Polska do remontu!

Polska do remontu!

Różne społeczeństwa kreują różne elity i organizują debaty społeczne na odmiennym poziomie. Codzienne newsy też wiele mówią o społeczeństwach, w których powstają. Oglądając podczas wakacyjnego wyjazdu programy informacyjne europejskich stacji telewizyjnych, nie mogłem dostrzec jakichkolwiek wiadomości z Polski. Dość często była pokazywana Rosja. Oczywiście też Syria i Bliski Wschód. Mówiono o Korei, o wydarzeniach w Nigerii i na Sri Lance. Egzotyczną Polską nikt się nie interesuje. O przywództwie Polski w Radzie Unii Europejskiej poza samymi Polakami nie mówi nikt. W szwajcarskiej, francuskiej i niemieckiej telewizji publicznej króluje kryzys gospodarczy i finansowy w strefie euro. Nikt jakoś nie wspomina o „zielonej wyspie” nad Wisłą. Może to i dobrze, że polskie półperyferie nie budzą wielkiego zainteresowania, bo pewne informacje mogłyby jedynie kompromitować nas w oczach europejskiej opinii publicznej. Tak jak program w niemieckiej stacji ZDF o polskich kibolach. To jedyny materiał, jaki znalazłem o Polsce. Rasistowscy kibice, antysemickie hasła, homofobiczne transparenty i nacjonalistyczne slogany – taki obrazek kojarzy się dziś z Polską zachodnim dziennikarzom.

Dziwne, że hasło wyborcze Platformy Obywatelskiej „Polska w budowie”, tłumaczące obecny bałagan tymczasowością i „budowaniem”, nie napotkało do tej pory pytania o ostateczny termin zakończenia budowy oraz końcowy efekt owego „projektu budowlanego”. Bo ile jeszcze ma trwać tymczasowość i co zobaczymy na końcu tego projektu? System nierówności społecznych, hybrydę ekonomicznego neoliberalizmu i kulturowego konserwatyzmu, kraj pozbawiony sfery publicznej i zalewany przez wszechogarniający, komercyjny kicz? Zaściankowy nacjonalizm i prowincjonalną biedę przyozdobioną kilkoma odcinkami autostrad? Na poziomie wiedzy potocznej i przekazów medialnych hasło PO ma się kojarzyć z budową stadionów, remontowanymi, rozkopanymi drogami i innymi inwestycjami w sferze infrastruktury. Nikt nie zastanawia się jednak nad kształtem budowanych obecnie struktur społecznych, relacji międzyludzkich i praw obowiązujących w miejscu pracy, nad jakością życia obywateli, modelem kulturowym wpływającym na nasze życie, poziomem zaufania Polaków. Poza zapóźnioną infrastrukturą większym problemem jest sam kształt stosunków społeczno-ekonomicznych w Polsce, które są coraz bardziej archaiczne i budowane zgodnie z duchem fundamentalizmu rynkowego – z naiwną i wręcz religijną wiarą, że sam rynek rozwiąże wszelkie problemy. Jeśli według takich reguł ma przebiegać budowa, to lepiej od razu zacząć mówić o konieczności remontu kapitalnego! Tylko kto ma go przeprowadzić?
Raczej nie znawcy i spece od tworzenia państwa policyjnego, którzy obiecują na bill-boardach, że Polaków „stać na więcej” i chcą uszczęśliwić wszystkich m.in. większym bezpieczeństwem. Trudno powiedzieć, czy chodzi o więcej podsłuchów, więcej ludzi w aresztach i więzieniach albo więcej policyjnych prowokacji. A może też o regularne pobudki o godz. 6 rano dla przeciwników Kaczyńskiego? Tego sztabowcy PiS nie wyjaśniają.

Remontu kapitalnego Polski nie dokonają też „obywatele w Senacie”, tacy jak ulubieniec stoczniowców Tomasz Misiak, prezes BCC Marek Goliszewski czy rycerz prawdy, dawny szef „Wprost” Marek Król. Chcecie wspierać milionerów, to głosujcie na sprawdzonych „samorządowców” od Rafała Dutkiewicza. Prezydent Wrocławia, który mówi, że w aglomeracji wrocławskiej powstało 150 tys. miejsc pracy, jakoś nie wspomina, o jakie miejsca pracy mu chodzi i jak są one płatne: w wysokości 1,2 tys. czy 1,5 tys. zł dla absolwentów uczelni. Nie wiem też, czy slamsy we wrocławskim śródmieściu albo może zamknięte osiedla są tym idealnym ładem społecznym lansowanym przez samorządowców Dutkiewicza. Najzabawniejsze wypowiedzi Rafała Dutkiewicza to te, w których próbuje zdystansować się od PO i PiS. A przecież sam jest dzieckiem tych dwóch prawicowych partii – to one wykreowały go i poparły w wyborach na prezydenta miasta (w 2002 i 2006 r.). Dzisiejsze slogany mówiące o zmniejszeniu podatków, dalszej deregulacji gospodarki, przy jednoczesnym – znanym wszystkim – zamiłowaniu prezydenta Wrocławia do przebywania w towarzystwie księży, sytuują inicjatywę Dutkiewicza na prawo od PO.

I nie jest to żaden pomysł na nowoczesność, ale raczej na godzenie konserwatyzmu światopoglądowego z neoliberalnymi sloganami w stylu Balcerowicza. W polskich warunkach może to być tylko pomost między PO a PiS. A to oznacza dalsze umacnianie archaicznego zaścianka w środku Europy.
Gdzie szukać pomocy? Jeśli lewica jest wciąż zalękniona i brakuje jej całościowej opowieści o bardziej demokratycznej i równościowej Polsce, to pozostaje tylko impuls z zewnątrz. 17 września, kiedy polska nacjonalistyczna prawica będzie miała kolejną historyczną rocznicę służącą za pretekst do rozdrapywania narodowych ran i okazywania nienawiści do Rosji, wróg zaatakuje z drugiej strony. Tym razem z Zachodu. 17 września zachodnią granicę Polski przekroczy tysiące europejskich związkowców, którzy wybiorą się na organizowaną we Wrocławiu demonstrację przeciwko cięciom socjalnym i nierównościom społecznym.

Będzie to protest przeciwko obradującym w grodzie nad Odrą ministrom finansów krajów UE i ich neoliberalnej polityce zrzucającej koszty zadyszki kapitalizmu na środowiska pracownicze. Jeśli nie potrafimy sami walczyć o europejskie standardy socjalne, pomogą w tym europejskie związki zawodowe. To będzie dobra lekcja aktywizmu obywatelskiego. Może warto w końcu odrobić nieodrobione lekcje zachodnich demokracji i nauczyć się, że zmiany przychodzą zazwyczaj pod naporem społecznym, a nie dzięki łasce elit władzy.

Wydanie: 37/2011

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy