Dyplomatyka i… z głowy

Dyplomatyka i… z głowy

Wbrew temu, co pisałem jeszcze niedawno, Platforma nie przesuwa się na prawo, ale na lewo. To Palikot, nie Gowin, wypowiada się teraz o in vitro, Tusk zaprasza do dyskusji na temat eutanazji, Hübner kandyduje z list Platformy do Parlamentu Europejskiego, a Tusk proponuje Cimoszewiczowi kandydowanie na stanowisko sekretarza generalnego Rady Europy. Łączenie tych faktów mogłoby prowadzić do wniosku, że rzeczywiście PO zabiega o elektorat centrowy, który mógłby swe nadzieje na przyszłość wiązać z centrolewicą.

Zabieganie o elektorat centrowy niekoniecznie musi się łączyć ze zmianą programu. Może kończyć się na zabiegach marketingowo-socjotechnicznych. Wszystko zdaje się wskazywać na to, że dziś mamy do czynienia z tym drugim wariantem. Platforma jest i pozostanie formacją liberalno-konserwatywną. Na lewo od Platformy jest co najmniej 30% elektoratu do zagospodarowania.
Dyskusja o eutanazji i tak będzie się toczyć, bez względu na to, czy zaprasza do niej premier, czy nie. Nawiasem mówiąc, efekt tej dyskusji w postaci uregulowań prawnych jest łatwy do przewidzenia. Będzie tak, jak będą chcieli biskupi. To samo z in vitro. Tu bowiem nie o szczegóły idzie, ale o koncepcję państwa, o akceptowalną rolę Kościoła w życiu publicznym. Czy ma on dalej wpływać na decyzje państwowe, bezpośrednio naciskając na instytucje państwa, czy poprzez kształtowanie sumień i postaw katolików, którzy jako obywatele w drodze demokratycznej będą na te decyzje oddziaływać. Platforma akceptuje (być może z trudem) tę pierwszą sytuację. I nic nie zapowiada, by miało się to zmienić.
Danuta Hübner bardzo chce kandydować do Parlamentu Europejskiego i wybiera sobie start z listy PO jako gwarantującej sukces, a nie z listy Rosatiego, która takiego sukcesu nie gwarantuje. Przyjęcie Hübner na listy PO nie oznacza wcale zmiany programowej Platformy i jej otwarcia się na centrolewicę, oznacza tylko „otwarcie się” Hübner na Platformę.
Propozycja dla Cimoszewicza jest zaiste godna uwagi. Nie wiemy jedynie, czy oferta Platformy tylko do tego się ogranicza, być może jest tu jakiś ukryty warunek, którego nie znamy. Np. w razie wygranej Cimoszewicz weźmie ze sobą do Rady Europy jako szefową gabinetu kol. Jarucką. Kandydatura jest o tyle trafiona, że Jarucka swego czasu cieszyła się zarówno zaufaniem Cimoszewicza, jak i Platformy. Wprawdzie Cimoszewicza wcześniej, Platformy później, ale teraz będzie to można jakoś zgrać. Nie wiem, jak wyglądają szanse Cimoszewicza na objęcie tego stanowiska, na ile poparcie premiera będzie tu skuteczne (prezydent już powiedział, że tej kandydatury nie poprze), są też, zdaje się, mocni kandydaci z innych krajów. Gdyby liderzy lewicy mieli poczucie humoru, na co niestety nie wygląda (jak tu mieć dobry humor, mając 7% poparcia?), to nie złościliby się, tylko Cimoszewiczowi życzyli sukcesu, a Tuskowi zaoferowali swe poparcie (głównie moralne) w wyborach na stanowisko sekretarza generalnego ONZ, gdyby tylko zdecydował się kandydować. Swoją drogą, szkoda, aby polityk tego formatu co Cimoszewicz marnował czas w Puszczy Białowieskiej, wśród statecznie szumiących dębów i porykujących żubrów, i w Senacie, też wśród statecznie szumiących i porykujących senatorów. Zarówno jedno, jak i drugie otoczenie jest politycznie jałowe, choć na pewno w puszczy jest więcej świeżego powietrza.
O ile w polityce wewnętrznej bez zmian, to przynajmniej w zagranicznej odnosimy znaczące sukcesy. Zwłaszcza na odcinku niemieckim. Ten nasz zachodni sąsiad przeżywa teraz klęskę za klęską. Jeszcze Niemcy nie ochłonęli po tym, jak Jan Maria Rokita ogłosił, że jest w konflikcie z państwem niemieckim (co w przekładzie na język potoczny znaczy, że ma w Niemczech proces karny), a Nelly powiedziała, że wstydzi się tego, że jest Niemką, a tu min. Bartoszewski wystrzelał w Niemców całe serie swoich słów z szybkostrzelnością najnowszych karabinów maszynowych.
Efekty tej ofensywy są takie, że Eriki Steinbach nie będzie w radzie fundacji muzeum wypędzeń. Za to stała się ona w Niemczech sławna ponad dotychczasową miarę, ogół Niemców zainteresował się upamiętnianiem wypędzeń (dotąd na ogół wcale go to nie obchodziło). Jest też co najmniej zdumiony tym, że obce państwo miesza się do obsady stanowisk w niemieckiej fundacji. Sama Erika Steinbach odgraża się, że w takim razie na złość Polakom do tej rady jednak kiedyś wejdzie, co jest zresztą bardzo prawdopodobne. Najpoważniejsi niemieccy politycy, w tym szef Bundestagu, stanęli w obronie Eriki Steinbach. Czy o to chodziło?
Być może dla naszego interesu narodowego rzeczywiście lepiej by było, gdyby tej Steinbach w radzie nie było. Trzeba było więc próbować sprawę załatwić jakoś dyplomatycznie, poufnie, bez pyskowania w mediach i bez nagłaśniania całej sprawy. A tak jest sukces, jest zwycięstwo, ale wszystko wskazuje na to, że jest zwycięstwo pyrrusowe. Sympatii w społeczeństwie niemieckim na pewno nie zdobyliśmy, a może się ona nam jeszcze przydać w przyszłości.
Na koniec coś bardziej optymistycznego. Przeżyliśmy w naszej historii okres saski. Czasy ciemnoty, fanatyzmu religijnego, rozkładu państwa. Ale po nich nadszedł okres oświecenia. Jedną z niesłusznie zapomnianych postaci polskiego oświecenia był ks. prof. Sebastian Czochron. Profesor prawa kanonicznego, ale także prawa kryminalnego na krakowskiej Wszechnicy. Znawca Monteskiusza i Beccarii, jeden z najwybitniejszych pionierów humanitarnego prawa karnego. W przeciwieństwie do premiera Tuska, który nie tak dawno publicznie rozważał, czy przestępca zasługuje na miano człowieka, Czochron nie miał wątpliwości co do tego, że przestępca jest człowiekiem i tak go należy traktować. Był przeciwnikiem nadmiernej surowości kar, przeciwnikiem kary śmierci. Propagatorem idei, że lepiej jest przestępstwom zapobiegać, niż za nie karać.
Właśnie 20 marca minie 190. rocznica jego śmierci.
Byłoby dobrze, gdyby ideolodzy Platformy przyswoili sobie kilka myśli Sebastiana Czochrona i innych myślicieli doby oświecenia, gdy zamierzają rozpoczynać ideową ofensywę w celu pozyskania centrolewicowego elektoratu. Tym bardziej że to, co na Zachodzie Europy mieści się w standardzie republikańskim, w Polsce uchodzi za lewicowość.

Wydanie: 11/2009

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy