Figlarz Lenin

Figlarz Lenin

Za dawnych lat jako antidotum na świetlany obraz Kremla odmalowywany nam przez niektórych (bynajmniej nie wszystkich) nauczycieli dzieliliśmy się po cichu zasłyszanymi w domu albo wyczytanymi w przedwojennej prasie (obowiązywało przyniesienie do szkoły 2 kg makulatury miesięcznie, więc rodzice wygrzebywali nam byle co) opowieściami o panującym wśród komunistów zepsuciu. Lenin zdradzał Nadieżdę Konstantinownę Krupską („Gdy ci się rano nie chce podnieść dupska, przypomnij sobie, jak walczyła Nadia Krupska”) z niejaką Inessą Armand, która dla dodania smaczku była Francuzką. Trocki (nie rozróżnialiśmy jeszcze wtedy, kto jest słuszny) rzucił na Syberii żonę Aleksandrę Lwownę Sokołowską, z którą miał dwie córki, i żył na kocią łapę z Natalią Siedową. Nikołaj Jeżow i Ławrientij Beria byli zdegenerowanymi gwałcicielami i erotomanami. Stalin sypiał m.in. ze swoją szwagierką Żenią Alliłujewą itd., itd. Ogrom wręcz najobrzydliwszej niemoralności!

Czasy jednak się zmieniły. Dzisiaj polityk bez kochanek to prawie impotent. Połowa Europy żyje w tzw. związkach nieformalnych, czyli na kocią łapę, co w wielu krajach jest nawet prawnie usankcjonowane. Jakich więc argumentów użyć, by pogrążyć grzech i grzeszników? Zauważmy bowiem, że rzecz działa obustronnie: Stalin uwodzi szwagierkę, więc jest świnią. Uwodzenie szwagierki jest świństwem, bo tak robił Stalin. Dwa grzyby w barszcz. Cóż z tego, kiedy dzisiaj nawet Kościół Matka Nasza nie gorszy się już heteroseksualnymi igraszkami ze szwagierkami, a zdrady małżeńskie zamiata pod dywan. Z jaką niegodziwością skojarzyć teraz komuchów?

Eureka! Niejaki Maciej Dębski donosi nam, że Lenin, Stalin, Trocki et consortes byli zatwardziałymi gejami. Znikają rozpustna Armand czy Żenia „Róża z Nowgorodu”. Kochankiem Lenina okazuje się Grigorij Zinowjew, który pisze miłosne listy: „Wowa! Czy nie zarosła twoja pupcia w czasie naszej rozłąki? Wkrótce przyjadę, jak tylko uporam się ze sprawami, i zajmiemy się przeczyszczaniem twojej miłej pupci”. A kiedy indziej: „Wowa! Za każdym razem, kiedy znajduję się daleko od ciebie, strasznie cierpię. Cały czas mi się wydaje, że oto siedzę tu, tęsknię za tobą, a ty właśnie w tej chwili mnie zdradzasz. Przecież jesteś wielkim figlarzem – to wiem…”. Zdradzał Lenin Zinowjewa z Trockim oczywiście, z czego jednak gęsto się tłumaczył: „To, co dotyczy Lejby – to było tylko jeden raz i więcej się nie powtórzy. Czekam na ciebie i pogodzimy się w naszym cudownym gniazdku. Zawsze twój Wowa”. Owe listy o figlach Lenina zachowały się, jak widać, ale dysponuje nimi (byłyby dla wielu historyków smakowitym kąskiem, a przy poświadczeniu autorstwa osiągnęłyby kolosalną cenę) tylko jakiś tajemniczy dr J. Skłow (kiedy indziej Sokołow), nikomu niestety nieznany.

O ile Lenin gustował w Zinowjewie i Trockim, o tyle Stalin „skupił uwagę na innych bolszewikach. Jak się okazuje, nie tylko Lenin przejawiał gejowskie skłonności. Mieli je także najwięksi zbrodniarze, stojący na czele NKWD Gienrich Jagoda i Nikołaj Jeżow. Zwłaszcza Jeżow”. Gdzie spojrzeć, wszędzie zgnilizna. Dowodzi tego zresztą nawet śmierć Lenina, który, jak stwierdza autorytatywnie Dębski, zmarł na syfilis. Skoro nie zachorowali na niego ani Trocki, ani Krupska, ani Zinowjew (skąd to wiadomo?), to kto zaraził wodza rewolucji? Widocznie byli Zinowjew i Trocki tylko wierzchołkiem góry lodowej. A na co niby umarł Gorki? Wszystko nareszcie się wyjaśnia: Lenin, Gorki, Trocki, Beria – i już wiadomo, czemu LGBT popierają wrogowie Kościoła, Żydzi, masoni, zwyrodniałe lewactwo, czerwone feministki itp., o samych zboczeńcach nie wspominając.

Rozumiem, rzecz jasna, że czytelnicy mogą się dziwować, z jakiej gnojówki wyciągnąłem Macieja Dębskiego. Otóż omawiany elaborat pod tytułem „Prawdziwe początki ideologii pederastów” zamieścił on w miesięczniku „Zakazana Historia” (nr 06/2019) – dodatku do tygodnika „Gazeta Warszawska”. Niezbyt oryginalny to szmatławiec. Antysemicki, antylitewski, antyukraiński i antyrosyjski jednocześnie, przynosi jednak czasem wiadomości zgoła sensacyjne. Numer z 19-25 lipca informuje nas, że „epidemia syfilisu nadchodzi z Niemiec wraz z LGBT”. „Niemcy – wspomina z rozrzewnieniem „Gazeta” – byli uważani za bardzo higieniczny i dbający o zdrowie naród, co się stało?”. No oczywiście: LGBT, uchodźcy, imigranci… Ale „Gazeta” drąży: „Niemcy kiedy chcą, to posiadają niezwykłe zdolności administracyjnego zarządzania. W obozie zagłady w Auschwitz księgowali dokładnie każdy wyrwany złoty ząb. Dzisiaj niemieckie państwo nie gwarantuje już bezpieczeństwa i życia obywatelom z powodów czysto ideologicznych. Nielegalni imigranci są ważniejsi od Niemców, a państwo pochyla się bardziej nad przestępcami niż nad ofiarami”. O ileż milej i bezpieczniej było w czasach, kiedy w obozach zagłady księgowano dokładnie złote zęby, a ideologia zaszeregowywała imigrantów do podludzi. Niestety, historia idzie naprzód, a zdrowe siły nie zdążyły rozprawić się ze zboczeńcami i obcymi, czyli przestępcami. Co gorsza, skarży się cytowany przez „Warszawską” bp Dec, przez Europę „przeszła fala oświeceniowa, bolszewicka, nazistowska, a nadeszła fala neomarksistowska, liberalno-lewacka”. Ja najbardziej obawiałbym się tej neomarksistowskiej, gdyż – jak podaje Dębski – Karol Marks chociaż był całe życie utrzymankiem Engelsa, to jeszcze ciupciał mu służącą, co nijak nie da się pogodzić z uczciwym księgowaniem złotych zębów.

Wydanie: 38/2019

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy