Kto nie namawia do małżeństwa?

– Gdy mężczyzna skończy 43 lata, liczy się każdy tydzień w jego życiu – powiedział pan prezydent w radiu publicznym. Już myślałam, że chodzi o Leszka Balcerowicza. Wyglądał na bardzo zestresowanego, gdy w telewizji tłumaczył, że porównując złotówkę z dolarem, jestem kobietą niedzisiejszą i niczego się nie nauczyłam. Bo porównywać złotówkę powinnam z euro. Rzeczywiście, od urodzenia wszystko mi się kojarzy z dolarem. Już taka zostanę. Ale żeby wicepremier Balcerowicz tak się tym denerwował… Jednak, jak się okazało, Aleksander Kwaśniewski liczył tygodnie w życiu Ryszarda Kalisza, który dość szybko zdecydował się na małżeństwo. I to właśnie dlatego, że po czterdziestce tygodnie lecą szybciej.
Pan prezydent bardzo swego ministra namawiał do małżeństwa. Niestety, namawianie do małżeństwa jest w Polsce niepopularne. Pojawiają się nawet poradniki o tym, co zrobić kobiecie, która chce od mężczyzny zbyt wiele. Nadesłała mi oburzona czytelniczka miesięcznik “CKM”, a w nim rady, jak się bronić przed kobietami, które Pan Bóg stworzył “kosztem mężczyzny”. Jeśli kobieta chce zmienić dom (czytaj: zmusić faceta do elementarnego porządku), mężczyzna “wycofuje się i nie przykłada rączki do niczego. Zostawia wszystko na jej głowie. Zwłaszcza zakupy, sprzątanie, mycie, odkurzanie i wynoszenie śmieci”. Jeśli chce zmienić twój sposób ubierania – radzi “CKM” – zaproś gości. “Twoje cokolwiek nieświeże emploi będzie świadczyło o tym, że daleko jej do ideału wzorowej pani domu”. Jeżeli uważa, że twój seks jest zbyt ekspresowy, zaproponuj jej zabawę na balkonie.
Czytam te wynurzenia i pretensję mam jedną – że to mało dowcipne. Bo to, że kobiety, choć protestują, przedstawiane są w mediach, nie tylko męskich, jako fanatyczki proszków do prania, zup Knorra i polerowania, to mnie nie dziwi. Nawet podręczniki szkolne widzą kobietę jako gosposię, nie nadążającą za meczem w telewizji. Więc trudno się dziwić, że seriale także pokazują kobiety, które choć zbłądzą do pracy, szybko wrócą do kuchni. O kobietach najczęściej mówi się lekceważąco, więc i one same, tak żartobliwie poszturchiwane w reklamach, także w sprawach poważniejszych spasowały. Do rzecznika praw obywatelskich w zeszłym roku nie wpłynęła żadna skarga w sprawie dyskryminacji. W takiej atmosferze, gdy kobieta to miły dodatek bez większych uprawnień, wątpię, by wielu samotnych mężczyzn po czterdziestce martwiło się każdym tygodniem życia bez ukochanej osoby. Tak jak martwił się Ryszard Kalisz.

Wydanie: 20/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy