COVER BOY

TELEDELIRKA

Pisma dzielą się na kobiece i męskie. Kobiece to takie, których nie wypada czytać inteligentom męskim. I nikomu nie wypada tam pisać. Zwłaszcza pisarce, lecz Wasza autorka, która od dzieciństwa sama na siebie zarabia, jest wolna i pisze od dziesięciu lat w „Twoim Stylu”, czniając tak zwane środowisko.
Ś r o d o w i s k o zawsze kojarzy mi się z wilgotną po deszczu ziemią, z której wijąc się jak tancerki z Rio, wyłażą tłuste dżdżownice. Tym są dla mnie autorytety moralne. Uszy mam czerwone i spuchnięte od wysłuchiwania, co powinnam, a czego mi nie wolno. Od małej przyzwyczajona jestem do łamiących ręce ciotek: tu nie możesz pisać, tego nie powinnaś czytać, nie wolno ci wystąpić w tym komercyjnym programie telewizyjnym, nie pisz popularnych książek, bo to źle widziane, a ja nie przejmując się tym, robię, co chcę i zawodowi oceniacze mogą naskoczyć mi na kant tego, czego nie mam, co Jan Himilsbach nazywał poetycko pytą.
Powszechnie zarzuca się kolorowym magazynom dla pań, że mają za dużo reklam, oraz że wszystkie piszą o tych samych osobach. I to jest święta prawda. Jak jedna osoba z drugą dostanie się na tak zwany TOP, a jest modelką lub aktorką, jak nic stanie się COVER GIRL, a do tego jeszcze z pewnością będzie miała cover story, gdzie opowie o wartościach rodzinnych, mężach, dzieciach, rzadziej kochankach oraz o tatusiach, mamusiach, a nawet niekiedy o babciach, co zdarza się rzadko, bo granica wieku opisywanych osób nie powinna wyjść poza ryczącą czterdziestkę. O starszych podobno kobiety nie chcą czytać.
Kiedy Buzkówna, studentka Szkoły Teatralnej, zaczęła karierę na wybiegach w Paryżu i prezentowała modę u najbardziej znanych projektantów, od razu jej nikomu nie znany tata został premierem. A kiedy już ułatwiła mu start, znalazła się jako cover girl na wszystkich okładkach. Przez jakiś czas tak było z Górniak, potem z Kayah, ponieważ jednak obie mają podobno ojców Cyganów, a w naszym kraju Romowi trudno zostać premierem, więc zeszły z okładek, zostawiając miejsce dla Curuś, Mielcarz oraz dla Martyny, najważniejszej, bo wprowadzającej do domu Wielkiego Brata nikomu nieznanych ludzi, po to. by po nominacji i wykluczeniu wypuścić gotową gwiazdę, twarz na okładk, lub nowe ciało, rozkładające się w „Playboyu”.
Poważne męskie pisma małpują magazyny kobiece. Są dziś równie kolorowe i puchną od reklam. A jeśli nawet nie mają bogatych reklamodawców, to marzą o tym, by ich mieć. Nie mądre teksty, lecz reklamy są krwiobiegiem gazety, a żeby je dostać, trzeba schlebiać gustom czytającej ludożerki, co kwartał badać opinię jak jakiegoś zdechlaka dokonującego żywota w szpitalu. Zanim zamknie oczy, musi kupić kit, który chcemy mu (jej) wcisnąć. Trzeba przyciągnąć tę wyrzuconą na brzeg rybę, jaką jest każdy po powrocie z szychty. Stojąc przed kioskiem ta z trudem łapiąca powietrze ryba musi wybrać naszą gazetę.
Dlatego najważniejsza jest okładka, powinna krzyczeć do nas: kup mnie, a nie konkurencję! Tylko u nas ten lub ta zdradza swoją tajemnicę! Na okładce powinien znaleźć się ktoś, kto wdrapał się aktualnie na świecznik, siedzi na nim niepewnie, płomień smali go prosto w …, a on rozpaczliwie dynda nogami, ale ma swoje pięć minut na TOP-ie. Na taką jedną doniosłą polityczną chwilę miss obiektywu został Lech Kaczyński. Proszę panów reporterów, proszę fotografować teraz, zanim pana ministra odetną od świecowego żyrandola, mówią naczelni redaktorzy, bogowie mass mediów. Słowo stało się ciałem. Odcięli.
Niełatwo zostać Claudią Schiffer. Tej to się udało, podpisała kontrakt i została twarzą L’Oréala, po to, by powtarzać wciąż: L’Oréal – jestem tego warta.
Stałą twarzą politycznej sceny jest rzecz jasna pan prezydent, związany kontraktem i to już na drugą kadencję. Po prostu jest tego wart, oczywiście, miał też w swym komitecie wyborczym odpowiednie osoby, że hm, hm, dam tu skromnie do zrozumienia, kto go popierał. Ostatnio znów dostało mi się za to, tym razem lekko spóźniony felietonista „Rzeczpospolitej” wytropił, że piłam wino z dostojną osobą.
Kreatorem skromnej, lewicowej mody został Leszek Miller. Najważniejsze tygodniki, dwutygodniki, a nawet miesięczniki respektując prawa rynku, przybliżają czytelnikom premiera z ludzką twarzą. Nawet gwiazda TVN, sam Tomasz Lis, przechadzał się z nowym politycznym gwiazdorem po uliczkach i zrujnowanych fabrykach, miejscach wyglądających jakby odwiedzili je przed chwilą ludzie bin Ladena. Filmowano niewesołe wspomnienia z dzieciństwa nowego premiera. Dla niektórych jego dzisiejsza twarz to odkrycie. On to, czy nie on? – pytają.
Jednak prawdziwym hitem okładkowym został czarny koń, nowy COVER BOY prasy męskiej, Katon skandujący wciąż zaprzeszłe hasło: Balcerowicz musi odejść! Każdy kraj ma takiego Katona, jakiego sobie wybrał, czyż nie? Oto Mateusz Bigda rozstajnych dróg, Nikodem Dyzma salonów, do których go nie wpuszczano, aż do czasum gdy znalazł zaproszenie na najważniejszy bankiet w państwie, zgubione przez Unię Wolności. Co z tego, że nie umiał pięknie jak unici głosu modulować? Cóż, że nie tak wykształcony! Zwolniło się miejsce, więc ten głupi Jasio z baśni Grimmów, przylizawszy włosy sadłem, przygładziwszy chłopską sukmanę z Bossa lub Wistuli, związawszy pod szyją krawat biało-czerwony, wszedł na mównicę i wicemarszałkiem został.
Strach blady padł na wrażliwych inteligenciaków, co dzieckiem będąc, innych bajek słuchali, Matko Przenajświętsza, ratuj! A jeśli to Iwanuszka Duraczok, co to wcale nie taki duraczok, jak wszyscy myśleli, i na końcu bajdy carem zostanie?

 

Wydanie: 45/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy