Karykatura

Karykatura

Mój przyjaciel z Kanady podróżuje po Polsce i jest przerażony tym, że Polacy mówią niemal wyłącznie o jedzeniu. Czuje niesmak z tego smacznego powodu. Ale przecież to dowód na dobrobyt. We wszystkich bogatych społecznościach ludzie niemal wyłącznie myślą i mówią o jedzeniu. Moi znajomi, którzy podróżują po świecie, opowiadają, że najwięcej mówi się o jedzeniu w Japonii, we Włoszech i we Francji. Nasz gospodarz nad morzem, Kaszub, nieustannie kpi z hasła PiS „Polska w ruinie”. Choć ich wieś jest uboga, każdy ma po dwa domy, a jak ludzie jedzą, to się w głowie nie mieści. Właśnie częstuje nas niezwykle wyrafinowaną potrawą z kaczki. Wspomina, jak rzadko było mięso u niego w domu w latach 60. – Ależ panie Bogdanie – mówię – Polska już nie jest w runie. Po roku rządów nowej władzy Polska wstała z kolan i widać, jaki ma obfity brzuch. Podobnie Macierewicz dźwignął w rok polską armię z upadku i jesteśmy nagle mocarstwem. Stać nas nawet na wojnę z Rosją. Już nie jesteśmy upokorzeni, ale dumni, jak mówi prezydent Duda.

W kawiarni nad morzem spotykam X, dobrego kolegę z dawnych lat, teraz ważnego polityka PO. Nigdy bym nie przypuszczał, że kiedyś będzie politykiem. On pewnie też nie. Mówię mu, że konieczna jest wizja Polski, jakaś wizja, to właśnie wizją, też fikcją wizji, wygrało PiS. Odpowiada, że oni zaproponują wizję za rok. Ja na to: Nie, to powinno być już teraz. Platforma wydaje się w środku pusta i martwa. Żywo tylko reaguje na to, co robi PiS. X jest optymistą, może ja też byłbym, gdybym miał pensję poselską. Mówię mu: Jaka szkoda, że nie ma z wami Olechowskiego i Rokity, chociaż to palant, ale jaki kolorowy. Potwierdza, że Donald ich wyciął. I że szkoda.

Szykuje się masowe egzekwowanie opłat za radio i telewizję w ramach dyscyplinowania narodu. A też, żeby „ministerstwo prawdy”, czyli rządowa propaganda, miało fundusze. Rozmawiam z emerytką, która mieszka czasowo u córki w Stanach, ma 870 zł emerytury. Nagle odkryła, że przez siedem miesięcy skarbówka na wniosek Poczty Polskiej będzie z tej sumy zabierać jej 270 zł za nieopłacone radio i telewizję. Nie dostała żadnych upomnień. Jedynie zawiadomienie o egzekucji z konta ZUS. I koniec. Będą jej więc zabierać jedną trzecią emerytury przez siedem miesięcy plus odsetki. Kobieta jest w szoku, ale ja nie mam litości i mówię, że jak głosowała na PiS, to teraz ma.

Gorzej, że reżimek, bo narazie to jeszcze nie jest reżim, żąda, abyśmy płacili za telewizję, też my, którzy jej nie oglądamy, którą gardzimy, która powoduje u nas odruchy wymiotne. Przypominam, że kontrolerów można nie wpuszczać do mieszkania. Jeszcze można.

Wygaszanie programu finansowania przez państwo procedury in vitro. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł był spłoszony, kiedy przyciskany do ściany przez dziennikarzy o tym zawiadamiał. To jest cios dla tych, których nie stać na wydanie kilkunastu tysięcy na zabieg. Państwo będzie promować naturalne metody, w tym modlitwę. Czytam jak co roku dzienniki kobiet w ramach konkursu miesięcznika „Zwierciadło” i widzę, jak wielkim i jak częstym dramatem jest niemożność zajścia w ciążę, kiedy bardzo chce się mieć dzieci. Idiotyzm kościelnej ideologii zaczyna być idiotyzmem państwowym. I będzie okaleczać ludzi. W imię moralności popełnia się wielką niemoralność. Nic nowego.

Moja znajoma ze Sztokholmu pisze mi po pobycie w rodzinnym Wrocławiu: „Wróciłam z cudownie pięknego i gorącego miasta, pulsującego życiem. Zjechali się starzy szkolni koledzy z różnych krajów, wszyscy na Rynku w knajpkach, rozgadani, ściszają jednak głosy, podejrzewając niektórych naszych starych kolegów o sympatie pisowskie. A tu nagle zza rogu wynurza się na kolanach i z krzyżem jęcząca procesja, na przeciwległym rogu Rynku zbierają podpisy pod petycją, by dozwolona była aborcja, wieczorem grupy łysych czatują w okolicach fantastycznych nocnych klubów na kolorowych. Londyn, o którym myślałam do tej pory, że najciekawszy, wysiada”.

Oni przesadzają, ze wszystkiego robiąc karykaturę. Z patriotyzmu nacjonalizm. Budowanie narodowej tożsamości na klęsce powstania zmieniło się w ponurą groteskę, kiedy PiS weszło w konflikt z nielicznymi żyjącymi powstańcami. Na każdym kroku brednia staje się naszym chlebem powszednim. I podłość. Słynne są już słowa prezesa na smoleńskiej miesięcznicy: „Musimy wiedzieć, że całkowita racja jest po naszej stronie. Jeśli będzie trzeba tę rację umocnić poprzez akty normatywne, ustawy, to z całą pewnością to uczynimy”. To jednak nadal uparcie dzieje się w ramach demokracji. Jest w tym niepokojąca sprzeczność. Rzeczywistość musi jednak dążyć do zniwelowania tego paradoksu. Albo demokracja poradzi sobie z rakiem PiS, albo ta choroba zniszczy demokrację.

Wydanie: 34/2016

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy