Ziobro bliżej sądu

Ziobro bliżej sądu

I znowu Platformie wzrośnie poparcie. Wystarczyło posłuchać boju o immunitet Zbigniewa Ziobro, by wróciła pamięć hucpiarskich rządów ekipy PiS, której były minister jest znakiem firmowym. Jeszcze rok temu we wrześniu Ziobrze wydawało się, że może wszystko. Że polskie prawo, kodeksy i ustawy są tylko zawalidrogą. Przeszkodą w drodze do celu. A celem było wziąć wszystko. Głupi naród miał kupić hasła, a ci, którzy się stawiali, mieli otwartą drogę do aresztów wydobywczych. Prokurator generalny Ziobro widział się już w najważniejszym fotelu w państwie, a tu bęc. Zamiast w tym wymarzonym fotelu, będzie musiał zasiadać na twardych ławach w prokuraturach lub sądach, bo toczy się przeciwko niemu kilkanaście śledztw. Jeżdżąc po kraju, będzie mógł na własne oczy zobaczyć, jak marne warunki pracy stworzył tym urzędom. Jak zajęty sobą, PiS i organizowaniem konferencji prasowych zaniedbał prace nad usprawnianiem i unowocześnianiem sądownictwa i prokuratury.
Sposób, w jaki żegnał się z immunitetem poselskim, jest typowy dla ludzi z jego partii. Wielokrotne publiczne zapowiedzi, że jest gotów w każdej chwili stanąć przed sądem, bo jest niewinny, i równocześnie desperacka obrona immunitetu aż do chwili, gdy gilotyna spadała mu na głowę. I to jest cały Ziobro! Papkin, Dyzma i Król Ubu w jednej osobie. Sprytnie moszczący sobie chwytliwymi hasłami i gadżetami drogę do kariery megaloman, który samozwańczo wszedł w buty szeryfa. A ma z nim tyle wspólnego, że podobnie jak amerykańscy szeryfowie również nie grzeszy przesadnie dużym wykształceniem i gruntowniejszą wiedzą. I z tego kompleksu bierze się pewnie znana niechęć Ziobry do profesury. Niekompetencja nie przeszkadzała mu jednak zbytnio w mitomańskim uwielbieniu swoich niebywałych i niezliczonych zasług dla narodu polskiego. Pamiętamy przecież, jak na licznych konferencjach prasowych ogłaszał swoje kolejne sukcesy. Tak było.
Ale ostatnio zobaczyliśmy Ziobrę w nowej roli. Biduli żalącej się na zły świat, zły rząd i złych ludzi, którzy nie doceniają jego zasług.
Z tym niedocenianiem Ziobry to nieprawda. Jest wystarczająco wielu, którzy pamiętają, co Ziobro w czasie swojego urzędowania zmajstrował. To jak łamał konstytucyjne zasady. Jak przekraczał granice prawa. Jak za nic miał poszanowanie godności człowieka. Jak lekceważył zasadę domniemania niewinności. Jak szalał z podsłuchami i z lataniem do mediów z materiałami operacyjnymi. To przecież za jego czasów prokuratura była wciągnięta do walki politycznej PiS z innymi partiami. I to od PO przez SLD aż do koalicyjnej Samoobrony. Najświeższej daty męczennik powinien wyjaśnić podsłuchiwanie dziennikarzy, którzy pisali niekorzystne dla niego artykuły. I kulisy akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Musi też odpowiedzieć za odchodzenie ze służby prokuratorów protestujących przeciwko ręcznemu sterowaniu. I za szczególnie haniebne kłamstwa w sprawie śmierci Barbary Blidy.
Czy odpowie? Z pewnością zrobi wszystko, by tak się nie stało. Już zapowiedział, że będzie jeździł po kraju i opowiadał, jak teraz, bez niego, jest źle. Powinien jeździć, ale w innym celu. Jeździć i przepraszać wszystkich, których za jego rządów skrzywdzono. Na początek niech się wybierze do Siemianowic.
Ziobro nieustannie odwołuje się do tego, że prawda zwycięży. I tu zgoda. Bo jeśli prawda zwycięży, on sam przestanie być problemem politycznym. Stanie się wpisem do księgi kryminalnej. A nadmuchany balon pęknie i trafi do kosza.

Wydanie: 37/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy