Rywalizacja zamiast wojny

Rywalizacja zamiast wojny

Najdalej za cztery miesiące będziemy znali nazwisko nowego prezydenta RP. Jednak dla 78% Polaków ankietowanych przez CBOS już dziś nie ulega wątpliwości, że będzie nim w dalszym ciągu Aleksander Kwaśniewski.
Od wielu miesięcy jest przecież niekwestionowanym liderem wszelkich rankingów. Na jego pozycję wpływa równomiernie wysokie poparcie wszystkich grup społeczno-demograficznych. Poparcie niezależne od wieku, wykształcenia, poziomu dochodów i miejsca zamieszkania. Warto jednak przy tym zauważyć, że częściej popierają go kobiety niż mężczyźni oraz ludzie młodzi, do 34 roku życia, niż ci, którzy mają powyżej 65 lat.

Nie byłoby oczywiście tak dużego poziomu aprobaty społecznej dla prezydenta Kwaśniewskiego bez poparcia, jakie ma wśród ludzi o sympatiach politycznych odległych od jego naturalnego zaplecza politycznego. Na starcie kampanii wyborczej więcej osób o poglądach prawicowych popiera dziś obecnego prezydenta niż kandydata AWS Mariana Krzaklewskiego.
Urzędujący prezydent ma duże poparcie nawet wśród osób, które na co dzień nie interesują się zbytnio polityką.
Aprobata społeczna, jeśli nie jest chwilowym fajerwerkiem i nie tylko trwa, ale nawet rośnie z roku na rok, nigdy nie spada z nieba. Niejeden polityk – rywal Kwaśniewskiego głowi się nad przyczynami jego sukcesu.
Szuka magicznej różdżki. Szkoda na to czasu. Recepta jest równie stara jak świat i polityka. I równie rzadko stosowana, bo trudna.
Klucz tkwi bowiem w konsekwentnym, żmudnym i cierpliwym działaniu. Nie tylko przy okazji kampanii wyborczych, ale w ciągu całej kadencji.
Trzeba wielu lat takiej pracy, by mieć pozycję polityka uniwersalnego, arbitra, gwaranta stabilizacji politycznej w państwie.
Sądzę, że u podstaw wzajemnych relacji między znaczącą większością społeczeństwa a prezydentem tkwi coraz większa tęsknota Polaków za politykami dialogu, ludźmi rozważnymi i konsekwentnymi w działaniu na rzecz zgody narodowej.
Obserwatorzy naszej mocno skarlałej sceny politycznej w naturalny sposób lgną do polityków, którzy mają strategiczną wizję przyszłości Polski. A jako że lubimy być dostrzegani za granicą, naturalne jest także poparcie dla tych polityków, którzy są mężami stanu uznawanymi przez międzynarodowych liderów: Clintona, Chiraca, Putina i Schrödera. Oczywiście, do 8 października coś może się jeszcze zdarzyć.
Do gry wchodzą teraz sztaby wyborcze. Dobrze byłoby jednak, by ich inwencja skupiła się na rywalizacji kandydatów i wielkiej debacie o Polsce.
A nie, jak to do tej pory bywało, na bezwzględnej, wyniszczającej wojnie na górze.

Wydanie: 25/2000

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy