym stopniu bezwstydne linczowanie arcybiskupa warszawskiego (któremu pozwolono nim być tylko kilka dni), nie pozostawi na Kościele polskim trwałego śladu. Atmosfera, w jakiej ten lincz był możliwy, trwa nadal, dopiero gdy ona się rozwieje, ohyda tego moralnego kamienowania przerazi i zawstydzi społeczeństwo. Było to wydarzenie na styku polityki i religii, tego bagna, z którego pochodzi malaryczna atmosfera umysłowa dzisiejszej Polski.
Istnieją warunki dla pojawienia się nowej prawicy, prawicy laickiej, odrzucającej „myślenie według wartości”, czyli mętne, nabożne chciejstwo, i widzącej fakty takimi, jakimi one są poza wszelkimi „wartościami”. Gdy ona się pojawi, postawi pytanie, jaki tytuł do pouczania, oceniania, moralnego osądzania, duchowego i politycznego przewodzenia mają politycznie (i nie tylko) skorumpowani, napuszeni „funkcjonariusze kultu”?
Nie można zagadnienia sprowadzać do działalności i słów księdza Rydzyka. Jest on tylko najbardziej widzialny i słyszalny, ale nie najbardziej sprawczy. To też należy do osobliwej atmosfery, w jakiej żyjemy, że poglądy tego sarmackiego Savonaroli oburzają dopiero wówczas, gdy się je „ujawni” z pomocą podsłuchu, a nie wtedy, gdy są jawnie głoszone przez najgłośniejsze radio. Już nie poprzez patrzenie i słuchanie poznaje się czyny, lecz przez podglądanie i podsłuchiwanie. Wiadomości, które nie zostały zdobyte w sposób podły, już nie są wiarygodne.

Wydanie: 32/2007

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy