Skalpel zamiast cepa

Skalpel zamiast cepa

Overview

Nikt myślący nie ma wątpliwości, że PiS chce sobie podporządkować niezależne sądownictwo i tylko o to w całej rzekomej reformie mu chodzi. Niezależne sądownictwo z natury rzeczy jest nie do zniesienia dla każdej władzy autorytarnej – bo ją ogranicza w jej zapędach, bo jest arbitrem w sporach obywatela z organami państwa, bo ją kontroluje, wyznacza jej nieprzekraczalne granice, a władza autorytarna nie znosi żadnej kontroli, nie uznaje żadnych granic, poza tymi, które sobie sama wyznaczyła.

Szykując swój skok na sądownictwo, PiS uzasadnia to rzekomą wolą suwerena, który domaga się reformy. Po protestach w obronie sądów prezydent Duda zawetował dwie z trzech ustaw niszczących niezależność sądownictwa. Zrobił to, jak przypuszczam, z dwóch powodów. Po pierwsze, skala sprzeciwu przeszła wszelkie oczekiwania, groziła dalszą eskalacją i rozszerzeniem przedmiotu protestu. Protest w obronie niezależnych sądów mógł łatwo się przekształcić w protest przeciwko władzy PiS w ogólności. Poza tym w manifestacjach uczestniczyła młodzież, co było zjawiskiem nowym. Oczywiście żadne protesty inteligencji nie są w stanie obalić władzy, ale ich masowość, konsekwencja, głoszone hasła jakoś tam oddziałują dydaktycznie na „suwerena”. Powód drugi to ten, że prezydent zorientował się, że sprytny i bezwzględny minister sprawiedliwości próbuje tymi ustawami poszerzać swoje imperium kosztem jego uprawnień. Zamierza z niego zrobić jeszcze mniej znaczącego Adriana. Weto prezydenta wywołało euforię części opozycji i części niechętnych PiS. Naiwnie wieszczono rozpad PiS, wierzono, że powstanie partia prezydencka, jeden z byłych ministrów Platformy nawoływał nawet, aby opozycja skupiła się wokół prezydenta!

Kolejny wybuch euforii nastąpił, gdy prof. Michał Królikowski objawił się jako doradca prezydenta przy tworzeniu prezydenckich projektów ustaw. Nawet pani prezes Sądu Najwyższego przyjęła tę wiadomość z ulgą. Przez dwa dni prof. Królikowski brylował w mediach, chwalił prezydenta za weta, mówił ładnie, niewątpliwie mądrzej niż minister Jaki (o co znowu nie tak trudno). Mówił jednak ogólnikami, z których trudno było wnioskować, jaki ma być kształt tych projektów.

Wszystkim tym, którzy odetchnęli z ulgą (z panią prof. Gersdorf, pierwszą prezes Sądu Najwyższego, na czele), chciałem zwrócić uwagę na kilka spraw. Pomijam fakt, że prof. Królikowski jest skrajnie konserwatywnym przedstawicielem nauki prawa karnego, choć to też nieobojętne. Ale, po pierwsze, nie bardzo wiemy, jaki ma on rzeczywisty wpływ na prezydenckie projekty ustaw. Po drugie, te prezydenckie projekty, jak już trafią do Sejmu, zostaną poddane sejmowym procedurom i uchwalone w takim kształcie, jaki nadadzą im ostatecznie posłowie PiS.
Aby suwerena pobudzić do poparcia reform sądownictwa à la PiS, rozpoczęto skandaliczną kampanię billboardową za pieniądze państwowych koncernów, szczującą ludzi na sądy i uzasadniającą to, co PiS chce z sądami zrobić.

Jak gawiedź chciałaby zmienić wymiar sprawiedliwości? Ano tak, żeby każdy, kto pójdzie do sądu, wygrał sprawę, i to szybko. Żeby każdy, gdy zostanie oskarżony, był uniewinniany, a każdy pokrzywdzony doczekał w krótkim czasie surowego skazania oskarżonego. Ale tak już jest, że w sprawach cywilnych i gospodarczych tylko jedna strona może wygrać, a gdy jedna wygrywa, druga musi przegrać. Interesu oskarżonego i pokrzywdzonego w procesie karnym też się nie pogodzi. Każdy oskarżony chce być jeśli nie uniewinniony, to przynajmniej jak najłagodniej skazany, a każdy pokrzywdzony chce akurat czegoś przeciwnego.

Tego żadna reforma nie zmieni. Co rzeczywiście wymaga naprawy w polskim wymiarze sprawiedliwości? Trzeba usprawnić działanie sądów (ale także prokuratur, o czym jakoś dyskretnie się milczy, a to śledztwa ciągną się miesiącami i latami, nie rozprawy w sądach) i poprawić jakość wymierzanej sprawiedliwości.

Czy propozycje zmian akurat tego dotyczą? No nie. Reforma ma się koncentrować na personaliach. Starszych, doświadczonych sędziów – a w tym zawodzie doświadczenie jest wyjątkowo cenne – mają zastąpić młodsi, mniej doświadczeni partyjni nominaci. Tropienie, który sędzia od którego prezydenta dostał nominację, ma usprawnić pracę sądów?

Żadna z propozycji ujawnionych w miłych i gładkich słowach prof. Królikowskiego nie zmierzała do rzeczywistej poprawy wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Do usprawnienia go i poprawy jakości wymierzanej sprawiedliwości.
Obawiam się, że to, co Ziobro z Jakim chcieli rozwalić cepem, prezydent wespół z doradcami uśmierci skalpelem. Niezależność sądów i niezawisłość sędziowską. Chciałbym się mylić.

Wydanie: 38/2017

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy