Święto flagi

Święto flagi

Republika Francuska nie ma herbu państwowego, czy raczej ma ich co najmniej trzy: rózgi liktorskie (fasces) oraz koguta lub Mariannę, której twarz bywa różnoraka w zależności od potrzeb i zmiennych gustów. Hymn hiszpański ma tylko wersję instrumentalną, więc nie może być śpiewany. Narodowa dewiza angielska jest francuskojęzyczna. Takie oto osobliwości bywają na tym świecie. Polacy postanowili też wybić się na oryginalność i ustanowili święto flagi.

Flaga jest symbolem rozpoznawczym, zadekretowanym przez odpowiednie ciało polityczne, a jej kolory mają niekiedy mętne i naiwne odniesienia. Flagę o dwóch pasach – białym i czerwonym – mają oprócz Polski: Monako, Indonezja (z pasem czerwonym u góry) oraz Malta, Dubaj i Bahrajn (z pasami w układzie pionowym), co stawia nas w chorągwianej banalności na drugim miejscu na świecie – po kombinacji pasów białego, czerwonego i niebieskiego, którymi legitymuje się osiem państw. Nie wspominamy oczywiście o białych krzyżach na czerwonym tle (Dania, Szwajcaria) lub czerwonych na białym (Anglia) albo innych biało-czerwonych kombinacjach (m.in. Tonga, Japonia, Grenlandia, Abu Zabi).

Wskazuje flaga na przynależność terytorium (kraj, ambasady, obozy harcerskie…), na sukces obywatela danej nacji (zatykane na szczytach zdobytych gór, wciągane na maszt nad podium sportowym…) czy na armatora statku. Flagi dają asumpt do barwienia strojów sportowych, chociaż tutaj nie ma już reguły, bo np. reprezentacja Włoch w piłce nożnej to squadra azzurra (błękitna drużyna), mimo że flaga włoska jest zielono-biało-czerwona, Francuzi to niebiescy z całkowitym pominięciem białego i czerwonego, Nowozelandczycy występują na czarno, Czerwone Diabły to nie Rosjanie ani garibaldczycy, tylko Belgowie, natomiast holenderscy sportowcy noszą stroje pomarańczowe ku pamięci Wilhelma Orańskiego, którego siostra Luiza miała skądinąd w herbie orła białego na czerwonym tle. Spotyka się też malutkie flagi na niektórych towarach eksportowych. Polscy kibice lubią sobie ryknąć na meczach: „Polska! Biało-czerwoni!”, chociaż w XIX-wiecznych pismach etnologicznych oznacza to najczęściej mieszankę białego człowieka z Indianinem.

Poza tym flaga to kolorowy wzorek na materiałach włókienniczych, mniej lub bardziej awantażownie prezentujący się na odzieży. Dwa szerokie pasy, biały i czerwony, są w tym względzie nazbyt toporne i trzeba je rozdrabniać, jak np. lepperzyści albo zawodnicy Cracovii. Inne flagi nadają się natomiast znakomicie. Nic dziwnego, że wielkim powodzeniem cieszą się zrobione z flag naszych sojuszników Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii slipki, majtki, koszulki bądź kostiumy kąpielowe. Bardzo podobały mi się biustonosze w argentyńskie pasy ze słoneczkami w stosownych miejscach. Wszystkie te artykuły z łatwością można kupić w odpowiednich sklepach. Mam zresztą właśnie zamiar kupić sobie kapcie domowe w japoński sztandar wojenny. Wydam na to parę euro, co jednak nie oznacza, że będę je czcić i obchodzić corocznie ich święto.

W książce „Les emblémes de la France” napisał Michel Pastoureau o francuskiej fladze: „Jej kolorami są błękit, biel i czerwień. Nie ma tu jednak żadnego przymusu: są to kolory abstrakcyjne, wymyślone, jak zresztą w przypadku większości innych flag narodowych. Błękit może być lazurowy albo granatowy, czerwony może być karminowy, szkarłatny albo cynobrowy – nie ma to żadnego znaczenia; skądinąd daje licznym malarzom, którzy chcieli je nanieść na swoje płótna, pełną wolność chromatyczną. Zresztą kiedy flagi mokną na deszczu lub są poddane innym wybrykom pogody, ich kolory nabierają i tak różnych niuansów i znacznie się zmieniają”. W Polsce zabrzmiałoby to jak herezja. U nas wszystko podniosłe jest, spetryfikowane i biada wszelkim indywidualnym interpretacjom. Biało-czerwony opalacz to już niemal zdrada narodowa. Mogę zrozumieć kult obrazów świętych. Ale flagi? Czy tu święta jest biel, czy – nie daj Boże – czerwień? Czy gdyby była do góry drzewcem, też byłaby święta, choć indonezyjska? Najbardziej nieudany belfer historii w Rzeczypospolitej, premier Morawiecki, stwierdził oficjalnie, że poprzez flagę kochamy ojczyznę. Ale przecież mamy już dwa święta narodowe – święto Konstytucji 3 maja i Święto Niepodległości 11 listopada (większość krajów zadowala się jednym), czerwono-białe opaski zakładamy w rocznicę powstania warszawskiego, proporczyki na lancach oglądamy 15 sierpnia… Czy doprawdy tego nie wystarczy? Owszem, straż marszałkowska uznała rozwijanie biało-czerwonej flagi w Sejmie za wykroczenie. Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni.

Jeżeli zechcę, zatknę sobie na balkonie i niech wisi bezterminowo. Ale nie, nie będę święcił pomalowanego na dwa kolory płótna samego w sobie. Tak daleko już moje patriotyczne poczucie humoru nie sięga.

Wydanie: 17-18/2018

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy