Ciuciubabka świąteczna

Ciuciubabka świąteczna

To, niestety, nie będą beztroskie święta zapowiadające spokojne lato. Za dużo jest problemów odkładanych w czasie, by nie rosło ryzyko, że ich skumulowanie grozi wybuchem społecznym. Kłopoty z obroną obecnego stanu rzeczy mają nawet ludzie władzy. Bo tego, co jest, po prostu obronić się nie da. Zmiany są oczywiste i potrzebne. Choć – jak to u nas – każdy woźnica swój wóz ciągnie w inną stronę. Różnice postaw są ogromne. Jedni szykują kolegę ministra na wyjazd do Madrytu i w nosie mają nawet pozorowanie, że są tu jakieś względy merytoryczne. Że ich kandydat ma kwalifikacje na ambasadora. Tak już weszli w buty właścicieli państwa, że skoro wygrali wybory, a Tomasz Arabski jest ministrem i bliskim kolegą, to nie widzą niczego zdrożnego w tym, by sobie pojechał do Hiszpanii, którą przecież kocha. Należy mu się ten wyjazd, bo pracuje po godzinach i za marne grosze w porównaniu z innymi kolegami, których PO ulokowała w zarządach spółek i banków. Tam to dopiero jest życie.
W tym samym czasie, gdy posłowie PO dzielnie walczą o przyszłość Arabskiego, na Śląsku związkowcy o wszelkich możliwych barwach politycznych szykują się do strajku generalnego. Pierwszego w tej formie po 1989 r. A i jego hasło „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” wymyka się prostym politycznym ocenom. To już nie jest ruch oburzonych, którym można coś obiecać i znowu mieć parę miesięcy spokoju. Miesięcy, które, tak jak poprzednie, zostaną zmarnowane. To jest protest ludzi mocno wkurzonych i zdesperowanych. Ślązacy nie są wyrywni do strajkowania o byle co. Trzeba im naprawdę mocno zaleźć za skórę, by sięgali po taki argument. Przykład Arabskiego pokazuje stan ducha obozu władzy. Rządzący uważają, że mają patent na nieomylność i mandat społeczny do robienia, co zechcą. Zamiast dialogu w Komisji Trójstronnej mamy więc niby-rozmowy i pozorowane szukanie rozwiązań. Sama zresztą komisja, która przez dłuższy czas była w miarę skutecznym forum dialogu społecznego, została przez PO zmarginalizowana. Premier i wicepremier – minister finansów obchodzą to ciało z daleka, a bez nich niczego sensownego nie da się uchwalić w sprawach warunków pracy, płac i bezrobocia. I tak się ta ciuciubabka kręci. Czy wobec takich zachowań rządu może dziwić akcja strajkowa?
Najgorsze, co się może stać w wyniku tych procesów, które obserwujemy w Polsce, to powrót do władzy autorytarnej. Kandydatów na wodzów nie brakuje. Zmęczony kłopotami wyborca może wreszcie machnąć ręką i powiedzieć: a niech tam. Wodzu, prowadź. Czy tego chcemy?

Wydanie: 13/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy