Obywatelu, nie wychylaj się!

Obywatelu, nie wychylaj się!

W kapitalistycznej Polsce nastąpiła prywatyzacja nie tylko zakładów pracy, ale także wspólnych problemów publicznych. I choć dotyczą one wielu osób, to w nowym systemie każdy ma sobie radzić z nimi na własną rękę. Działanie kolektywne nie jest modne. Więcej: działanie zbiorowe jest podejrzane i może narazić na zainteresowanie władz. A w pustynnym krajobrazie nawet kilka kropel świeżej myśli i aktywności może się wydawać tropikalną burzą. Jeśli nie ma wspólnych problemów, to nie może być też wspólnych strategii radzenia sobie z nimi. Trzeba zdać się na niewidzialną rękę rynku i indywidualistyczne (a raczej egoistyczne) pomysły odpierania przeciwności losu.
Egoizm stał się religią praktykowaną, ale też reklamowaną i podtrzymywaną przez oficjalne struktury władzy (zarówno politycznej – w skali kraju, jak i w skali mikro – na poziomie miejsca pracy czy miejsca zamieszkania). Dziel i rządź jest nadal obowiązującą zasadą struktur władzy. Dziś jednak państwo nie musi się zbytnio trudzić, bo rywalizacja ekonomiczna i konsumpcyjna załatwiają za nie dużą część dawnej roboty. Jak zauważył Zygmunt Bauman, „funkcjonariuszowi państwa płaci się za posłuszeństwo rozkazom szefa, klient zaś sam płaci za to, by wydawano mu polecenia”.
Rynek obiecuje i upowszechnia fałszywy pogląd, że „jeśli tylko każdy z nas zatroszczy się o własny interes, niewidzialna ręka rynku zadba o nas wszystkich”. Zaimek „my” jest niepotrzebny, a wręcz szkodliwy.
Kiedy jednak na horyzoncie pojawia się mimo wszystko oddolna wspólnota, rynek może liczyć na pomoc państwa w rozbijaniu więzi międzyludzkich. „My”, które powstało spontanicznie, może być niebezpieczne, dlatego państwo prewencyjnie wkracza do akcji: nadzór, inwigilacja, a w końcu represja wobec najbardziej niepokornych. Ostatnio spot­kało to działaczy inicjatywy obywatelskiej blokującej w Polsce inwestycje amerykańskiej firmy Chevron w gaz łupkowy.
Jak czytamy na stronie wspólnoty przeciwników Chevronu, „od pewnego czasu część protestujących jest monitorowana przez ABW – także przez podsłuch telefoniczny”. I – jak dodają – „w tym kontekście w zasadzie nie dziwi, że na warszawskim spotkaniu z protestującymi pojawili się współpracownicy firmy Chevron, którzy wcześniej byli zatrudniani m.in. na misjach wojskowych w Afganistanie”. To ciekawa sytuacja, kiedy państwowe służby bronią interesów zagranicznych koncernów i monitorują własnych obywateli, którzy chcą bronić swoich praw.
Po takich doświadczeniach i informacjach większość osób woli pozostać w cieniu i nie angażuje się w cokolwiek. Strach jest silniejszy niż złość na polską rzeczywistość.
Strach budzą ukryte i niejawne praktyki państwowych instytucji. Trybunał Konstytucyjny odroczył do maja wydanie opinii w sprawie podsłuchów i dostępu do billingów rozmów różnego rodzaju służb pozostających poza jakimkolwiek nadzorem. Kiedy tylko próbuje się poruszyć tę kwestię w przestrzeni publicznej, przedstawiciele policji i służb mówią o zagrożeniu „bezpieczeństwa”. Z pewnością nie chodzi tu o bezpieczeństwo obywateli.
Państwo samo propaguje obojętność i dąży do odpolitycznienia jakichkolwiek sytuacji – również tych, które mają jak najbardziej polityczne przyczyny. Zamiana systemowych problemów na drobne, techniczne usterki, które nie wymagają angażowania społeczeństwa, tylko użycia wyspecjalizowanych służb, to prosty mechanizm. Trzymajcie się z dala od konfliktów politycznych i krytyki społecznej, to może nic złego was nie spotka. W takiej atmosferze 1 maja nie może być niczym innym, jak początkiem długiego weekendu, rozpoczęciem sezonu grillowego czy też rodzinną majówką, jak podpowiadają media. O protestach nawet nie myślcie. Panująca doktryna i jej kapłani od ponad 20 lat starają się pokazać, że 1 maja to wstrętne komunistyczne święto, skansen przeszłości. Obywatelu, zajmij się sobą, a my rozwiążemy za ciebie twoje problemy – mówi państwo do spółki z rynkiem.
A co na to społeczeństwo? Trochę jakby przestało istnieć i zamieniło się w anonimową masę konsumentów. To prawie zgodne z tezą Margaret Thatcher i jej neoliberalnych wyznawców, dla których społeczeństwo jest tylko wymysłem lewicowych intelektualistów, ponieważ jedynymi realnymi bytami – jej zdaniem – pozostają jednostka i rodzina. Teraz można jeszcze dodać: konsument. Tak jak nie ma miejsca w neoliberalnej rzeczywistości dla społeczeństwa, tak samo nie może być miejsca dla obywatela (rozumianego jako człowieka zaangażowanego w sprawy publiczne).
Jak pisał Bauman, obecna „prywatyzacja przestrzeni społecznej owocuje uciskiem rozproszonym i rozdrobnionym, ale wielostronnym i wszędobylskim”. Bez wspólnego wysiłku i systemowych zmian nie da się rozwiązać wielu prywatnych trosk mających źródło w logice panującego porządku. Bez zaangażowania obywateli demokracja umiera.

Wydanie: 17-18/2014

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy