Sprawa nie tylko Komendy

Sprawa nie tylko Komendy

Cała Polska zna historię niesłusznie skazanego Tomasza Komendy, który niewinnie przesiedział 18 lat w kryminale. Była ona nagłaśniana we wszystkich niemal mediach, teraz powstał film temu poświęcony, „25 lat niewinności”. Wszystkie media potraktowały sprawę Komendy jednostkowo. Zdarzyło się, biedny chłop, miał pecha. Teraz skarb państwa wypłaci (może już wypłacił) odszkodowanie, jeszcze pewnie ukażą się recenzje filmu, jeszcze może do tematu wróci jakiś publicysta. Może na przypadek Komendy powoła się kiedyś w mowie obrończej jakiś adwokat, broniąc w kolejnej sprawie poszlakowej. W całej tej wrzawie zabrakło głębszej refleksji. Choćby takiej, że sprawy Komendy nie można traktować jako jednostkowej. Jeśli zdarzyło się to Komendzie, może się zdarzyć każdemu. Każdemu z nas.

Przecież ci, którzy prowadzili śledztwo, znęcali się nad podejrzanym, wymuszali przyznanie się, to nie był jakiś desant zwyrodnialców, którzy przylecieli z innej planety i natychmiast po złożeniu aktu oskarżenia wyparowali. To byli policjanci, którzy mieli (mają?) taką metodykę prowadzenia śledztwa. Prokurator, który z mądrą miną łykał wszystko, co mu serwowali, i ubierał w formę prawną, nie pojawił się znikąd tylko do tej jednej sprawy, by po złożeniu aktu oskarżenia znów zapaść się w nicość. Wreszcie sąd, który prowadził rozprawę i oceniał przedstawione mu „dowody”, też nie był powołany ad hoc tylko do osądzenia Komendy, więc po wydaniu wyroku nie wrócił do swoich dotychczasowych, niemających nic wspólnego z sądzeniem zajęć. Sprawa Komendy obnażyła słabość (by użyć tego delikatnego słowa) całego naszego systemu ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Obnażyła coś, co istnieje, co działa, co prowadzi do tego, że do kryminału wędrują często niewinni ludzie. Na szczęście nie ma kary śmierci, o której przywróceniu marzy polska prawica i kilkadziesiąt procent naszego społeczeństwa.

Ile śledztw prowadzili śledczy ze sprawy Komendy? Ile aktów oskarżenia napisał prokurator, który oskarżał Komendę? Ile wyroków wydali autorzy wyroku (wydanego, a jakże, „w imieniu Rzeczypospolitej”), na mocy którego niewinny Komenda trafił na 18 lat do kryminału? Już to wskazuje, że sprawa Komendy nie jest sprawą jednostkową, pojedynczym wypadkiem przy pracy. Ale analiza tego przypadku każe stawiać dalsze pytania. Czy aby policja nie prowadzi z zasady śledztw tak, jak prowadziła je w sprawie Komendy? Czy prokuratorzy w innych sprawach lepiej nadzorują pracę policji? Czy sądy, orzekając w innych sprawach, nie podchodzą w podobny sposób do materiału dowodowego?

Moje kilkudziesięcioletnie doświadczenie w sprawach karnych każe niestety odpowiedzieć na te pytania twierdząco. Tak wyglądają u nas śledztwa i procesy w sprawach poszlakowych. Zostawmy jednak moje doświadczenie. Ktoś może powiedzieć, że jako obrońca jestem nastawiony subiektywnie, że przesadzam. Ale przecież są wyniki obiektywnych badań. W opinii doświadczonych obrońców w sprawach karnych, w procesach poszlakowych wśród skazanych stosunek winnych i niewinnych jest jak 1:1. Co drugi skazany w procesie poszlakowym jest niewinny! Gdyby tak było, zamiast kosztownego i długotrwałego procesu można by rzucać monetą. Orzełek winny, reszka niewinny. Wynik byłby ten sam. A byłoby szybciej i taniej. Wedle badań amerykańskich 5% skazanych na długoletnie więzienie, a nawet na śmierć, to ludzie niewinni. Przy czym w Ameryce pomyłki sądowe są przedmiotem stałych badań, w Departamencie Sprawiedliwości jest komórka, która monitoruje ten problem. Są dwa czasopisma fachowe poświęcone tylko tej tematyce. U nas nikt na dobrą sprawę tego nie bada. Nawet nikogo specjalnie to nie obchodzi. Gdyby optymistycznie założyć, że mimo to u nas procent niewinnie skazanych jest taki sam jak w Ameryce, że jest ich też tylko ok. 5%, to łatwo policzyć, że skoro w kryminałach siedzi w Polsce ponad 80 tys. ludzi, 4 tys. zostało skazanych „w imieniu Rzeczypospolitej” niewinnie. Ogromna rzesza ludzi skrzywdzonych. Skrzywdzonych przez państwo i w imieniu państwa!

To już truizm, że podstawowym problemem polskiego wymiaru sprawiedliwości jest nie przewlekłość postępowań (na którą powszechnie się narzeka), ale jakość wymierzanej sprawiedliwości, o której mówi się rzadko. U nas wyroki skazujące zapadają na podstawie tak słabych dowodów, że nie odważyłby się na nich opierać żaden sąd amerykański. Wystarczy pomówienie konfidenta, który zeznaje jako świadek, a sąd nawet nie wie, że to konfident policji. Wystarczy pomówienie „małego świadka koronnego”, któremu za pomówienie innej osoby zapewnia się nadzwyczajne złagodzenie kary i uchylenie aresztu, często „aresztu wydobywczego”. Wystarczy opinia biegłego, którego wywodów opartych na wątpliwej nieraz wiedzy sąd nie jest w stanie skontrolować i krytycznie ocenić. Wystarczy rozpoznanie przez świadka, a już nie daj Boże przez pokrzywdzonego, choć wiadomo, że dowód w postaci okazania, nieraz starannie przez policję wyreżyserowanego, obciążony jest błędem rzędu 30-40%. Sądy z zasady nie chcą dociekać patologii śledztwa, nie mogą (bo nie chcą!) uwierzyć w to, że przyznanie się podejrzanego w śledztwie lub obciążające zeznania świadków mogły być wymuszone. Teraz, po latach demolowania wymiaru sprawiedliwości, sądy tym bardziej wolą bezkrytycznie przyjmować to, co przedstawia prokuratura, bojąc się oceniać pracę prokuratorów i policjantów. W końcu sędziowie mają tego samego co prokuratorzy przełożonego dyscyplinarnego – ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego, a to w jego imieniu działa oskarżenie.

Opozycja to widzi. Opozycja słusznie krytykuje demolowanie wymiaru sprawiedliwości, ale nie słyszałem, by miała jakąś sensowną propozycję jego naprawy. Nie ma żadnej! Nie ma pomysłu na to, jak poprawić jakość wymierzanej sprawiedliwości.

Komenda miał w sumie szczęście. Po 18 latach znalazł się prawdziwy sprawca. Ilu ludzi siedzących niewinnie takiego szczęścia nie miało? Wczoraj był Komenda, jutro może być każdy z nas, każdy z naszych najbliższych.

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 43/2020

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Komentarze

  1. Radoslaw
    Radoslaw 19 października, 2020, 11:49

    “Opozycja to widzi. Opozycja słusznie krytykuje demolowanie wymiaru sprawiedliwości, ale nie słyszałem, by miała jakąś sensowną propozycję jego naprawy. Nie ma żadnej!”

    Bo tak sie w Polsce rozumie od 1989 roku demokracje – opozycja wytyka władzy błedy nie po to, żeby zająć jej miejsce w wyniku aktu wyborczego i błedy poprawić. Opozycja wytyka władzy błedy wyłącznie po to, żeby zająć jej miejsce w wyniku aktu wyborczego.
    Co tylko potwierdza wielokrotnie powtarzaną przeze mnie teze – demokracja przyszła do Polski o pokolenie za wcześnie. Zabrakło jeszcze 20-30 lat mozolnego kształcenia społeczeństwa, a w szczególności jego tzw. elit. Stopniowego przenoszenia na polskie warunki wzorców dojrzałych demokracji – w szczególności podstawowego dogmatu, że interes społeczny zawsze powinien stać ponad interesem partyjnym czy ideologicznym. Dogmatu, którym kierowali sie Gomułka, Gierek, Jaruzelski i inni, którzy w czasach PRL, ze wszystkich sił starli sie przeciwstawić (skutecznie) przed próbami narzucania Polsce radzieckich wzorców komunizmu.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy