Prezent noworoczny

Prezent noworoczny

To już rok 2015, nie mieści mi się w głowie – mówi moja mama, która skończyła właśnie 90 lat. Jaki może być prezent dla kogoś, kto kończy tyle lat?
Kiedy żyje się dłużej niż pokolenie, z którego się jest, następuje wokół lawinowy proces zapominania. A zapominamy, żeby zrobić miejsce na nowy czas, i nie ma na to rady. Gdy chodzi o poetów, mam wrażenie, że Iwaszkiewicz, Miłosz, Szymborska i Różewicz zjedli niemal całą literaturę drugiego półwiecza XX w.
Niedawno pewien wydawca dzwonił do mnie, że znalazł moją mamę na liście autorów, którzy mieli największe nakłady książek w czasach PRL, zmieściła się w pierwszej dziesiątce, głównie dzięki książkom dla dzieci. Ale jest też uznaną poetką.

Pisała kiedyś tak o swoich korzeniach: „Mama moja była córką Eleonory z d. Sztuka. Jej ojciec był burmistrzem Kęt. Wedle niego popełniła mezalians i poślubiła »jakiegoś legionistę«, oficera Wilhelma Mattern, na dodatek ewangelika, który zmienił przy ślubie wyznanie na katolickie. Ślub odbył się w Białej. Jest piękna ślubna fotografia: mama z wiankiem i welonem na głowie, ojciec trzyma ją pod rękę. Mają piękny bukiet kwiatów – kupiła go babcia Eleonora. Rodzice chcieli mieć chłopca, a urodziła się dziewczynka, więc nadali jej imiona Mieczysława Stanisława Aleksandra – wszystkie pasują do chłopca.

Jest też inna fotografia z Białej: mama trzyma mnie na rękach w beciku, w jakie wtedy spowijało się dzieci”.

Kilka lat temu napisała do mnie młodziutka dziewczyna z małego miasteczka. Jej dziadziuś uparł się mocno, jak tylko starcy potrafią, by znalazła w kosmosie internetu moją mamę. A znalazła mnie.

Tak odkryłem przybraną rodzinę ojca mojej mamy, czyli mojego dziadka, o której tylko coś słyszałem. Prawdziwa matka dziadka, podobno z dobrej wiedeńskiej rodziny, była aktorką, występowała na terenie Galicji. Zadała się z wysokim oficerem austriackim, który miał zginąć w pojedynku, a dziecko, które urodziła w Jarosławiu, oddała polskiej rodzinie o nazwisku Buczek.
Uparty starzec to wnuk kobiety, która wzięła dziecko na wychowanie (dziecko, a jednak mój dziadek). Miała mówić: „Taki był biedny chłopczyk, co miałam robić…”. W starym albumie sędziwy wnuk znalazł fotografię i przesłał mi ją – dziadek w legionowym mundurze, jeszcze bardzo dziecinny. A zdjęcie dedykuje siostrze.
Uciekł ze szkoły w Jarosławiu do Krakowa, do legionów (miał 15 lat!). Wielekroć ranny, dostał m.in. Virtuti Militari. Potem zawodowy oficer, poległ w 1939 r. w obronie Warszawy. Jest wzruszający wiersz mamy o tym.

Jak w piosence

Kiedy mój ojciec szedł na wojnę
Pamiętam – śmiało błyszczały
Guziki w jego mundurze
– Kule nie będą się mnie imały –

Śmiał się – pamiętam – przedtem
W Legionach ranny pod Beresteczkiem
Medale krzyż miał… Virtuti
Pamiętam – niebieską wstążeczkę

Kiedy mój ojciec szedł na wojnę
Wyglancowane buty
W słońcu wesoło błyszczały
Pamiętam – długośmy się nie żegnali

A potem ranny hełm pamiętam
Krzyże w sosnowym lasku
Na siwych piaskach sosnowy polowy cmentarz
I hełm bez rzemiennych pasków

I krótki wiersz, który wynika z poprzedniego.

Na polach chwały

Pszczoły pył niosą
Dojrzałe w kwiatach spojrzenia
Wysuszonych oczu

Trawy na bohaterstwie wyżej urosły
Przegrana bitwa
Chrzęści w żołądkach krów

Nic więcej nie wiem, nikt nie wie. Mama tylko pamięta, że przed wojną przyszła wiadomość z Wiednia o spadku po matce. Nie przyjął go – odciął radykalnie swoje austriackie pochodzenie – jak mój ojciec żydowskie. Kto wie, czy w brzozowym lasku, gdzie poprowadził swój oddział do ataku, nie wlepił mu kilku pocisków w klatkę piersiową jego krewniak Austriak?

Moje dzieciństwo to poszukiwanie jego grobu przez babcię – nadaremne. A przed 19 laty – dawno, niedawno – ten grób znalazłem, idąc na jakiś przypadkowy spacer z moją przypadkową ówczesną narzeczoną. Leżał ze swoimi żołnierzami, tymi, których ranny nie chciał opuścić. Coraz częściej myślę, że przypadek często jest idiotą, ale czasami wie, co robi. Z okresu romansu moich przyszłych rodziców pochodzi piękny wiersz, inspirowany fotografią zrobioną w 1947 r. Trzymam ją teraz w ręku.

Dawna fotografia

Siedzimy obok siebie
Nad strumieniem w górach
Zatrzymany we włosach wiatr

W oczach lecący blask

Usiedliśmy naprzeciw
I nie widzimy się

Dzieli nas zmarłych oddechów
Ośnieżona góra
Głośno spada woda
Z dziesięciokrotnym echem lat

I na koniec wiersz mojego ojca, też z motywem wody.

* * *
Piliśmy z jednej szklanki wodę,
Co była w ręku moim cała,
Dłoń moja twoją dłoń spotkała,
I nie wiem, czy krawędzi szkła,
Czy dłoni mojej, gdy zadrżała,
Dotknęły wargi twe, co wodę
Musnęły tylko mimochodem,
Aby się na krawędzi szkła
Spotkać z moimi, które chłodem
Przejęła przezroczystość szkła.

Wydanie: 1-2/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Komentarze

  1. Monika
    Monika 4 marca, 2015, 13:05

    „Jaki może być prezent dla kogoś, kto kończy tyle lat?”
    Nasza obecność…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy