Wieczór z manekinem

Wieczór z manekinem

Wszyscy bardzo się starają, niektórzy są nieźli, dziewczyna co chwilę śpiewa i nagle widzę w tym coś ekstra: grupę ludzi, którzy poza instytucją zbudowali coś swojego, jakieś przedstawienie. Na marginesie rzeczywistości, z energią godną lepszej (jeszcze) zmiany. Ponieważ lubią teatr i mają ochotę wyprodukować inny świat. Absolutnie do tego się nadają! I już ten świat wymyślony dla nas w jakąś zimową niedzielę, w knajpie, do której przecież mogliśmy nie przyjść, wybierając tymczasem dobry serial, zakupy, wino z koleżanką, sprzątanie – już sam ten świat wystarczy, żeby lepiej się poczuć. Zrobić dziurę w smogu i dotknąć czegoś ciepłego albo całym cielskiem przeleźć na drugą stronę lustra. Tymczasem jestem im wdzięczna i jakoś mi nieswojo z tym „amatorskim” teatrem. Robią swoje, są OK! Zamawiam ostatnią pięćdziesiątkę i czuję, że świat bywa jednak przyjaznym miejscem.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 7/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy