Płacz sierot z klasy średniej

Płacz sierot z klasy średniej

Przez całe lata 90., kiedy nowy system na siłę szukał bohatera masowej wyobraźni, media, politycy i tzw. eksperci wskazywali powstającą, bohaterską klasę średnią. Miała ona nie tylko wyrugować z obiegu publicznego dawny wzór wielkomiejskiej klasy robotniczej, ale również stać się propagandowym mitem założycielskim „realnego kapitalizmu” w Polsce. Motorem zmian, które doprowadzą nas do nowoczesności i krainy szczęśliwości.

Klasa średnia to był wówczas modny temat nie tylko debat publicznych i kampanii wyborczych, ale też nauk społecznych oraz… reklam medialnych. Oni – młodzi, przedsiębiorczy, budujący nowy, rynkowy ład. Z dużymi aspiracjami i rozbudzonym apetytem konsumpcyjnym. Niebojący się nowych wyzwań ani kredytów, kładący wszystko na ołtarzu kariery zawodowej. Ten indywidualny wysiłek na poziomie systemowym niewidzialna ręka rynku miała zamienić w szybko rozwijającą się gospodarkę, skok cywilizacyjny i powszechny dobrobyt. Bo jeśli każdy z nas zajmie się tylko sobą, to niewidzialna ręka rynku zaopiekuje się nami wszystkimi. Tak w skrócie brzmiała ta ideologiczna opowieść, która miała legitymizować rosnące nierówności, coraz większą nieufność społeczną, dziką i nieprzemyślaną prywatyzację i życie na kredyt.

W miarę upływu czasu mit ten był coraz mocniej weryfikowany przez praktykę społeczną – choć wszystkim miał rosnąć poziom życia, w praktyce sytuacja wielu środowisk się pogorszyła; partie polityczne – jak Unia Wolności odwołująca się do mitu klasy średniej – odchodziły w przeszłość, a młode wilczki kapitalistyczne kończyły albo w wykańczających psychicznie korporacjach, albo na umowach śmieciowych, albo poza granicami kraju, który nie mógł spełnić swoich obietnic.

Obecne konwulsje tych, co uwierzyli, że będzie im tylko rosło, a oni będą żyli w konsumpcyjnej hiperrzeczywistości podobnej do tej z ekranu telewizora lub komputera, to niemiłe przebudzenie. Macie kredyt? Liczcie na siebie! Nie chcieliście silnej pozycji państwa w gospodarce? Sami radźcie sobie z prywatnymi bankami! Przecież w rynkowych opowieściach tylko nieudacznicy mieli liczyć na wsparcie państwa.

Co ciekawe, wyznawcy wolnorynkowej wiary przez długi czas głosowali w wyborach nie pod wpływem realnej pozycji w strukturze społecznej, ale ze względu na swoje aspiracje, oczekiwania przyszłych dochodów i prognozowane miejsca na górnej półce w hierarchii społecznej. Mieć kredyt na 30 lat i wspierać politycznie partię, która broni dużego biznesu? Tak, to możliwe, jeśli ktoś czuje się zwycięzcą w społecznej rywalizacji – a przecież oni mieli być zwycięzcami. Dowodów tego miało być wiele – mieszkali na nowych osiedlach, bank im zaufał i dostali kredyt, jako pierwsi kolekcjonowali wciskane im przez reklamy nowe gadżety technologiczne. Aspirujący do klasy średniej chcieli budować kapitalizm, nie wiedząc o tym, że to oni mają być produktem kapitalizmu. A ten ostatnio się zakrztusił i zaczął zjadać własne produkty.

Unia Wolności zniknęła. A teraz Platforma Obywatelska okazuje się ich kolejną mrzonką. Macie problem? Na pewno poradzicie sobie sami. W końcu jesteście przedsiębiorczy, kreatywni, innowacyjni, elastyczni itp. No dobrze, w sferze ekonomicznej zgodnie z prawami rynku nie ma pomocy. To może tzw. modernizacyjne siły w polityce wprowadzą choć trochę swobody obyczajowej i luzu kulturowego? Platforma nie ma czasu ani głowy do takich drobiazgów. Przecież w ustawie antyaborcyjnej panuje kompromis (między prawicą a Kościołem), związki partnerskie to wymysł lewaków, a ulgi podatkowe i wsparcie finansowe dla Kościoła? Przecież on ma wielkie zasługi dla wolności, demokracji i zwycięstwa sił „modernizacyjnych”.

Poza tym, drodzy aspirujący do klasy średniej, nie bądźcie tacy skrupulatni. Powinniście wiedzieć, że klasa średnia – jak pisali klasycy socjolodzy – jest najbardziej konformistyczną siłą społeczną i zawsze głosuje na silniejszego. Nie podobają się wam dawne twarze PiS? Nie przesadzajcie. Michał Kamiński jest młody i przedsiębiorczy. W dodatku zawsze był tak naprawdę po słusznej stronie i tylko wcześniej nie mógł w pełni okazać swojej miłości do liberalizmu.

Jeżeli jednak ludzie tacy jak Charles Wright Mills, amerykański socjolog i autor klasycznej książki „Białe kołnierzyki”, mieli rację, to aspirujący do składu społecznego klasy średniej mogą rzeczywiście poprzeć silniejszego w danej chwili na scenie politycznej. I na złość bankom, państwu i zdradzonym ideałom rynkowym poprzeć PiS.

To zgadzałoby się z inną klasyczną teorią zachowań politycznych, autorstwa Seymoura Martina Lipseta, który twierdził, że ta sama klasa średnia, popierająca w czasach stabilizacji liberalne centrum, potrafi w czasach kryzysu poprzeć tzw. radykalne centrum. Co się kryje pod tą nazwą? Nic innego jak klasyczny faszyzm. Oni jako drobni biznesmeni mają zawsze dwóch wrogów – wielki ponadnarodowy kapitał i czerwoną hołotę związkową. Jeżeli więc nasi niespełnieni budowniczowie „realnego kapitalizmu” obrażą się na PO, mają jeszcze PiS, a w rezerwie nawet korwinowców i narodowców. Jest w czym wybierać, ale niewiele ma to wspólnego ze wzmacnianiem demokracji.

Wydanie: 7/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy