Pragmatyczny wybór

Pragmatyczny wybór

Dla tych wszystkich, którzy obawiają się, co nas czeka po wyborach, mam małe pocieszenie: rozwój sytuacji i tak w coraz mniejszym stopniu zależy od lokalnego, krajowego rządu. Ci wszyscy, którzy prężą się przed kamerami oraz robią różne miny, i tak w niewielkim zakresie będą mogli wpływać na zjawiska wokół nas. Mogą nam obiecywać wszystko i straszyć nas na wszelkie możliwe sposoby, ale ich wpływ na nasze życie jest coraz mniejszy. Czy premier Tusk i prezydent Komorowski mają realną władzę nad sytuacją ekonomiczną kraju? Czy prezes Kaczyński przy pomocy swych policmajstrów Kamińskiego i Macierewicza jest w stanie narzucić ludziom umysłową cenzurę? Mogą oczywiście konstruować różne mniej lub bardziej uciążliwe dla obywateli rozwiązania, ale ich władza nad globalnymi siłami ekonomii i finansów jest żadna. Wybory w obrębie państwa narodowego mają coraz bardziej rytualny i festynowy charakter. Ludzie wyraźnie czują, że wynik wyborów nie przekłada się na jakość ich życia codziennego.
Rację ma Zygmunt Bauman, kiedy stwierdza, że słabe „niby-państwa łatwo dają się sprowadzić do pożytecznej funkcji okręgów policyjnych, zapewniających odrobinę porządku potrzebnego do prowadzenia interesów”. Nie ograniczają swobody firm, koncernów i dużego biznesu, lecz dbają właśnie o ich spokój i trzymają pod nadzorem resztę zwykłego społeczeństwa, a gdy ono zaczyna się upominać o swoje prawa, to trzeba je uciszyć i postraszyć.

Współcześnie państwo, pozbawione wpływu na światowe trendy w gospodarce, będące zakładnikiem spekulantów finansowych i wielkich koncernów, zrezygnowało niemal zupełnie ze swoich zobowiązań socjalnych wobec obywateli, pozostawiając jedynie czysty przymus i przemoc jako narzędzie nadzorowania swojego terytorium.
W takiej sytuacji wybór nadzorcy niewiele ma wspólnego z demokracją obywatelską. Oczywiście nadzorca może być bardziej lub mniej dokuczliwy. Patrząc na szeregi PiS, nikt chyba nie ma wątpliwości, do czego sprowadzają się rządy nacjonalistycznej prawicy – atmosfera powszechnej podejrzliwości i nieufności, policyjny nadzór na każdym kroku, zapchane więzienia, ksenofobia, umiłowanie przymusu i represji. A wszystko to w oprawie nacjonalistycznego bełkotu, oblane zaściankowym klerykalizmem. Program PiS to CBA i ABW w wersji 2.0.

Oferta PO to rządy technokratów, którzy nie dostrzegają ludzi, tylko wykresy i cyferki. To dalsze budowanie systemu nierówności społecznych i utrzymywanie w wersji bardziej znośnej konserwatywnego skansenu. Względy pragmatyczne nakazują PO chować wstydliwie w zacisze prywatności większe odchyły wynikające z mentalności lokalnego zaścianka. Na przewietrzenie polskiego podwórka i oczyszczenie kraju z cenzury obyczajowej, wpływów Kościoła i narodowych stereotypów Platformie brakuje już odwagi. Taki wybór nie jest żadnym wyborem – dominacja prawicy w mediach, w debatach publicznych oraz na poziomie tzw. wiedzy potocznej w polskich warunkach jest druzgocąca. W ten sposób blisko 80% głosów pada na mniej lub bardziej prawicowe komitety wyborcze. Jednocześnie ponad połowa społeczeństwa odwraca się plecami i nie ma ochoty uczestniczyć w wyborczej maskaradzie. Tak czy siak, mamy rządy mniejszości. Większość nie wyraża swojej opinii.

Utrzymywanie tego stanu jest łatwiejsze, gdy lewica nie ma pomysłu na zaprezentowanie całościowej zmiany ładu społecznego ani przekonania do tego. Wszystkie czynniki zewnętrzne i niewydolność obecnego systemu powinny być naturalnym sojusznikiem ruchu lewicowego. Jeśli tak się nie dzieje, to znaczy, że coś szwankuje. Najbliższe lata powinny być czasem powolnego odbudowywania wpływów lewicy w Polsce i w Europie. Nie można jednak czekać biernie na przypływ sprzyjającej koniunktury lub samoistną zmianę trendów. Samo z siebie nigdy nic się nie dzieje w społeczeństwie. Zawsze stoi za tym ludzka aktywność. Narastające zniecierpliwienie oraz powszechna niepewność co do rozwoju wydarzeń mogą bardzo zdynamizować zachowania społeczne. Nie każda zmiana musi być jednak postępowa – reakcją na strach i niepewność może być też ucieczka w pozorne wspólnoty i zachowania plemienne, które oferują proste i fałszywe podpowiedzi. Groźba prawicowego populizmu jest dzisiaj najważniejszym powodem, aby poprzeć nawet tę niewzbudzającą wielkich nadziei lewicę. Bez zachowania przyczółków i przestrzeni, w których będzie możliwa oddolna odbudowa języka, wizji i propozycji lewicowych, późniejsza działalność wszelkich środowisk chcących zatrzymać wpływ PiS, PO i Kościoła na bieg wydarzeń w Polsce będzie bardzo trudna.

Dziś ważne jest, aby lewica pozostała w społecznej grze i nie utraciła kontaktu ze swoimi sympatykami. Można się zgadzać lub nie z różnymi zachowaniami i wypowiedziami liderów SLD, ale bez struktur i zaplecza SLD-owskiego żadna poważna inicjatywa o orientacji równościowej nie będzie mogła w najbliższym czasie zaistnieć na dłużej w polskiej polityce. Na razie trzeba wstrzymać
oddech, zatkać nos i pójść zagłosować przeciwko rządom PO-PiS. Na bardziej ambitne i przyszłościowe projekty przyjdzie czas. Dziś pozostaje miejsce tylko na chłodny pragmatyzm, bez wielkich uniesień emocjonalnych.

Wydanie: 40/2011

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy