Dokąd sięga władza?

Dokąd sięga władza?

Bez uprzedzeń

Dlaczego Amerykanie regulują prawnie zachowania erotyczne, które dawniej były wystarczająco, a może nawet surowiej regulowane przez obyczaj i moralność, tego nie wiem i wydaje mi się, że oni sami tego dobrze nie wiedzą. Może osłabioną moralność purytańską trzeba zastępować opresją sądowniczą? Rewolucja obyczajowa, jaka w Ameryce dokonała się na przełomie lat 60. i 70. rozluźniła obyczajowość seksualną i rozszerzyła niezmiernie granice panowania etyki hedonistycznej. Zagrożona została w podstawach etyka pracy. Hedonizm może być jedynie etyką czasu wolnego, praca mimo wszystkich ułatwień technologicznych wymaga oparcia o etykę ascetyczną. Gdyby nowa, hedonistyczna obyczajowość zalała domenę pracy, Ameryka straciłaby możliwości rozwojowe na drodze, którą obrała, cały system ekonomiczny uległby erozji. Pojawił się więc nowy, państwowy, ideologiczny i polityczny neopurytanizm, wyrażający się m.in. w ustawodawstwie tępiącym tak zwane molestowanie seksualne w miejscu pracy i stosunkach służbowych. Nie wszyscy Amerykanie są szczęśliwi z powodu tego miękkiego, ale dokuczliwego terroru, zwłaszcza że dochodzi do nadużyć wołających o pomstę do nieba. Ofiarami bywają wielcy, jak Clinton, i mali, jak nasz pechowy rodak, który na podstawie prawdopodobnie fałszywego oskarżenia o molestowanie seksualne dziewczynki został skazany na 30 lat więzienia. W przeciwieństwie do Polski, w Stanach Zjednoczonych czysta głupota nigdy nie panowała nad całym społeczeństwem, wszystko tam czemuś służy i ma swój sens. Amerykanin może się wściekać, że państwo przejęło rolę regulatora sfery erotycznej, jednak system wytwórczy jego kraju może coś na tym zyskuje.
Normy mocniej obowiązują, gdy ich sens utylitarny jest ukryty pod pozorami uniwersalnej ważności, bezwzględnej słuszności albo też boskiego pochodzenia. Polscy naśladowcy amerykanizmu widzą tylko pozory, a to, co w Ameryce jest użyteczne, w Polsce chcą zaprowadzić jako prawdę objawioną, pytania o użyteczność w ogóle sobie nie stawiając. Naśladują fanatyzm złej wiary najgłośniejszych zachodnich aktywistów erotycznej poprawności, a naśladowca niewiedzący, o co chodzi w rzeczy naśladowanej, nie jest w stanie utrzymać się w dyscyplinie pierwowzoru, ani o tym, co robi, poważnie rozumować.
Upraszczając zjawisko dla wyraźniejszego sformułowania problemu, pomijam kontekst kultury współczesnej, odgrywającej w tej sprawie niezwykle ważną rolę.
Rozlegające się ostatnio w Polsce hałasy o molestowanie seksualne nie wynikają ze zrozumienia osobliwości polskiego społeczeństwa ani z poczucia, że zachowanie arcybiskupa czy polityka zwiastuje jakieś zagrożenie. Czym jest to, co im się zarzuca, w porównaniu z zamuleniem polszczyzny przez wulgarne słownictwo odnoszące się do seksu? Jak się mówi, tak się myśli, tak się odczuwa, tak się postrzega. Nie ma chyba drugiej mowy na świecie, która byłaby tak, że tam powiem, zseksualizowana, i to na sposób obsceniczny, jak mowa współczesnych Polaków, włącznie z małymi dziećmi. Odbywałem 40 lat temu ćwiczenia wojskowe w jednostce w Szczecinie. Wspominano tam rozkaz byłego dowódcy dywizji, gen. Jaruzelskiego, który zakazał używania na terenie koszar nieprzyzwoitych przekleństw. Nie dało to oczywiście rezultatu, jednak mowa koszarowa ani w połowie nie była tak nasycona „kurwami” jak dziś szczebiot dzieciarni na boisku osiedlowym. Jeżeli się chce zobaczyć coś strasznego, nie ma więc potrzeby jeżdżenia do Barcelony, gdzie można było podpatrzeć jedynie rubaszny gest bez znaczenia. Kto uważał ten gest za gorszący, nie powinien był pokazywać go całemu krajowi. I kto to robi? TVN, która zarabia na pokazywaniu ohydnych „wielkich bratów”, obscenicznych osobników płci obojga, doskonale równych pod względem bezwstydu, wywodzących się z jakiegoś podpolia. I jeszcze ci ludzie z TVN zachowują zdolność zgorszenia się czymkolwiek? Ja w to nie wierzę. Gdy spierano się, czy TVN powinna emitować „wielkie braty”, słuszne wydawało się zdanie, że niech emitują, co chcą, nikt nie musi tego oglądać. Dziś widzimy, że był to pogląd powierzchowny. Dajcie im palec, a chwycą całą rękę i wciągną was w szambo, które wytwarzają. W logice tego działania jest dążenie do zniekształcenia obrazu społeczeństwa, tak by ten obraz upodobnił do „wielkich bratów” i służył powiększaniu oglądalności, czyli zyskom.
Od kiedy istnieje różnica płci, ręka mężczyzny wyciąga się w stronę pośladków kobiety, a ręka kobiety odpycha ją łagodnie albo i niełagodnie bierze odwet na gębie zalotnika. Wszystko to, co zachodzi w polu magnetycznym pośladków, reguluje się w sposób naturalny, przynajmniej regulowało się do tej pory. Nasz kochany lewicowy rząd, zaoszczędziwszy trochę grosza na studenckich biletach kolejowych, ustanowił urząd płatnego pełnomocnika do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn. Okazuje się, że zainteresowania i kompetencje tego pełnomocnika wchodzą również we wspomniane pole magnetyczne. Pani pełnomocnik wystosowała do premiera pismo w sprawie objęcia kobiety w pół i nachylenia się do jej ucha przez wiceministra Iwińskiego. „Zwracam się z prośbą do pana premiera o zbadanie okoliczności wydarzenia (…), co pozwoliłoby na wykluczenie podejrzeń, iż w tym przypadku doszło do molestowania seksualnego. Ponieważ sprawa ta zbulwersowała opinię publiczną (raczej rozśmieszyła – B.Ł.), ostateczne jej wyjaśnienie przez premiera wydaje się szczególnie ważne. Przyczyni się ono bowiem do utwierdzenia społeczeństwa w przekonaniu, że rząd RP troszczy się o realizację jednego z celów koalicji SLD-UP, jakim jest zapewnienie równości kobiet i mężczyzn oraz zwalczanie dyskryminacji ze względu na płeć”. Gdyby się jednak podejrzenia o molestowanie potwierdziły, poseł Iwiński powinien być ukarany zgodnie z feministycznym szariatem. Nie tylko feministycznym, bo również Liga Polskich Rodzin żąda kary na Iwińskiego, a także PiS, co i nie dziwota, bo oni wszystkich za wszystko chcą karać. Mój dobry znajomy z autobusu linii 105 mówi: „jeżeli w liberalnej demokracji poklepanie przyjaciółki po bioderkach ma być zabronione, to już wolę powrót totalitaryzmu. Niech cenzurują telewizję, a nie życie”. Myślę, że jeśli długo pożyje, to może doczekać jednego i drugiego.
Władza polityczna, która chce zwalczać naturalne odruchy erotyczne, widocznie ma pomysł na „nowego człowieka”.

 

Wydanie: 12/2002

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy