Anioły na studniówce

Anioły na studniówce

Nie ma śniegu tej zimy. Nic więc nie skrywa szarych od brudu ulic, odpadających tynków, zdewastowanych wiat, wulgarnych napisów i tego całego bałaganu, który mamy w realnym życiu. Ten przedwiosenny krajobraz nie ma kolorów. Zwłaszcza politycznych. Czy rządzi prawica, czy lewica, na przednówku zawsze jest równie paskudny. Jakikolwiek by jednak był, taki świat jest faktem materialnym. Oczywistą oczywistością, jak by powiedział genialny strateg prawicy, jakiś czas temu wysłany przez społeczeństwo na przymusowy urlop. I tym nasza siermiężna rzeczywistość różni się od świata kreowanego przez niezmordowanych polityków, marketingowców, speców od public relations i wizerunków. Świata utkanego z pomysłów, które mają wyłącznie jeden cel. Skłonić nas do uznania narzucanej nam wersji opisu świata za własną. Narzędziem przekazu, bez którego nie byłoby tego wirtualnego bytu, są media, którym trzeba codziennie dostarczać paliwa. A gdy zabraknie faktów, to trzeba je tworzyć. Podręcznikowym przykładem takiej twórczości jest propagandowa wrzawa wokół 100 dni rządu Donalda Tuska. Z niczego, bo trudno serio oceniać ministrów po tak krótkim czasie, udało się zrobić wielodniowy spektakl. Dwukolorowy. W roli aniołów obsadzili się szefowie poszczególnych resortów, którzy w czasie długich jak maraton konferencji prasowych mówili o własnych sukcesach. Oczywiście licznych i dużych. Słuchało się tego z przyjemnością, bo każdy potrzebuje ładunku optymizmu. Jeśli więc wystąpienia ministrów Tuska potraktować jako terapię po dołujących rządach PiS, to cel został osiągnięty. A na sensowną ocenę ich pracy przyjdzie czas jesienią. Wtedy zobaczymy, co kto faktycznie zrobił i jakie ma sukcesy, a kto pozostanie w pamięci jako ministerialny Sabała.
W roli aniołów przy okazji rządowej studniówki chcieli się też obsadzić politycy PiS. Niestrudzeni obrońcy pielęgniarek, lekarzy, prokuratorów i wszystkich innych zawodów, których nie zdążyli dopaść za swoich rządów. Chcieli być aniołami, ale szybko weszli w rolę typową dla siebie.
Obraz rządu, jaki PiS zaprezentowało w czasie swojego maratonu konferencji, jest czarny jak podniebienie diabła. Polska bez premiera Jarosława Kaczyńskiego przeżywa wielką tragedię. A wszystko dlatego, że Polacy zostali perfidnie oszukani przez PO i wybrali ekipę nieudaczników, których jedynym zajęciem jest psucie dorobku ministrów PiS. Przestępcy są masowo wypuszczani. Po ulicach chodzą zbrodniarze. I pewno dlatego politycy PiS nie chcą zrezygnować z ochrony BOR. Wzruszająca jest ich obecna troska o wszystkich pokrzywdzonych. A już zupełnie rozczulił mnie Zbigniew Ziobro z jego nieustającą troską o płace prokuratorów. Jeszcze niedawno troszczył się głównie o to, by prokuratorzy nie musieli samodzielnie myśleć, bo to, co najważniejsze, dostawali od oficerów służb specjalnych. Nie do końca się udało. Na wielu się zawiódł. Ale dalej kocha prokuraturę i robi wszystko, by nie dopuścić do rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.
Czarny opis Polski wiele mówi o autorach tych ocen, ale z rzeczywistością niewiele ma wspólnego.
Najważniejsze, co się stało po wyborach, to zmiana klimatu społecznego. To naprawdę bardzo dużo. I wystarczy na jakiś czas. A na rzecz obecnej władzy najskuteczniej pracują jej poprzednicy. Prawo i Sprawiedliwość – takie, jakie jest – nieustannie przypomina Polakom, z jakiego dołu udało im się wyrwać. Długo nie będzie więc alternatywą dla PO. Prawdziwy wybór będzie dopiero wtedy, gdy powstanie silna centrolewica.

Wydanie: 9/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy