Płacz po lewicy

Płacz po lewicy

Tak więc nie będzie lewicy w Sejmie. Wszyscy tam teraz nawzajem się oskarżają, prawią o wojnie domowej, kłótniach personalnych, nielojalnej konkurencji… Pozwolę sobie mieć inne zdanie. Rzecz zaczęła się dużo wcześniej. Mam ogromnie wiele sympatii dla Leszka Millera. Uważam go za człowieka krystalicznie uczciwego, inteligentnego, mającego strategiczną wizję rozwoju Polski. Czego zabrakło? Elementarnego poczucia psychologii wyborców. Piwko z Kuklińskim, przywileje dla ks. Jankowskiego na wydobywanie bursztynu, podatek liniowy… Jakże dobre ma się samopoczucie, będąc dla wszystkich miłym. Niestety, tak się nie da. Działanie politycznych wyjadaczy zwących się lewicą ograniczało się od dobrych już paru lat do posyłania uśmiechów. A to gejom, a to feministkom, a to ekologistom… Nie przeczę, że każdy z tych ukłonów był słuszny. Rozmywał się jednak w mdło-słodkiej marmeladzie, od której lata świetlne do programu. W ostatnich wyborach Kukiz wystawił na swoich listach narodowych faszystów. PiS to przemilczało, co faktycznie jest zrozumiałe i właściwie nie można mieć pretensji. Platforma Obywatelska zlekceważyła, gdyż zawsze wiedziała najlepiej i rzeczywistość nie miała do niej nigdy dostępu. Gdzie jednak była wtedy lewica? Wyobrażam sobie te dyskusje i konwentykle. Ten Kukiz to przecież popularny piosenkarz, słuchają go podlotki. Czy mamy występować przeciw młodzieży? Ten Kukiz występuje przeciw układom i partyjniactwu. Czy będziemy bronić establishmentu? Ten Kukiz nie kwestionuje praw kobiet… Więc właściwie swój chłopak. I tak mamy faszystów w Sejmie. Tutaj nie chodzi już o piwko z Kuklińskim, bursztyny Jankowskiego, podatek liniowy. Rodzi się zasadnicze pytanie: a o co wam chodzi? Nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie ani w enuncjacjach Leszka Millera, ani u Barbary Nowackiej. Leszek Miller wyciągnął w swoim czasie z kapelusza panią Ogórek. Przyznać trzeba, że fizycznie prezentowała się nieźle, intelektualnie już dużo gorzej, w trakcie kampanii zgoła zapomniała, jaką partię reprezentuje. Niestety, Barbara Nowacka nie znalazła niczego lepszego. Było nadal miło i sympatycznie. Po klęsce podobnie. Zapewniano nas, że to tylko wypadek przy pracy i zaraz będzie lepiej, i zaraz będzie ślicznie. Nie takie to jednak proste. PiS wygrało, gdyż wyborcy dość mieli platformerskiej arogancji, przekonania tej partii o swojej nieomylności. Natychmiast jednak popełniło ten sam błąd, wprowadzając do rządu Macierewicza, Ziobrę czy Kamińskiego. Tak się nie igra z obywatelami. Ale gdzie w tym momencie jest lewica? Śladu nawet psy nie wywęszą. Zresztą nie miałyby gdzie węszyć. Owa lewica nie ma nawet, pomijam PRZEGLĄD, swojej reprezentacji prasowej, o którą tak rozpaczliwie zabiegał Marek Barański. Dała się wypchnąć z telewizji, z radia, a teraz kwili cieniutko na progach Woronicza: dajcie nam coś powiedzieć. Ale co? Będą to te same słodkie kluchy, które nikogo już nie przekonają. Ostateczną klęską mieniących się lewicą było oddanie walkowerem tego, co mieni się „polityką historyczną”. Nie podjęli w tym względzie nawet cienia dyskusji. Dlaczego więc dziwią się, że nowe pokolenia, niepamiętające nic z przeszłości, widzą wszystko w czarno-białych kolorach, przy czym czerń jest zawsze po stronie lewicy? Wydawane w okresie międzywojennym pod prąd obowiązującej ideologii przez Ludwika Krzywickiego czy Józefa Chałasińskiego pamiętniki chłopów polskich nie istnieją w pamięci ani w kanonie lektur szkolnych. Trzeba dodać, że zapisywane były często przez ankieterów, gdyż ich respondenci byli analfabetami. Straszna to lektura – o głodzie, poniżeniu, codziennej beznadziei, rozpaczliwym antyklerykalizmie. Jest czymś perwersyjnie patetycznym, że ich latorośle powtarzają dzisiaj propagandowe bzdury o PRL, której oni akurat zawdzięczają awans społeczny i wejście w obieg kultury narodowej. Ale i tego tematu nie potrafiła nasza lewica wydobyć na światło dzienne i skonfrontować z maślanymi opowieściami o sielskich dworkach i szlachetnych dziedzicach. Przy żadnej z nagłaśnianych fałszywie spraw, jak choćby kwestii „żołnierzy wyklętych”, nie miała odwagi przeciwstawić się jednobarwności obrazu. Ze spokojem przyjęła uczczenie pomnikiem „Ognia”, postaci co najmniej dwuznacznej moralnie, i to przy obecności prezydenta Rzeczypospolitej. Dość jednak historii. W czym pomogła pracownikom byłych PGR-ów, kiedy była u władzy? W czym przeciwstawiła się przejmowaniu budynków i ziem przez Kościół i wyrosłych nagle, a rozmnażających się z dnia na dzień, niczym bojownicy AK, onegdysiejszych ziemian? W niczym. Toteż za taką lewicę państwu dziękujemy. Mam nadzieję, że przyjdzie nowa. Czego mogę jej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2015, 48/2015

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma